Spis treści
Czekały pod drzwiami z kijem. Księdza wzięły za oszusta
W gdańskiej Oruni doszło do niecodziennego nieporozumienia - seniorki wzięły młodego duchownego za oszusta i postanowiły działać natychmiast. Cała historia zaczęła się jednak od telefonu jednej z parafianek do proboszcza. Kobieta zaniepokoiła się informacją, że po okolicy ma chodzić nieznany ksiądz, który wcześniej zapowiada swoje wizyty w domach. W parafii taki zwyczaj nie obowiązywał, dlatego sprawa wydała się podejrzana.
Proboszcz ostrzegł wiernych, że w razie wątpliwości należy zachować ostrożność - w różnych częściach kraju zdarzały się bowiem przypadki podszywania się pod duchownych. Seniorki wzięły sobie te słowa głęboko do serca.
"Przebieraniec" pod drzwiami? Kobiety były gotowe walczyć!
Kilka dni później do jednego z domów zapukał ks. Kuba - młody kapłan, który niedawno rozpoczął posługę w parafii. Chciał odwiedzić chorych i starszych wiernych, by się przedstawić i nawiązać z nimi kontakt. Nie uprzedził jednak o swoich planach. Gdy stanął w progu, kobiety od razu skojarzyły go z wcześniejszym ostrzeżeniem. Koloratka i duchowny strój nie wystarczyły, by rozwiać ich wątpliwości. Uznały, że mają do czynienia z oszustem.
Z relacji parafii na social mediach wynika, że seniorki nie zamierzały ryzykować. Zaczęły podnosić głos i stanowczo domagać się, by nieznajomy opuścił posesję. W gotowości był nawet kij, który miał posłużyć do przegonienia intruza.
Telefon do proboszcza i zaskakująca prawda
Chwilę po całym zajściu jedna z kobiet zadzwoniła do proboszcza z informacją, że "oszust" rzeczywiście się pojawił, ale został skutecznie przepędzony. Dopiero wtedy duchowny zorientował się, że doszło do pomyłki - rzekomym naciągaczem był nowy wikariusz. Cała historia miała miejsce ponad 1,5 roku temu, a na jej wspomnienie na Facebooku zdecydwała się całkiem niedawno parafia.
[...] na Oruni nawet duszpasterstwo ma poziom bezpieczeństwa premium. Monitoring sąsiedzki, szybka reakcja i sprzęt interwencyjny pod ręką. Może i czasem przez chwilę ucierpi na tym własny ksiądz, ale za to żadnemu przebierańcowi w kaszę dmuchać nie damy. Bo na Oruni – zawsze sobie poradzą - czytamy w poście na Facebooku parafii.
