Piątkowa rozprawa bez Łukasza Żaka
Zaplanowana na 27 lutego rozprawa ws. wstrząsającego wypadku, do którego doszło we wrześniu 2024 r. na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie, rozpoczęła się od zaskoczenia. Oskarżony Łukasz Żak nie został bowiem doprowadzony do sądu. Jak poinformował sędzia, mężczyzna w czwartek konsultował się z lekarzem ze względu na kaszel i gorączkę, otrzymał leki. Sam Żak stwierdził zresztą, że "jest człowiekiem i raz na półtora roku może zachorować". Choć jego mecenas chciała przełożenia rozprawy na inny termin, sąd zdecydował o dalszym procedowaniu.
Świadkini o strachu przed oskarżonym: bałam się o swoje dziecko
Na początku przesłuchani zostali kolejno dwaj biegli, którzy opowiedzieli o swoich ustaleniach dotyczących okoliczności wypadku oraz prędkości, z jaką jechał kierowca Arteona. Później głos zabrała świadkini Sara S. - Chciałabym jeszcze raz przeprosić rodzinę za tę sytuację, za wypadek. Postaram się odpowiedzieć na wszystkie pytania - powiedziała.
Sędzia przytoczył stare zeznania kobiety, w których ta opowiadała o lęku przed oskarżonym i groźbach pod jej adresem: "Łukasz Żak walił w moje drzwi, krzyczał, że mamy go wpuścić do domu, bo inaczej nas za***ie. Chyba potem zadzwonił do mamy Pauliny i powiedział jej, że Paulina nie żyje. [...] Bałam się go. Żak powiedział, że jak się nie zamknę, to zaraz weźmie nóż i nas wszystkich potnie". S. podkreślała wówczas, iż żałuje, że wcześniej nie poszła na policję.
Podczas piątkowej rozprawy świadkini zaznaczyła, że podtrzymuje swoje wcześniejsze zeznania. - Mogły się różnić między sobą, bo wtedy były to nerwy i bałam się o swoje dziecko - powiedziała, dodając: - Byłam bardzo zestresowana Żakiem, bałem się zemsty z jego strony, że kogoś na mnie naśle. Byłam wtedy w ciąży.
Więcej o wcześniejszych zeznaniach świadkini pisaliśmy szczegółowo tutaj: „Siedział ogłuszony w samochodzie”. Kolejna rozprawa ws. tragicznego wypadku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie
Jak wynika z informacji przekazanych przez prokuraturę, oskarżonemu po wypadku na Trasie Łazienkowskiej grozi od pięciu do 30 lat pozbawienia wolności.