Gdańsk: GODZINAMI błagali szpital o pomoc dla Dariusza. "Przeciągnięty po betonie do izby przyjęć"

2020-09-15 12:03 Rafał Strzelec
Pan Dariusz leżał na podłodze przez izbą przyjęć. Lekarze mu nie pomogli
Autor: Archiwym prywatne

Dramat w Gdańsku. Jak napisała w mediach społecznościowych pani Angelika jej wujek w piątek 11 września dostał nagłego ataku padaczki. Mężczyzna zmagał się z nałogiem alkoholowym. Po prywatnej wizycie w Gdyni otrzymał skierowanie do szpitala psychiatrycznego w Gdańsku, jednak wedle relacji kobiety nie został tam wpuszczony. Pan Dariusz nagle upadł i leżał na betonie przed placówką. Ratownicy nie zrobili nic, by mu pomóc. Po kilku godzinach przyjechało pogotowie i zabrało mężczyznę. Ale było za późno. Po dwóch dniach lekarze stwierdzili zgon.

Dramat, jaki opisuje w mediach społecznościowych pani Angelika, wydarzył się wedle jej relacji w piątek 11 września. Tego dnia jej mama, pani Brygida, otrzymała informację, że jej brat Dariusz (47 l.) dostał ataku padaczki alkoholowej. - Pojechała więc do niego do domu, żeby zabrać go na pogotowie, aby dostać skierowanie na detoks. Po oczekiwaniu na dworze (bo przecież koronawirus i nikogo do środka nie wpuszczają) dowiedziała się, że nie zostaną przyjęci i mają jechać od razu na Srebrzysko w Gdańsku. Po telefonie do tego szpitala została poinformowana, że bez skierowania nie zostaną tam przyjęci. Załatwili więc wizytę prywatną w Gdyni, udało się uzyskać skierowanie - relacjonuje kobieta.

Następnie około godz. 16.00 pani Brygida przyjechała z bratem pod Wojewódzki Szpital Psychiatryczny w Gdańsku. - Po opisaniu sytuacji, jaka miała miejsce rano (padaczka odstawienna,) tam również nie zostali wpuszczeni do środka, kazano im czekać przed szpitalem (bo przecież alkoholików nie traktuje się jak ludzi). Po godzinie oczekiwania wujek zaczął się gorzej czuć, nagle zesztywniał i upadł na ziemię, uderzając głową w beton (kolejny atak padaczki). Mama zawołała po pomoc, podbiegł ratownik ze szpitala, atak trwał dobre kilka minut - opisuje Angelika.

Wedle relacji pani Angeliki ratownicy nie pomogli mężczyźnie. Kazali dalej czekać jej mamie i wujkowi przed szpitalem. Chwilę potem miał nastąpić kolejny atak padaczki. Dopiero wtedy zareagowało dwóch ratowników. Mieli oni przeciągnąć "po betonie" mężczyznę na Izbę Przyjęć. Podano mu również relanium, najpierw domięśniowo, następnie do krwi. Mężczyzna był nieprzytomny. Na co dzień zmaga się z nadciśnieniem. Pomiary wskazały, że miał 240/120.

- Mama podeszła do wujka i zobaczyła, że jego powieki zaczęły sinieć. Zgłosiła to lekarce, która stała i rozkładała ręce, zadzwoniła po pogotowie. Pogotowie ratunkowe odmówiło przyjazdu tłumacząc się że Srebrzysko ma swój transport i to ich pacjent więc oni mają wujka "dostarczyć" do szpitala. Personel Srebrzyska twierdził że nie mają transportu - dodaje zrozpaczona kobieta.

Dopiero w dwie godziny po tym zdarzeniu na miejsce przyjechała karetka, która zabrała wujka pani Angeliki na kliniczny oddział ratunkowy w Gdańsku. Niestety, było za późno. - Po przyjechaniu na miejsce zostaliśmy poinformowani że wujek ma krwiaka przymózgowego, bardzo duży obrzęk mózgu, i niewielkie szanse na przeżycie, zbyt długo czekał na pomoc - informuje pani Angelika. W sobotę otrzymała informację, że jej wujek nie przeżyje z powodu urazu głowy, jakiego doznał przed szpitalem psychiatrycznym. - Pisząc to wszystko jestem w dużych emocjach więc przepraszam jeśli jest to nieskładne, ale nie mogę tego tak zostawić. Chcę żeby jak najwięcej ludzi się o tym dowiedziało, ktoś musi odpowiedzieć za nieudzielenie pomocy mojemu wujkowi - napisała na koniec zrozpaczona mieszkanka Trójmiasta. Niestety, 13 września poinformowała, że jej wujek zmarł. Poniżej pełna treść wpisu w mediach społecznościowych.

Poprosiliśmy o komentarz w tej sprawie przedstawicieli Wojewódzkiego Szpitala Psychiatrycznego im. prof. Tadeusza Bilikiewicza w Gdańsku. Oto treść oświadczenia placówki:

Z wyjaśnień personelu Izby Przyjęć oraz dokumentacji WSP w Gdańsku wynika, że pierwsze procedury medyczne względem opisywanego pacjenta podjęte zostały po mniej więcej godzinie od jego pojawienia się na terenie szpitala.

