Kucharz z namiotu sprzedał tysiąc książek! Psycholog tłumaczy dlaczego woli przetrwanie niż powrót do normalności

2026-03-26 9:13

Kilka minut spacerem od centrum Warszawy, między bulwarami nad Wisłą a ścieżką rowerową, wśród drzew, stoi kilka namiotów. Na gałęziach wiszą kurtki i koce. Obok stoją rowery, plastikowe skrzynki i wózki z rzeczami. Z daleka można pomyśleć, że to biwak. Dla kilku osób to jednak codzienność.

Na polanie niedaleko Mostu Świętokrzyskiego od dwóch lat mieszka sześć osób w kryzysie bezdomności. Z jednej strony rzeka, z drugiej miasto pełne restauracji i spacerowiczów.

Tu jest w miarę spokojnie − mówi Paweł (40 l.), który wychodzi z namiotu i siada na skrzynce. − Ludzie czasem zagadają, ktoś coś przyniesie. Jakoś się żyje − dodaje.

Na co dzień mieszkańcy tego prowizorycznego miasteczka korzystają z pomocy organizacji pomocowych i jadłodzielni. Zdarzają się też drobne prace. − Kolega coś dorobi, ja zbieram butelki i puszki. Człowiek kombinuje − tłumaczy Paweł.

Jak wygląda życie w trybie przetrwania?

Psycholog i wykładowca Akademii WSB dr Mateusz Grzesiak tłumaczy, że życie na ulicy wymusza całkowitą zmianę sposobu funkcjonowania.

Człowiek przechodzi z trybu rozwoju w tryb przetrwania. Osoby uczą się konkretnych strategii funkcjonowania, takich jak zdobywanie jedzenia, znajdowanie miejsc do spania czy dostęp do higieny, co prowadzi do wytworzenia operacyjnej mapy przetrwania w danym mieście − mówi ekspert.

W namiotach rozłożonych przy moście stoją turystyczne kuchenki gazowe, materace i koce. W zimie to często jedyna ochrona przed mrozem. − Najgorzej było w styczniu − wspomina Paweł. − Mróz potrafił dać w kość. Rano odpalaliśmy gaz, żeby się trochę ogrzać − tłumaczy dalej.

W jednym z namiotów mieszka Agnieszka (41 l.), która z bezdomnością zmaga się od piętnastu lat. − Chodzę do fundacji „Serce Miasta”. Tam można się wykąpać, zrobić pranie − opowiada.

Psycholog podkreśla, że takie gesty mają ogromne znaczenie dla psychiki.

Dbanie o higienę i wygląd pełni funkcję regulacji tożsamości oraz utrzymania poczucia godności w sytuacji, w której większość obszarów życia wymyka się spod kontroli. Człowiek potrzebuje doświadczenia wpływu, a w warunkach bezdomności liczba dostępnych obszarów decyzyjnych jest skrajnie ograniczona, dlatego nawet drobne działania stają się psychologicznie istotne. Kąpiel, pranie czy zadbanie o wygląd są formą komunikatu do samego siebie, że nadal istnieje jako podmiot, który może podejmować decyzje dotyczące własnego ciała i funkcjonowania − mówi dr Grzesiak.

Ekspert zauważa również, że utrata domu jest jednym z najbardziej destabilizujących doświadczeń psychologicznych.

Utrata domu jest jednym z najbardziej destabilizujących doświadczeń psychologicznych, ponieważ dom pełni funkcję podstawowego regulatora bezpieczeństwa i stabilności. Daje możliwość odpoczynku, prywatności oraz przewidywalności, które są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania psychicznego. W momencie jego utraty dochodzi do naruszenia podstawowego przekonania, że świat jest uporządkowany i można na niego wpływać poprzez własne działania. To prowadzi do spadku zaufania do instytucji i systemu społecznego, szczególnie jeśli utrata nastąpiła w sposób niezależny od jednostki, na przykład w wyniku decyzji administracyjnych lub ekonomicznych − tłumaczy.

