Był skazany za zabójstwo narzeczonej. Wyszedł na przepustkę, zabił kolejną

2018-09-11 3:56
Ofiary morderstwa na ul.Nowowiejskiej w Warszawie
Autor: FACEBOOK Ofiary morderstwa na ul.Nowowiejskiej w Warszawie

Chwaliła się znajomym pierścionkiem zaręczynowym, wkrótce miała wziąć ślub. Co się więc stało? W sobotę Monika K. (35 l.) została zamordowana przez swojego narzeczonego Artura K. (40 l.). Zwyrodnialec nie oszczędził też 3-letniego Oskarka, syna kobiety. Udusił oboje, kiedy wyszedł na jednodniową przepustkę z więzienia.

Para poznała się w maju br. przez internet. Monika miała za sobą nieudany związek małżeński, sama wychowywała synka i czekała na mężczyznę swojego życia. Artur K. był szarmancki, troskliwy. Myślała, że to ta prawdziwa miłość. 22 września mieli wziąć ślub. Nie przeszkadzało jej, że 40-latek odsiaduje w więzieniu wyrok.

Mężczyzna w 2004 r. został skazany za zabójstwo. Jak udało nam się nieoficjalnie ustalić, zamordował swoją dziewczynę. Postawny mężczyzna za kratami udawał niewiniątko. - Skazany nie sprawiał problemów wychowawczych. W izolacji więziennej funkcjonował prawidłowo – przekazała nam Służba Więzienna. W trakcie odbywania wyroku, aż 90 razy był na przepustce! Tak było i w sobotę.

Po wyjściu zza krat udał się do mieszkania na ul. Nowowiejskiej w Warszawie, które zajmowała Monika z synkiem i swoją mamą. Tego dnia była w domu tylko z Oskarkiem.

Jej mama wróciła od rodziny z Małkini ok. godz. 17. Nie mogła otworzyć drzwi, bo zostawiła klucze córce. Chwilę później dołączył do niej zaniepokojony ojciec 3-letniego Oskarka. Wezwali policję i ślusarza. Do mieszkania dostali się późnym wieczorem. Nie spodziewali się tak makabrycznego odkrycia. - Usłyszałem jak ktoś ok. godz. 23 wali z rozpaczy w ścianę, to był ojciec togo dzieciaczka – opowiada Marcin Młodziejewski (35 l.), znajomy ofiary. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że Artur K. najpierw udusił chłopczyka, a później jego matkę.

Zabójca w sobotę w nocy sam oddał się w ręce policji. - Zatrzymany złożył wyjaśnienia – stwierdza krótko Łukasz Łapczyński z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Znajomi w ciepłych słowach opisują Monikę K. - Mocna dziewczyna, nie pozwalała sobie wejść na głowę, ale jednocześnie była troskliwa i życzliwa – mówi Piotr Rybak (41 l.). - Monika była fajną, miłą, kochającą dziewczyną – dodaje Mariusz Hutkowski. Teraz po 35-latce i jej synku pozostały tylko pamięć i palące się przed klatką znicze.