Inspektorzy przeprowadzili kontrolę w 10 sklepach w Gdańsku, Słupsku i Lęborku. Łącznie zakwestionowano aż 81 partii mięsa o wartości blisko 5500 tys. zł. 20 partii mięsa było przeterminowanych, 21 nie miało odpowiedniego oznakowania, a informacja na etykiecie mogła wprowadzać klientów w błąd. Jeszcze gorzej jednak prezentują się wyniki badań pozostałych partii mięsa.
W ośmiu przypadkach pracownicy Inspektoratu Inspekcji Handlowej w Gdańsku wykryli wady jakościowe, a w kolejnych, aż 38 próbkach stwierdzono, że mięso jest zepsute. Co to oznacza?
Wprowadzone do obrotu luzem i wyłożone w ladach chłodniczych mięsa, wędliny i przetwory mięsne pokryte były mokrą i lepką powierzchnią, nosiły naloty pleśni, o kolorze białym lub zielonym, miały też nieświeży zapach – świadczący o trwałym procesie psucia.
- Było to bardzo wiele wyrobów, np.: kiełbasa krakowska, kaszanka bydgoska, ogonówka staropolska, pasztet wędzony, polędwica sopocka, polędwica drobiowa, boczek wędzony, filet indyczy, szyje wędzone indycze, jałowcowa podwędzana, kiełbasa zwyczajna drobiowa, kiełbasa myśliwska, szynka drobiowa i inne - informują inspektorzy z Gdańska.
To chęć zysku nakazuje "wciskać" klientom popsute mięso?
Inspektorat Inspekcji Handlowej w Gdańsku już po kontroli nie przebiera w słowach. Zdaniem ekspertów, wyniki kontroli są skandaliczne, a sprzedawcy i producenci mięsa kierują się nadal częściej chęcią zysku, niż dobrem klientów.
- Stwierdzone uchybienia wskazują, że przedsiębiorcy nadal nie posiadają należytej wiedzy na temat wymogów prawnych w zakresie oznakowania wyrobów, umieszczania informacji o towarach oferowanych luzem, a także z chęci większego zysku oferują wyroby i przetwory mięsne po obróbce, polegającej na ich myciu w celu usunięcia oznak zepsucia - czytamy w oficjalnym komunikacie.
Na słownej naganie się też nie skończyło. Nieuczciwi sprzedawcy zapłacą teraz kary i mandaty, a w dwóch przypadkach sprawa skończy się najprawdopodobniej w sądzie, gdzie handlarze odpowiedzą za wprowadzanie do obrotu zepsutych produktów.