Wystarczyła dosłownie chwila. We wtorek, 25 sierpnia, 40-letnia kobieta stała na przystanku w Siedlcach z trójką dzieci. Kiedy zajmowała się pozostałą dwójką, jej 3-letni syn wykorzystał moment nieuwagi. Chłopczyk wsiadł do stojącego na przystanku autobusu, znalazł sobie miejsce i grzecznie usiadł na fotelu. Chwilę później pojazd ruszył.
Trzylatek pojechał autobusem. Pasażerowie niczego nie zauważyli
Co ciekawe, z relacji świadków wynika, że malec przez cały czas zachowywał się wyjątkowo spokojnie. Nie płakał, nie wołał mamy i nie sprawiał żadnych problemów. Był na tyle grzeczny, że żaden z pasażerów nie zorientował się, że 3-latek jedzie autobusem zupełnie sam.
W tym czasie jego mama przeżywała chwile grozy. Gdy tylko zorientowała się, że syn zniknął, zadzwoniła pod numer alarmowy 112. Policjanci natychmiast skontaktowali się z dyspozytorem MPK. Ustalili, do którego autobusu mógł wsiąść chłopiec, a pojazd został zatrzymany.
Malcem zajął się kierowca. Dla 3-latka cała dramatyczna sytuacja najwyraźniej była przede wszystkim wielką przygodą. Chłopczyk usiadł za kierownicą autobusu i świetnie się bawił. Kiedy na miejsce dotarli policjanci, był tak zachwycony swoim niespodziewanym wypadem, że nie bardzo chciał opuszczać pojazd.
– Dzięki szybkiemu działaniu policjantów oraz dyspozytora MPK trzylatek cały i zdrowy trafił z powrotem pod opiekę matki – przekazuje podkom. Barbara Jastrzębska z mazowieckiej policji.
Sprawą rodziny zajmie się sąd
Na tym jednak sprawa się nie zakończyła. 40-latka została przebadana alkomatem. Była trzeźwa. Mundurowi zdecydowali jednak, że sytuacji, w której tak małe dziecko niezauważone odjechało autobusem, trzeba przyjrzeć się dokładniej.
Policja skierowała do sądu rodzinnego wniosek o wgląd w sytuację rodzinną chłopca. Jak tłumaczą mundurowi, mogło dojść po prostu do nieszczęśliwego zbiegu okoliczności i jednej chwili nieuwagi przy opiece nad trójką dzieci. Sąd sprawdzi, czy był to jedynie nieszczęśliwy wypadek, czy też zdarzenie może świadczyć o poważniejszych problemach w rodzinie.