“Współwłaściciel niszczy mi życie!” Dramat pani Grażyny, która toczy spór o dom

2021-04-21 8:30 Martyna Łukaszewska pt

Pani Grażyna Służałek ma 64 lata i od 1974 roku mieszka w starym, dwustuletnim domu w Rowach (woj. pomorskie). Jej życie biegło w dość spokojnym tempie i nigdy nie miała zatargów z sąsiadami. Niestety, jej spokój został zburzony przez współwłaściciela domu. Jak twierdzi pani Grażyna, bez zapytania wtargnął on na posesję i włamał się do mieszkania!

Niecałe dwa tygodnie temu rozpoczął się prawdziwy dramat pani Grażyny. Do jej drzwi zapukał młody mężczyzna, który przedstawił się jako współwłaściciel posesji. Z opowieści kobiety wynika, że człowiek ten nie przyszedł do niej w pokojowych intencjach. Zażądał kluczy do mieszkania, a gdy kobieta odmówiła, zagroził jej, że jeszcze tu wróci. Mężczyzna nie rzucał słów na wiatr. Parę dni później w ogrodzie pani Grażyny pojawiła się koparka, która rozebrała ogrodzenie i rozkopała cały ogród. Co więcej, wycięto drzewka owocowe, w tym 40-letni świerk oraz krzewy.

- Gdy ten mężczyzna zapukał do drzwi, byłam bardzo zdziwiona. Wpadł do domu z rękami w kieszeni i oznajmił, że to jest jego dom i chce kluczy do mieszkania. Nie wiedziałam, co się dzieje. Powiedziałam mu, że z jakiej racji mam mu dawać klucze do mojego domu, w którym mieszkam od 47 lat! Odpowiedział, że jego to nie interesuje, on jest właścicielem tego obiektu i mam mu oddać klucze. Nie pokazał mi żadnych dokumentów, nie wyjaśnił, o co chodzi. Oczywiście odmówiłam mu. Zagroził wtedy, że tu wróci. Przyjechał po paru dniach, a ekipa, którą wynajął, zdemolowała mi cały ogród - opowiada zdenerwowana pani Grażyna Służałek.

Współwłaściciel niszczy mi życie

Dom, w którym mieszka od lat pani Grażyna jest wpisany w ewidencji zabytków. Zostały podkopane fundamenty domu. Pracownicy wynajęci przez współwłaściciela, uszkodzili rurę kanalizacyjną i zdemontowali rynny. Gdy pani Grażyna odkręca kran w kuchni, na zewnątrz leje się woda. W momencie, gdy ciężki sprzęt pracował w ogrodzie, pani Grażyna wezwała policję. Kiedy mundurowi przyjechali na miejsce, pouczyli współwłaściciela i odjechali. Niestety, mężczyzna nie zaprzestał demolowania ogrodu.

- Moja córka, która ze mną mieszka, nie wytrzymała i powiedziała mu kilka słów, gdy niszczył ogród. Ten rzucił się na nią z piłą motorową! Złożyłam zawiadomienie do prokuratury. On jest nieobliczalny. Groził mi i mojej córce, że wytnie nas w pień. Jest zdolny do wszystkiego i obawiam się, że rzeczywiście to zrobi. Fundamenty domu zostały podkopane. Budynek ma dwieście lat, boję się, że zawali mi się na głowę - mówi przerażona pani Grażyna.

Kiedy byliśmy u pani Grażyny, próbowaliśmy dotrzeć również do współwłaściciela, by wysłuchać jego wersji wydarzeń. Sklep, który należy do mężczyzny, był zamknięty, a podczas próby kontaktu telefonicznego odebrał pracownik i poinformował nas, że w tym momencie nie ma właściciela. Niestety, mimo próśb, nie doczekaliśmy się telefonu zwrotnego. 

Aktualizacja (20 kwietnia 2021 roku): To nie koniec problemów pani Grażyny. Podczas jej wizyty w sądzie, otrzymała telefon od córki. Według przekazanych informacji, współwłaściciel włamał się do mieszkania i zaczął wynosić rzeczy. Dodatkowo mężczyzna zamontował kamery na zewnątrz domu. Pani Służałek wezwała policję, która niewiele mogła zrobić. Mężczyzna pokazał dokumenty, według których ma prawo do takich działań. Mundurowi niewiele mogli zrobić.

- Byłam w sądzie. Otrzymałam telefon od córki, że ten mężczyzna włamał się do domu, w którym mieszkam! To jest już przesada! Nic mu nie zrobiłam. Chce mnie siłą eksmitować. Wezwałam policję. Pokazał jakieś dokumenty i policja nic nie zrobiła. Jestem w totalnej rozsypce. Co więcej, zagroził znowu mojej córce, że ją zabije, jak będzie nagrywać. Jakim trzeba być okrutnym człowiekiem, by robić takie rzeczy drugiej osobie?! Na rogu domu zamontował kamery. Zastanawiam się po co - informuje nas przez telefon zrozpaczona 64-latka.

Sprawa o dom i posesję toczy się nie od dziś. Wszystko zaczęło się kilkadziesiąt lat temu. Mama pani Grażyny ponownie wyszła za mąż i zamieszkała w Rowach. Cała posesja była własnością mamy ojczyma i jego rodziny. Część działki przejęła gmina. Resztę sprzedała siostra ojczyma. Sprzedaż nastąpiła w 2000 roku, ale nowy właściciel popadł w długi. Część terenu zabrał komornik, a jedną trzecią kupiła spółka z Warszawy. O licytacji komorniczej pani Grażyna dowiedziała się przypadkiem. Jest skierowana sprawa do sądu o zasiedzenie, która została złożona w ubiegłym roku. Niestety, do tej pory nie ustalono terminu rozprawy.

- Ten mężczyzna, który niszczy mi dom, twierdzi, że jest właścicielem całości, bo wykupił długi poprzednika. Nie ma go w żadnej księdze wieczystej, a działka jest niewydzielona. Matka i ojczym zmarli w 2018 roku. Wcześniej chcieliśmy kupić nieruchomość, ale nikt nie chciał z nami rozmawiać. Nie wiedziałam, komu mam płacić czynsz. Nikt się nie upominał. Kiedy pisałam o tym do różnych organów, nikt nie raczył nawet odpisać - opowiada pani Grażyna.

Wciąż nie wiadomo, jak potoczą się losy 64-letniej kobiety oraz jej córki, która mieszka wraz z mężem i dzieckiem u pani Służałek. Ciągnący się konflikt to olbrzymie obciążenie psychiczne dla całej rodziny.

Podziel się opinią
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE