Konała w męczarniach na mrozie. Do rannej sarny przyjechali strażnicy miejscy. Po interwencji zawiadomiono policję

2026-02-17 10:28

W niedzielę, 15 lutego wieczorem na terenie ogródków działkowych w Gdańsku doszło do kontrowersyjnej interwencji straży miejskiej. Sarna z makabrycznym, otwartym złamaniem nogi wykrwawiała się na mrozie. Świadkowie liczyli na pomoc strażników. Ich zdaniem służby zostawiły cierpiące zwierzę na pastwę losu. Straż Miejska zaprzecza i przedstawia inną wersję wydarzeń.

Konała w męczarniach na mrozie. Do rannej sarny przyjechali strażnicy miejscy. Po interwencji zawiadomiono policję

i

Autor: Ośrodek Okresowej Rehabilitacji Zwierząt „Jelonki” / Facebook

Dramat zwierzęcia i szokująca interwencja

Do zdarzenia doszło w niedzielny wieczór 15 lutego. Około godziny 22:00 do Ośrodka Okresowej Rehabilitacji Zwierząt „Jelonki” trafiła sarna w stanie krytycznym. Zwierzę zostało znalezione na terenie ogródków działkowych przy ulicy Gronostajowej w Gdańsku. Świadkowie alarmowali, że sarna zaplątała się w siatkę ogrodzeniową. Na miejsce natychmiast wezwano Straż Miejską. Funkcjonariusze co prawda uwolnili zwierzę, ale stan sarny był wręcz tragiczny.

Zwierzę doznało poważnego, otwartego złamania kończyny. Kość wystawała na zewnątrz, a noga trzymała się jedynie na skrawku skóry. Sarna była w ogromnym szoku, wycieńczona i silnie krwawiła. Co działo się dalej? Ośrodek stawia funkcjonariuszom bardzo poważne zarzuty.

- Mimo oczywistego, ciężkiego i zagrażającego życiu urazu, funkcjonariusze Straży Miejskiej odstąpili od dalszych czynności, nie wezwali lekarza weterynarii, nie zabezpieczyli zwierzęcia ani nie przekazali go do żadnego ośrodka rehabilitacji. Z relacji świadków wynika, że stwierdzili oni, iż „natura sobie poradzi”, po czym odjechali z miejsca zdarzenia, pozostawiając ciężko ranne, krwawiące zwierzę bez jakiejkolwiek pomocy przy minusowych temperaturach - relacjonują pracownicy ośrodka.

Mieszkańcy wzięli sprawy w swoje ręce

Według relacji ośrodka w mediach społecznościowych, zwierzę mogło cierpieć godzinami bez fachowej pomocy. Sytuację uratowali dopiero świadkowie.Widząc bezradność cierpiącego stworzenia, wykazały się niesamowitą determinacją. Mieli oni sami złapać ranną sarnę i przetransportowali ją do ośrodka.

- Panie które przywiozły sarnę były roztrzęsione przemoczone zmarznięte i przerażone reakcją służb które powinny udzielić pomocy zwierzęciu. My dziś (16 lutego - red.)złożyliśmy zawiadomienie na policję o popełnieniu przestępstwa, mamy nadzieję że zostaną wyciągnięte konsekwencje wobec Strażników Miejskich w Gdańsku - czytamy.

Mundurowi odpierają zarzuty

Sprawa ma jednak drugie dno. Straż Miejska w rozmowie z „Dziennikiem Bałtyckim” przedstawia zupełnie inny przebieg wydarzeń, który stoi w sprzeczności z oskarżeniami aktywistów. Rzeczniczka gdańskiej straży, Monika Domachowska, wyjaśnia, że interwencja trwała około dwóch godzin. Funkcjonariusze mieli uwolnić zakleszczone w siatce zwierzę ze złamaną nogą i planowali czekać na przyjazd myśliwego, który podjąłby dalsze decyzje. Jednak według ich wersji, ranne zwierzę uciekło z miejsca zdarzenia.

- Być może zwierzę z czasem opadło z sił, dlatego innym osobom udało się je złapać. Funkcjonariusze nie zostawili sarny bez pomocy, nie powiedzieli, że sama sobie poradzi - relacjonuje rzeczniczka gdańskiej straży miejskiej Monika Domachowska, w rozmowie z "Dziennikiem Bałtyckim".

Uratowana sarna jest obecnie poddawana specjalistycznej diagnostyce.

Rz czy ż? Ó czy u? To największe pułapki w polskiej ortografii
Pytanie 1 z 25
Pióro czy piuro?
Winda spadła z seniorem do maszynowni

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki