Lekarze myśleli, że to sepsa. 3,5-letni Kacper zmarł, bo nikt nie zrobił USG brzucha

Czy proste badanie USG mogło uratować życie 3,5-letniego Kacpra? Lekarze do końca byli przekonani, że walczą z sepsą meningokokową, podczas gdy chłopiec umierał z zupełnie innego powodu. Historię jako pierwsza opisała „Gazeta Wyborcza”.

Pusty, sterylny korytarz szpitalny z jasnym oświetleniem. O tragicznej śmierci 3,5-letniego Kacpra przeczytasz na SE.
Autor: Pixabay.com zdj. ilustracyjne

Jeszcze we wtorek (22 września) 3,5-letni Kacper bawił się w przedszkolu. Dwa dni później już nie żył. Jego ojciec, Adam, w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” wspomina syna jako dziecko pełne energii, które prawie nigdy nie chorowało. Dlatego nagłe i gwałtownie nasilające się objawy od razu wzbudziły jego największy niepokój...

Wszystko zaczęło się niewinnie w nocy z wtorku na środę. Kacper zwymiotował, co ojciec uznał za początek zwykłej infekcji żołądkowej. Jednak następnego dnia stan chłopca zaczął się pogarszać. Pojawiła się gorączka, a wymioty nie ustawały. Adam skrupulatnie notował każdą podaną dawkę leku i każdy nowy, niepokojący objaw. Wieczorem dramat zaczął przybierać na sile. Kacper zaczął uskarżać się na bardzo silny ból brzucha. Po kolejnych wymiotach i widocznym pogorszeniu stanu dziecka, Adam wezwał karetkę. Dyspozytor początkowo zalecił samodzielny transport do szpitala, jednak widząc, jak jego syn słabnie w oczach, ojciec zadzwonił ponownie. Tym razem karetka przyjechała.

Lekarze skupili się na sepsie

Ratownicy zdecydowali o przewiezieniu Kacpra do oddalonego o 20 km Szpitala Zachodniego w Grodzisku Mazowieckim. Na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym chłopiec został zakwalifikowany jako przypadek pilny, ale bez zagrożenia życia. Czekał na konsultację, a jego stan systematycznie się pogarszał. Kiedy w końcu trafił do gabinetu, zaczął tracić przytomność i wykazywał objawy wstrząsu. Lekarze natychmiast podali mu tlen, kroplówki i antybiotyk, podejrzewając sepsę. Stan chłopca na chwilę się poprawił. W dokumentacji medycznej odnotowano, że jego brzuch jest miękki i niebolesny, co stało się podstawą do zaniechania badań obrazowych, takich jak USG czy RTG. Mimo że ojciec od początku alarmował o potwornym bólu brzucha syna.

Około godziny 3 nad ranem Kacper trafił na oddział pediatrii. Jak opowiada Adam, syn poprosił go, by go przytulił i pocałował. Chwilę później stracił przytomność. Rozpoczęła się dramatyczna, dwugodzinna reanimacja, która zakończyła się o 5:26 stwierdzeniem zgonu.

„To stan zagrożenia życia”

Początkowo rodzina usłyszała, że przyczyną śmierci była sepsa meningokokowa. Jednak badania bakteriologiczne wykluczyły tę diagnozę. Prawdziwą przyczynę ujawniła dopiero sekcja zwłok: niedrożność jelit spowodowana zadzierzgnięciem jelita cienkiego. To doprowadziło do martwicy, wstrząsu i ostatecznie do śmierci.

Prof. Beata Jurkiewicz, krajowa konsultant w dziedzinie chirurgii dziecięcej, w rozmowie z „Wyborczą” nie pozostawia złudzeń. Zadzierzgnięcie jelita to stan ostrego zagrożenia życia, który wymaga natychmiastowej operacji.

− Kluczowe jest szybkie wykonanie badań obrazowych, które pozwalają rozpoznać niedrożność. Śmiertelność w takich przypadkach jest bardzo niska, jeśli dziecko szybko trafi na stół operacyjny − wyjaśnia profesor.

Lekarka z SOR-u w Grodzisku przyznała, że w nocy nie było na dyżurze radiologa, ale badanie USG wykonano dopiero w trakcie reanimacji − zbyt późno, by cokolwiek zmienić.

Sprawą zajęła się prokuratura.

Sonda
Czy czujesz się bezpiecznie w polskich szpitalach?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI