Dziadek znalazł ciało 12-letniego Pawełka. Bracia zginęli pod lodem

2026-02-15 6:00

Wspomnienia tej tragicznej historii wracają w Mokobodach (pow. siedlecki) w połowie lutego każdego roku, już od ponad dekady. Ludzie pamiętają, jak dziadek Pawełka (†12 l.) odnalazł jego ciało po tygodniach bezskutecznych poszukiwań. Chłopczyk utopił się razem z bratem Marcinem (†15 l.) w lodowatej wodzie Liwca, rzeki płynącej przez wieś. Obaj, w drodze do kolegi, skręcili nad rzekę. Chcieli się poślizgać, ale kruchy lód nagle załamał się pod ich ciężarem. Nikogo nie było w pobliżu, nikt nie mógł zareagować, wezwać pomocy.

  • Tragiczna historia sprzed lat powraca: dwóch braci utonęło w lodowatej rzece Liwiec.
  • Dziadek jednego z chłopców, po tygodniach poszukiwań, odnalazł ciało wnuka.
  • Mimo upływu lat, wspomnienia o tej tragedii nadal wyciskają łzy z oczu mieszkańców.
  • Dowiedz się więcej o szczegółach poszukiwań i pożegnaniu braci.

Mokobody. Dzieci utopiły się w lodowatej wodzie Liwca

Zwłoki Marcina odnaleziono w rzece po czterech dniach, a Pawełka po ponad miesiącu. Wydarzeniami w Mokobodach w styczniu i lutym 2015 roku żyła cała Polska. Poszukiwania chłopców codziennie transmitowały telewizje, opisywały największe media.

Nad brzegiem rzeki spotykamy Mariana M. (68 l.) z sąsiedniego Zaliwia. Przyjechał tu pierwszy raz od 11 lat. - Dekadę temu razem ze strażą i policją prowadziłem tu poszukiwania braci. Wszyscy mieliśmy nadzieje, że nie utopili się, ale wyjechali, uciekli gdzieś w Polskę - opowiada mężczyzna. - Gdy odnaleziono Pawła, rozpłakałem się - wyznaje. - Minęło tyle czasu nim nabrałem odwagi, by przyjechać na to miejsce... - ociera łzy.

W 11 rocznicę śmierci na cmentarzu w Mokobodach pojawiły się znicze i kwiaty upamiętniające tragiczne chwile z zimy 2015 roku, kiedy Paweł i jego starszy brat Marcin, za zgodą rodziców, wybiegli rankiem z domu mówiąc, że idą do kolegi. Bardzo często wychodzili razem, by pobawić się z rówieśnikami. Zawsze wczesnym wieczorem meldowali się z powrotem w domu. Tym razem było inaczej. Najbliżsi czekali jakiś czas z nadzieją, że chłopcy pojawią się w drzwiach z przeprosinami. Upływały godziny, a ich nie było. Rodzina wszczęła poszukiwania, zawiadomiła policję.

- Nigdy nie miałam z nimi kłopotów - zapewniała 39-letnia wówczas pani Barbara, mama braci.

W poszukiwaniach chłopców brali udział policjanci z całego powiatu, strażacy i miejscowa ludność. Na miejsce ściągnięto duże siły policyjne z Radomia. Sprowadzono nawet jasnowidza, który powiedział bez ogródek, że chłopcy nie żyją. Cztery dni po zaginięciu natknięto się na ciało Marcina (†15 l.).

To dziadek odnalazł zwłoki Pawełka

Po Pawle nie było śladu. Jego dziadek codziennie chodził nad rzekę. 71-letni wówczas pan Tadeusz 11 lutego 2015 r. zobaczył w wodzie coś, co nie pasowało do tego miejsca. - Na przeciwległym brzegu zauważyłem kształt przypominający dryfującego człowieka. Nogi ugięły się pode mną i od razu zdałem sobie sprawę z tego, że to może być Pawełek - opowiada. - Pobiegłem do domu, powiedziałem córce, bratu i zięciowi. Ruszyliśmy nad rzekę. Zabraliśmy bosaki. W pewnej chwili na powierzchni ukazało się ciało Pawełka. To był straszny widok - raptownie przerywa.

Tłumy żegnały zmarłych braci

Braci pochowano w jednym grobie, w odstępie kilku tygodni, na parafialnym cmentarzu w Mokobodach. Na pogrzeby przyszły tłumy: rodzina, sąsiedzi, koledzy ze szkół, nauczyciele. - Ta tragedia jest dla rodziców bolesną drogą krzyżową - mówił żegnając Marcina proboszcz parafii.

„Chciał zapewnić młodzieży frajdę”. Driftował autobusem!
Sonda
Przechodziłeś/-aś kiedyś żałobę po starcie bliskiej osoby?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki