Do dramatycznych wydarzeń doszło w nocy z poniedziałku na wtorek (z 5 na 6 stycznia). Po godzinie 1 w nocy zaniepokojeni sąsiedzi wezwali służby, słysząc awanturę w mieszkaniu w bloku przy ul. Modzelewskiego na Mokotowie. Na miejsce przyjechała policja, straż pożarna i pogotowie.
− W jednym z mieszkań przy ul. Modzelewskiego usłyszeli awanturę rodzinną, z której wynikało, że mogło dojść do popełnienia przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu kilkumiesięcznego dziecka − potwierdzał wcześniej „Super Express” rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, prok. Piotr Antoni Skiba.
Interwencja służb na Mokotowie. Tragiczny finał
Policjanci próbowali dostać się do lokalu, jednak napotkali opór. Drzwi trzeba było wyważyć. W środku funkcjonariusze zastali dwoje rodziców pod wpływem alkoholu oraz siedmiomiesięczne dziecko bez oznak życia. Strażacy natychmiast rozpoczęli resuscytację. − Rozpoczęliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową, którą później przejęło pogotowie. Dziecka niestety nie udało się uratować − przekazała stołeczna straż pożarna. Lekarze stwierdzili zgon chłopca.
Jak wiemy, przeprowadzona została już sekcja zwłok niemowlęcia. − To, co stwierdził lekarz medycyny sądowej, to nagłe ustanie krążenia. Biegły zaobserwował też wrodzoną wadę mózgu, która mogła być odpowiedzialna za takie nagłe ustanie funkcji życiowych − wskazał prok. Skiba.
W środę (7 stycznia) podczas briefingu prasowego prok. Piotr Antoni Skiba przekazał najnowsze ustalenia w sprawie. − Rodzice byli spanikowani i wstrząśnięci tym, co się wydarzyło, byli również nietrzeźwi. W przeszłości nie było zgłoszeń o interwencjach policji w tej rodzinie. Mamy do czynienia z tragicznym skutkiem w normalnie funkcjonującej rodzinie − zaznaczył.
Jak dodał, matka dziecka zauważyła jego śmierć w godzinach nocnych. − Mogę potwierdzić, że śmierć dziecka została stwierdzona przez matkę w godzinach północnych, kiedy wstała, żeby sprawdzić, co się dzieje z dzieckiem. Potem nastąpiły krzyki paniki i wzajemne obarczanie się winą za śmierć dziecka − relacjonował prokurator.
Wada wrodzona przyczyną śmierci? Śledztwo trwa
Śledczy podkreślają, że chłopiec był chory i miał wadę, o której rodzice wiedzieli. − Przede wszystkim śmierć dziecka nastąpiła z przyczyn naturalnych. Zgonu nie spowodowały osoby trzecie − poinformował prok. Skiba.
Jak dalej słyszymy, stan psychiczny matki nie pozwala obecnie na jej przesłuchanie. − Stan matki nie pozwala aktualnie na jej przesłuchanie w najbliższych dniach i nie wiemy, kiedy to będzie możliwe − wyjaśnił prokurator. Postępowanie będzie kontynuowane do czasu uzyskania końcowej opinii biegłych. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że sprawa zakończy się w kolejnych miesiącach.
− Mówimy tutaj o wielkiej rodzinnej tragedii − podsumował prok. Piotr Antoni Skiba.