Gigantyczny pożar pod Warszawą. Mieszkańcy bali się o własne życie

2026-04-21 12:02

W nocy z 20 na 21 kwietnia w miejscowości Bramki pod Warszawą doszło do dramatycznego pożaru. Ogień całkowicie zniszczył lokalny zakład zajmujący się przetwórstwem suszonych warzyw, a przerażeni mieszkańcy obserwowali potężną łunę z odległości wielu kilometrów. Walka z żywiołem trwała całą noc, aby zapobiec rozprzestrzenieniu się katastrofy na sąsiednie budynki.

Relacje świadków pożaru w Bramkach

Lokalna społeczność do teraz z przerażeniem wraca pamięcią do tamtych chwil. W wywiadach udzielonych reporterom Radia ESKA ludzie zwracali uwagę na niespotykaną wielkość ognia oraz niezwykle dynamiczny rozwój wydarzeń podczas tej naprawdę trudnej, bezsennej nocy w podwarszawskiej miejscowości.

− Ja od wpół do drugiej nie spałam! Czerwone płomienie, wysokie, wielkie, dookoła wszystko się świeciło. Straż kazała się przygotować do ewakuacji. Spakowałam dokumenty, leki, ale na szczęście nie trzeba było uciekać − opowiada jedna z mieszkanek.

Sonda
Byłeś kiedyś świadkiem pożaru?

Kolejny mężczyzna, który na własne oczy obserwował niszczycielską siłę żywiołu, podzielił się swoimi ogromnymi obawami z przedstawicielami rozgłośni radiowej.

− Myślałem, że już nasi sąsiedzi się palą. Płomienie olbrzymie, naprawdę olbrzymie. Już myślałem, że bez ofiar się nie obejdzie − dodawał.

Płonący zakład przetwórstwa suszonych warzyw pod Warszawą

Ogień pojawił się z poniedziałku na wtorek (20 i 21 kwietnia) w samym środku nocy. Żywioł błyskawicznie strawił dwa potężne budynki produkcyjne oraz przyległe zaplecze socjalne w podwarszawskich Bramkach. W najgorszym momencie płomienie pochłonęły łącznie blisko dwadzieścia trzy tysiące metrów kwadratowych infrastruktury. W działaniach ratowniczych brało udział około dwustu pięćdziesięciu mundurowych ściągniętych z Warszawy i ościennych powiatów. Według służb operacja wymagała gigantycznego nakładu pracy i trwała bardzo długo.

− To około 15 i pół tysiąca metrów kwadratowych samego pogorzeliska w późniejszym etapie, a łącznie pożar objął jeszcze większą powierzchnię. Straty będą ogromne, w tej chwili nie jesteśmy w stanie ich dokładnie oszacować − przekazał w rozmowie z reporterem ESKI mł. kpt. Krzysztof Stefaniak ze straży pożarnej w Grodzisku Mazowieckim.

Z pobliskiego budynku sypialnego dla załogi fabryki trzeba było wyprowadzić dziewiętnaście osób. Wszyscy ewakuowani pracownicy znaleźli bezpieczne schronienie w pobliskiej placówce edukacyjnej i nikt z nich nie odniósł obrażeń. Podczas morderczej walki z płomieniami jeden z ratowników poważnie uszkodził sobie jednak nogę i musiał natychmiast trafić pod opiekę lekarzy w szpitalu.

Strażacy badają przyczyny pożaru. Brak zagrożenia chemicznego

Funkcjonariusze uspokajają, że pomimo gigantycznych rozmiarów katastrofy, okoliczna ludność nie jest narażona na żadne niebezpieczeństwo związane z toksynami. Specjalistyczne badania jakości powietrza nie wykazały obecności żadnych groźnych związków chemicznych w rejonie pożaru.

Obecnie na miejscu wciąż trwają prace polegające na dogaszaniu rozżarzonych zgliszcz, co według przewidywań straży pożarnej zajmie jeszcze sporo czasu. Na ten moment nie ustalono, co dokładnie doprowadziło do pojawienia się ognia. Dopiero po całkowitym zabezpieczeniu terenu do pracy przystąpi ekspert, którego zadaniem będzie odnalezienie pierwotnego źródła całego pożaru. O najnowszych szczegółach i przebiegu akcji informowało na bieżąco Radio ESKA.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki