Do zdarzenia doszło w czwartek, 20 sierpnia, na Lotnisku Chopina w Warszawie. Służby otrzymały zgłoszenie dotyczące pasażerki, która podczas odprawy biletowo-bagażowej miała powiedzieć, że przewozi w bagażu „dwie bomby”. do akcji wkroczyli funkcjonariusze z Grupy Interwencji Specjalnych Placówki Straży Granicznej Warszawa-Okęcie.
Zamiast na pokład trafiła pod kontrolę
Pasażerką okazała się 62-letnia obywatelka Polski, która na stałe mieszka w Hiszpanii. Kobieta przygotowywała się do rejsu do Malagi. Po niefortunnej wypowiedzi została jednak wycofana z lotu przez przewoźnika.
Funkcjonariusze odizolowali podróżną od osób postronnych. Następnie dokładnie sprawdzili kobietę oraz jej bagaż pod kątem obecności materiałów i przedmiotów niebezpiecznych.
Kontrola nie potwierdziła zagrożenia. W walizce nie było ani bomb, ani innych przedmiotów, które mogłyby zagrażać bezpieczeństwu pasażerów i załogi samolotu.
Przeczytaj także: Zatrzymał auto wiceminister i chodził po masce
„To był tylko żart”
62-latka przyznała funkcjonariuszom, że jej słowa były jedynie żartem. Na lotnisku takie tłumaczenie nie zatrzymuje jednak wszczętych procedur bezpieczeństwa.
Każda informacja dotycząca bomby, broni lub innego niebezpiecznego przedmiotu musi zostać potraktowana poważnie. Służby nie mogą wcześniej założyć, że pasażer żartuje, nawet jeżeli wypowiedziane słowa wydają się absurdalne.
Kobieta została ukarana mandatem w wysokości 500 zł za wywołanie nieuzasadnionego alarmu i utrudnienie pracy służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo lotnictwa cywilnego. Podstawą był art. 210 ust. 1 pkt 5a Prawa lotniczego.
Najbardziej dotkliwa konsekwencja przyszła jednak ze strony przewoźnika. 62-latka została wykreślona z listy pasażerów i nie poleciała do Malagi. kosztownym finałem na lotnisku.
Żart nie chroni przed poważnymi karami
W rozmowie z reporterem „Super Expressu”, mjr Dagmara Bielec ze straży granicznej przyznaje, że tego typu „żarty” z perspektywy funkcjonariuszy zdarzają się często. Tylko w tym okresie wakacyjnym na Lotnisku Chopina było kilkanaście interwencji związanych ze żartem o bombie.
- Głównie takie zgłoszenia otrzymujemy w okresie urlopowo-wakacyjnym, od maja do września. Interwencje dotyczą schowanych w bagażach bomb, lasek dynamitu czy siekier. Zawsze w takim przypadku przeprowadzamy kontrolę i niemalże zawsze słyszymy rozbrajające nas słowa „to tylko żarty”. Nie chroni to jednak osób przed konsekwencjami, w tym mandatami karnymi - wyjaśnia rzeczniczka prasowa nadwiślańskiego oddziału SG.
Jak dodaje, najbardziej niepokojące w tym zjawisku, które miało nasilić się w ciągu kilku ostatnich lat, jest rozpiętość wieka „żartownisiów”.
- Są to osoby różnej płci, wieku i narodowości. Spodziewalibyśmy się głównie młodych mężczyzn, jednak kobiety, w tym seniorki, również opowiadają takie „żarty”. Dziwi nas brak wyobraźni, przewidzenia konsekwencji swojego zachowania i poczucie bezkarności wśród niektórych podróżnych. Bez przerwy apelujemy do ludzi, że odprawa bagażowa nie jest właściwym miejscem na żarty o bombach - mówi rzecznik. - Co ciekawe większość z tych osób mówi to z premedytacją - dodaje.
Potencjalne konsekwencje, jakimi może zostać obarczony żartujący w ten sposób podróżny, są ogromne. Poza mandatem i wykluczeniem z konkretnego rejsu, podróżny będzie musiał niekiedy pokryć koszty ewakuacji terminala, a nawet opóźnień lotnicznych.