Każdy pacjent przyjmowany jest w Izbie Przyjęć pojedynczo i podlega procedurze zebrania wywiadu epidemiologicznego, badaniu wstępnemu, pobraniu wymazu w kierunku SARS-CoV-2, psychiatrycznemu badaniu lekarskiemu itp. Dodatkowo czasochłonną procedurą jest konieczność sporządzenia dokumentacji medycznej. Obecne warunki epidemiologiczne wymuszają również na placówce dezynfekcję pomieszczeń po każdym przyjęciu pacjenta. Należy podkreślić, że niejednokrotnie czynnościom tym towarzyszy konieczność stosowania środków przymusu bezpośredniego, co znacznie wydłuża czas procedury przyjęcia do szpitala. W omawianym czasie, pomiędzy godz. 16-18 miały miejsce aż dwa tego typu przyjęcia (pacjenci silnie pobudzeni, dowiezieni przez pogotowie w asyście policji), następujące po sobie i bezpośrednio poprzedzające opisywaną sytuację.

W trakcie trwającego przyjęcia wcześniejszego pacjenta, jeden z policjantów (znajdujący się na zewnątrz pomieszczeń IP) poinformował ratownika o napadzie drgawkowym u oczekującego pacjenta. Pacjent został zbadany fizykalnie, dokonano oceny stanu świadomości (pacjent przytomny, wydolny krążeniowo-oddechowo, prawidłowo podał dane osobowe, bieżącą datę i określił czas). Mając na uwadze, że w Izbie Przyjęć przebywa pobudzony pacjent, ratownik musiał powrócić na Izbę Przyjęć jednocześnie pozostawiając mężczyznę pod opieką siostry oraz informując ją, że w przypadku pogorszenia stanu pacjenta, niezwłocznie ma zgłosić ten fakt personelowi. Należy dodać, że część zespołu Izby Przyjęć prowadziła w tym czasie interwencje na oddziałach.

Jak wynika z dalszej dokumentacji medycznej o godz. 17. 40, w trakcie wciąż trwającego przyjęcia innego pacjenta, personel Izby Przyjęć otrzymał od osoby towarzyszącej zgłoszenie. U oczekującego mężczyzny stwierdzono wystąpienie napadu drgawkowego. W tym czasie przystąpiono do oceny stanu ogólnego pacjenta opisywanego jako nieprzytomny, wydolny krążeniowo – oddechowo. Po konsultacji lekarza Izby Przyjęć podano Relanium domięśniowo. Następnie pacjenta przeniesiono do korytarza Izby Przyjęć. W Izbie Przyjęć ułożono pacjenta w pozycji bezpiecznej na podłodze (co jest zalecane w podobnych przypadkach), nakryto kocem. Podczas badania fizykalnego stwierdzono otarcie naskórka i zgrubienie w okolicy potylicy. Z relacji osoby towarzyszącej wynikało, że mogło dojść do urazu głowy. Wykonano również pomiar parametrów życiowych pacjenta, założono wkłucie obwodowe.

W krótkim czasie u pacjenta wystąpił kolejny napad padaczkowy, podano 10 mg Relanium dożylnie z pozytywnym skutkiem. W czasie trwania wyżej opisanych czynności pracownicy Izby Przyjęć jednocześnie podejmowali próby ustalenia miejsca w SOR dla pacjenta. Wobec przedłużającego się czasu ustalenia miejsca (warunek konieczny do wezwania karetki realizującej przewozy międzyszpitalne) oraz wobec braku poprawy stanu pacjenta zadecydowano o wezwaniu karetki systemowej. Pracownicy Izby Przyjęć kilkukrotnie podejmowali próby wezwania karetki, które spotykaly się z odmową przyjazdu ze strony dyspozytora. Ratownik Izby Przyjęć poprosił rodzinę nieprzytomnego pacjenta o równoczesne wezwanie karetki, ta próba również zakończyła się odmową ze strony dyspozytora. Ostatecznie około godz. 18:30 dyspozytor powiadomił telefonicznie pracownika Izby Przyjęć o fakcie zadysponowania karetki do Izby Przyjęć WSP. Po godzinie 19 nieprzytomnego pacjenta przekazano ZRM.

Czy rzeczywiście nie było w tej sytuacji transportu? WSP w Gdańsku dysponuje jedynie karetką transportową, służącą wyłącznie do planowych przewozów pacjentów w stanie stabilnym. W tego typu sytuacjach jak ta opisywana, a więc w stanie zagrożenia zdrowia i życia szpital jest zobligowany do wezwania specjalistycznej karetki wyposażonej w odpowiedni sprzęt oraz zespół ludzi.

Udało nam się porozmawiać z rodziną zmarłego. - Nie pozostawię tak tej sprawy - mówi pani Brygida, siostra zmarłego. Rodzina w poniedziałek 14 września złożyła skargę na szpital, a o uchybieniach w gdańskiej placówce ma się dowiedzieć również prokuratura - Wciąż nie umiem uwierzyć, że mój brat nie żyje. Jeszcze w niedzielę, gdy go widziałam wydawało mi się, że śpi. Miał wkrótce wyjechać do Niemiec do pracy, dlatego przestał pić. Niestety, po trzech dniach przerwy dostał padaczki - mówi zrozpaczona kobieta.

Sprawą już zajmuje się Rzecznik Praw Pacjenta. - Rzecznik Praw Pacjenta, po zapoznaniu się z wpisem zamieszczonym na portalu dotyczącym odmowy przyjęcia do szpitala, wszczął postępowanie wyjaśniające w sprawie naruszenia prawa pacjenta do świadczeń zdrowotnych, o którym mowa w art. 8 ustawy, przez Wojewódzki Szpital Psychiatryczny im. prof. Bilikiewicza w Gdańsku - podaje RPP dodając, że oczekuje na wyjaśnienie szpitala.

Do sprawy będziemy wracać.

Dramat staruszki z Otwocka. Samotna, umierała z bólu, bez jedzenia i wody

Rozwijamy nasz serwis dzięki wyświetlaniu reklam.

Blokując reklamy, nie pozwalasz nam tworzyć wartościowych treści.

Wyłącz AdBlock i odśwież stronę.