W ciągu dnia obozowisko przy moście pustoszeje. Część mieszkańców wychodzi do miasta. − Na bulwarach jest dużo puszek i butelek − mówi Paweł. − W nocy można zebrać sporo − dodaje. Czasem wystarczą dwie lub trzy godziny pracy. − Zdarzało się, że zarobiłem nawet 300 zł − opowiada. Bywa też, że pomagają inni. − Jest taki pan, który kiedyś sam był bezdomny. Przywozi nam jedzenie w słoikach. Całe kartony − podsumowuje.

Kucharz z namiotu

W jednym z namiotów mieszka Zbyszek (40 l.), który z dumą pokazuje półkę z przyprawami. − Napisałem książkę kucharską − mówi. − Sprzedała się w ponad tysiącu egzemplarzy − dodaje. Z zawodu jest cukiernikiem i wciąż ma aktualne badania sanepidowskie. − Mógłbym pracować w zawodzie, ale to nie takie proste − przyznaje.

Czasem trafiają się drobne zajęcia. − Ochrona na meczu, pomoc w sklepie, rozkładanie towaru − wylicza, jednak powrót do normalnej pracy po latach życia na ulicy bywa jednak bardzo trudny.

Pojawia się wyuczona bezradność, czyli przekonanie, że działania nie prowadzą do trwałej zmiany, co obniża motywację do podejmowania prób wyjścia z kryzysu. Chroniczny stres wpływa na zdolność podejmowania decyzji, planowania i regulacji emocji, co utrudnia utrzymanie pracy i realizację zobowiązań. Dodatkowo osoby tracą sieci społeczne, które w normalnych warunkach wspierają powrót do stabilności, takie jak rodzina czy środowisko zawodowe − tłumaczy dr Grzesiak.

„Na ulicy jest wolność”

Zbyszek przyznaje, że miał propozycję leczenia i pomocy w powrocie do normalnego życia. − Po terapii pomagają z pracą i mieszkaniem. Znam ludzi, którym się udało − mówi reporterowi „Super Expressu”. Dlaczego więc nie wszyscy z tego korzystają? − Bo na ulicy jest wolność − mówi Zbyszek. − Robisz, co chcesz − dodaje.

Psycholog tłumaczy, że to częsty mechanizm.

Wybierają środowisko ulicy, które daje im pełną decyzyjność w zakresie codziennych działań, mimo że wiąże się to z większym ryzykiem i brakiem stabilności. Dodatkowo działa mechanizm adaptacji, ponieważ znane warunki, nawet trudne, są psychologicznie mniej obciążające niż konieczność zmiany i uczenia się nowych reguł funkcjonowania − tłumaczy dr Mateusz Grzesiek.

Psycholog podkreśla również, że długotrwałe życie w takich warunkach wpływa na sposób myślenia o przyszłości.

Funkcjonowanie w trybie przetrwania oznacza stałą koncentrację na bieżących potrzebach i zagrożeniach, co prowadzi do zawężenia perspektywy czasowej do krótkiego horyzontu. Układ nerwowy działa w stanie podwyższonej czujności, co ogranicza zdolność do myślenia długoterminowego i podejmowania decyzji strategicznych. Człowiek koncentruje się na tym, co jest tu i teraz, ponieważ to bezpośrednio wpływa na jego przetrwanie, a przyszłość przestaje być operacyjną kategorią planowania − mówi.

Mimo wszystko mieszkańcy obozowiska stworzyli tu coś na kształt wspólnoty. Dzielą się obowiązkami, gotują razem i pomagają sobie w codziennych sprawach.

Człowiek się przyzwyczaja − mówi Zbyszek. − I uczy się tak żyć − podsumowuje.

Zachowania osób w kryzysie bezdomności są logiczną konsekwencją warunków, w których funkcjonują i wynikają z adaptacji psychicznej oraz biologicznej do środowiska chronicznego zagrożenia. Człowiek nie przestaje działać racjonalnie, tylko zmienia kryteria racjonalności w zależności od dostępnych zasobów i ograniczeń. Skuteczna pomoc wymaga nie tylko wsparcia materialnego, ale przede wszystkim odbudowy poczucia wpływu, regulacji emocjonalnej oraz stopniowego przechodzenia z trybu przetrwania do trybu stabilizacji i rozwoju − podsumowuje nasz ekspert.

Super Express Google News
Sonda
Czy pomagasz bezdomnym?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki