„Cały Grochów w szczurach!”. Mieszkańcy prawobrzeżnej Warszawy ponownie toną we własnych śmieciach

2026-04-15 5:00

Góry śmieci, przepełnione altany i szczury buszujące między blokami: tak wygląda codzienność mieszkańców Pragi-Południe. Po zmianie operatora odbierającego odpady sytuacja wymknęła się spod kontroli, a mieszkańcy mówią wprost: to prawdziwy dramat, gorzej nigdy nie było.

Śmieciowy chaos po zmianie operatora

Problem zalegających śmieci znów uderza w mieszkańców Warszawy. Po Wawrze, Rembertowie i Wesołej, gdzie na początku kwietnia pojawiły się pierwsze sygnały o chaosie w odbiorze odpadów, teraz podobne sceny rozgrywają się na Pradze-Południe. Zmiana operatora, która miała usprawnić system, przyniosła, przynajmniej na razie, efekt odwrotny.

Od 1 kwietnia za wywóz śmieci w tej dzielnicy odpowiada nowa firma, jednak mieszkańcy alarmują, że odpady tygodniami zalegają w altanach i wokół nich.

Śmieci pod oknami, mieszkańcy bezradni

Na miejscu był reporter „Super Expressu”. Obraz, który zastał, nie pozostawia złudzeń: przepełnione pojemniki, worki porozrzucane po ziemi i ludzie, którzy, nie mając gdzie wyrzucić odpadów, zostawiają je obok kontenerów.

Stara firma nie odebrała śmieci, nowa też nic z tym nie zrobiła. Kontenery stoją miesiąc, przewrócone, a ludzie i tak wyrzucają do tych, które jeszcze stoją. To błędne koło − mówi pani Marzena z okolic ul. Walewskiej.

Podobne sytuacje widzą inni mieszkańcy. − W jednym z bloków śmieci leżały niemal pod samymi oknami na parterze. Ktoś wrzucił zdjęcia do internetu i dopiero wtedy to uprzątnięto. Ale taka sytuacja w ogóle nie powinna mieć miejsca − relacjonuje pani Hanna.

Szczury przejmują okolicę

Jeszcze ostrzej o sytuacji mówią mieszkańcy ul. Międzyborskiej. − To można nazwać tylko dramatem. Przez te śmieci były szczury, dzień i noc. Naprawdę, to było nie do wytrzymania − opowiada pani Monika.

Pan Marian Pluta nie ma wątpliwości, że problem narasta. − Gdzie człowiek nie pójdzie, tam szczury. Wykładają jakieś trutki, ale to nic nie daje. Jest za dużo budynków, a za mało pojemników. I jeszcze ludzie podrzucają różne rzeczy, kanapy, odpady z działek. To wszystko się kumuluje − mówi.

Urząd: „to tylko przejściowe niedogodności”

Do sprawy odniosły się władze dzielnicy. W komunikacie opublikowanym 10 kwietnia urząd informował: − W początkowym okresie może dochodzić do opóźnień, ale są to jedynie przejściowe niedogodności, które powinny zostać wyeliminowane jeszcze w pierwszym miesiącu obsługi.

Urzędnicy podkreślają również, że „odpady, które zostały pozostawione przez poprzedniego operatora, będą odebrane przez nowych operatorów”.

Jednocześnie wskazano, że nie wszystkie pojemniki mogą być opróżniane. − Nowi operatorzy nie mogą opróżniać pojemników prywatnych lub pozostawionych przez poprzedniego operatora − tłumaczą. Miasto dodaje także, że zmiana harmonogramów wynika z reorganizacji systemu i logistyki odbioru odpadów.

Na razie jednak mieszkańcy nie widzą poprawy. Zamiast tego widzą śmieci pod oknami, przepełnione kubły i narastającą frustrację.

Człowiek płaci i wymaga, żeby to było normalnie odbierane. A tu jest coraz gorzej − podsumowuje jeden z mieszkańców.

Czy sytuacja rzeczywiście jest tylko „przejściowa”? Mieszkańcy Pragi-Południe mają coraz mniej cierpliwości.

Sonda
Czy segregujesz śmieci?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki