Dawny azyl pracowników Wedla popada w ruinę. Zobacz, jak wygląda letnisko czekoladowych potentatów

2026-04-06 13:08

To niezwykła historia miejsca, w którym czekoladowi potentaci, rodzina Wedlów, stworzyli prawdziwą oazę spokoju dla swojej załogi. Dawny ośrodek wczasowy zakładów Wedla w Otwocku, ulokowany w malowniczym Świdrze, stanowił namacalny dowód filantropijnej wizji Jana Wedla. Obecnie budynek w niczym nie przypomina już jednak swojej dawnej świetności.

Uzdrowiskowy klimat nad rzeką Świder

Nie ma zbyt wielu informacji o samej architekturze obiektu, ale jego położenie w Świdrze, czyli dzisiejszej części Otwocka, okazało się doskonałym wyborem. Wzniesiony w latach 30. minionego stulecia ośrodek doskonale wpisywał się w popularność tej letniskowej miejscowości. Teren, obfitujący w unikalne drewniane wille w stylu świdermajer, przyciągał swoim sielankowym charakterem. Broszura reklamowa z 1932 roku opisywała Świder jako „najzdrowsze letnisko podwarszawskie”, zwracając uwagę na jego „czyste, balsamiczne powietrze” oraz „pustynne piaski wśród lasów sosnowych”. Szczególnie akcentowano zalety rzeki Świder, w której „przeczysta, przeźroczysta woda” formowała „piękne, piaszczyste plaże”, budzące skojarzenia z wakacjami nad morzem. Lekarze doradzali ten specyficzny mikroklimat osobom wracającym do zdrowia, przemęczonym pracą umysłową, zmagającym się z nerwicami, dolegliwościami kardiologicznymi oraz chronicznym katarem.

Z Warszawy można było dotrzeć na miejsce koleją, a od 1933 roku także komunikacją autobusową. Po przyjeździe, często przesiadając się do dorożki, wczasowicze ośrodka Wedla przejeżdżali przez drewniany most dla samochodów, który prowadził do murowanego obiektu ukrytego w gęstwinie lasu. Dźwięki szumiących drzew i ptasi śpiew tworzyły doskonałe warunki do beztroskiego relaksu, daleko od hałasu miejskich zakładów produkcyjnych.

Jan Wedel: filantrop i sąsiad swoich pracowników

Dbanie o dobrostan pracowników było głęboko zakorzenione w wartościach rodziny Wedlów. Już u schyłku XIX stulecia Karol Wedel opłacał wyjazdy kolonijne dla biednych warszawskich dzieci, a jego wnuk, Jan Wedel, podtrzymywał te praktyki w dwudziestoleciu międzywojennym, wyznaczając standardy imponujące do dzisiaj. W zakładzie na Kamionku zatrudnieni mogli korzystać ze stołówki, opieki medycznej (w tym stomatologicznej), łaźni oraz sali widowiskowo-teatralnej. Od roku 1930 działał tam także żłobek, co miało ogromne znaczenie, zważywszy że kobiety stanowiły aż 70 proc. pracowników fabryki. Co więcej, Wedel zapewniał korzystne pożyczki na budowę domów i angażował się w tworzenie mieszkań dla swoich robotników.

Powstanie domu wczasowego w latach 30. było kolejnym potwierdzeniem jego społecznego zaangażowania. Koncepcja zorganizowanego wypoczynku najpierw dla najmłodszych, a następnie dla dorosłych, stawała się coraz bardziej powszechna, a Jan Wedel brał w niej czynny udział. Przeznaczył część swojego terenu nad rzeką Świder, w bezpośrednim sąsiedztwie własnej letniej rezydencji, na wzniesienie ośrodka. W rezultacie pracownicy mogli wypoczywać w murowanym pensjonacie, oddychając świeżym powietrzem i kąpiąc się w rzece, a dodatkowo mieli okazję spotkać samego Jana Wedla i uciąć z nim nieformalną pogawędkę.

Na początku obiekt dysponował miejscami dla około 40 osób, lecz jego rosnąca renoma szybko wymusiła rozbudowę. Mimo że przekazy nie są zgodne co do kosztów pobytu (jedne sugerują darmowe, dwutygodniowe wczasy dla pracowników ze skierowaniem od lekarza, inne mówią o drobnej opłacie), bez wątpienia był to luksus w zasięgu ręki. Jan Wedel pilnował, aby jego załoga mogła odzyskiwać siły w malowniczych warunkach, co było zjawiskiem wyjątkowym w ówczesnym świecie przemysłowym.

Powojenne upaństwowienie fabryki Wedla dotknęło także ośrodka wczasowego. Pomimo tych zmian, obiekt nie stracił swojego turystycznego przeznaczenia i w okresie PRL-u przyjmował kolejne roczniki wypoczywających dzieci. Zmiany nadeszły po transformacji systemowej - w latach 90. budowla zaczęła niszczeć, a w lutym 2003 roku uległa częściowemu spaleniu. Niestety, obiekt pozostaje zrujnowany do dzisiaj, ponieważ nie znalazł się żaden inwestor chętny na jego odkupienie od miejscowego samorządu. Drewniana rezydencja Wedlów znajduje się w równie opłakanym stanie.

Jacek Koman zagra Jana Wedla. Tak wygląda grób twórcy słynnej fabryki czekolady
Pocztówka z podróży
Mikrowyprawy z Warszawy

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki