- Henryk R., znany jako "Łomiarz", opuścił zakład karny po odbyciu kary za brutalne napady na kobiety.
- Mimo zapewnień recydywisty o zmianie, służby są w stanie podwyższonej gotowości, a specjaliści oceniają wysokie ryzyko ponownego popełnienia przestępstw.
- Dziennikarka Marta Kiermasz, która korespondowała z "Łomiarzem", wyraża obawy o swoje bezpieczeństwo.
Seryjny napastnik opuścił zakład karny
Dokładnie 28 kwietnia 2026 roku Henryk R., szerzej kojarzony pod pseudonimem „Łomiarz”, odsiedział zasadzoną karę i pożegnał się z zakładem karnym. To nie jest jego pierwsza próba powrotu do społeczeństwa. Mężczyzna odbywał długoletnie kary za brutalne ataki na kobiety w stolicy w latach 90., a następnie za recydywę. Prokuratorzy łączyli jego osobę z aż 29 napaściami, w wyniku których życie straciło pięć bezbronnych kobiet.
Pomimo bardzo niepokojących analiz sporządzonych przez specjalistów, wymiar sprawiedliwości nie skierował mężczyzny do Krajowego Ośrodka Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie. Wobec recydywisty zastosowano jednak rygorystyczne środki zapobiegawcze pod postacią dozoru elektronicznego oraz obowiązkowego leczenia terapeutycznego. Jak przekazał na antenie Radia ESKA Grzegorz Gała z Sądu Okręgowego w Łodzi: – Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że po opuszczeniu więzienia może ponownie popełnić podobny czyn.
Przedstawiciele służb mundurowych nie bagatelizują potencjalnego ryzyka i przygotowują się na najgorsze scenariusze. Rzeczniczka Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, Karolina Gałecka, wydała w tej sprawie jasny komunikat:
Policja jest w stanie podwyższonej gotowości i przygotowana na monitorowanie jego zachowania po wyjściu.
"Łomiarz" planuje podjęcie uczciwej pracy
Mroczna przeszłość Henryka R. nadal budzi ogromne przerażenie w społeczeństwie. W latach 90. „Łomiarz” terroryzował mieszkanki Warszawy. Zbrodniarz uderzał zazwyczaj w ścisłym centrum, wybierając okolice placu Zbawiciela oraz ulic Madalińskiego, Puławskiej i Marszałkowskiej. Swoje przezwisko zyskał dzięki śledczym, którzy zakładali, że do okaleczania ofiar wykorzystywał twardą rurkę z metalu. Aby schwytać sprawcę, stołeczna policja powołała nawet dedykowaną specgrupę.
Pierwszy brutalny incydent zarejestrowano 23 marca 1992 roku, jednak napastnika udało się ująć we wrześniu kolejnego roku. W pierwszej instancji wymiar sprawiedliwości skazał go na ćwierć wieku za kratami, ale ostatecznie sąd apelacyjny złagodził ten wyrok do zaledwie 15 lat izolacji.
Gdy w 2008 roku sprawca po raz pierwszy wyjrzał na wolność, błyskawicznie powrócił do starych nawyków - zaledwie rok później wpadł w ręce organów ścigania, po czym skazano go za kolejną napaść na kobietę.
Obecnie Henryk R. przekonuje, że zamierza całkowicie odmienić swój los. Jeszcze w 2025 roku, stanowczo twierdząc, że jest ofiarą niesprawiedliwego wyroku, deklarował publicznie:
Będę chciał iść do pracy, ułożyć sobie wszystko na nowo.
Dziennikarka wyraża obawy
Zachowanie mężczyzny mocno niepokoi osoby, z którymi utrzymywał kontakt w zakładzie karnym. Marta Kiermasz, autorka popularnego podcastu „ZŁO. Zbrodnia Łowca Ofiara” i dziennikarka stacji VOX FM, regularnie korespondowała z osadzonym R. W rozmowie z se.pl kobieta ujawniła wstrząsający fakt:
W więzieniu wpisał mnie na listę bliskich osób.
Reporterka nawiązała tę relację wyłącznie ze względów zawodowych. Dziś dziennikarka nie ukrywa obawy z powodu możliwej wizyty recydywisty, którą sam zapowiedział w wysyłanych do niej listach - zapraszał na kawę, chciał porozmawiać przy kawie i w redakcji. Choć był uprzejmy, strach nie jest bezpodstawny - szczególnie, że Henryk R. motywował swoje ataki nienawiścią do kobiet, twierdząc, że jak widzi płeć przeciwną, to nie może się powstrzymać: „Nienawidzę kobiet, to silniejsze ode mnie. Jak widzę kobietę, to myślę: jest do eliminacji”.
Kiermasz zaznacza, że chociaż wielokrotnie kreował się na ofiarę systemu, podczas rozmów zdarzyło mu się wobec innych więźniów tracić panowanie nad sobą, ukazując niezwykle wybuchowy temperament i swoje mroczne oblicze.
Znawcy tematu również nie wierzą w cudowną resocjalizację przestępcy. Profesor Brunon Hołyst jednoznacznie określił Henryka R. mianem „przestępcy zawodowego”, dla którego łamanie prawa stało się głównym sposobem na funkcjonowanie w społeczeństwie. Dzisiaj, po dekadach izolacji, słynny „Łomiarz” ponownie oddycha powietrzem na wolności. Mimo jego gorliwych zapewnień o całkowitej przemianie, kryminolodzy oraz organy ścigania pozostają w najwyższym stopniu mobilizacji.