Łukasz Żak usłyszał wyrok. Sędzia grillował oskarżonego, nie miał dla niego litości

Sąd nie miał litości dla sprawcy głośnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej. Łukasz Żak usłyszał wyrok, a sędzia Maciej Mitera wygłosił bezpardonową mowę końcową. Zarzucił mu kompletny brak zastanowienia i zlekceważenie zasad. Słowa sędziego wywołały olbrzymie poruszenie na sali.

Sąd skazuje Łukasza Żaka

W czwartek 16 lipca zapadł wyrok w sprawie głośnego zdarzenia na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia zdecydował o posłaniu Łukasza Żaka za kratki na dwie dekady. Sędzia wyraził przy tym zgodę na podawanie pełnych danych osobowych skazanego. Orzeczono wobec niego również dożywotni zakaz wsiadania za kółko. Rozstrzygnięcie sądu nie jest jeszcze prawomocne.

Uwagę zgromadzonych zwróciło jednak to, co wydarzyło się chwilę po ogłoszeniu decyzji. Sędzia Maciej Mitera wprost powiedział, co uważa na temat postępowania sprawcy tragedii.

− Nagrywanie tego wszystkiego, chciał komuś pan zaimponować? To przecież groziło katastrofą. Kara to jest wypadkowa pana zachowań. Wszystko pana interesowało, koszulki vitony, balenciagi, ale nie to. Zero refleksji. Przez proces testował pan moją cierpliwość wiele razy. Uważam, że to orzeczenie jest sprawiedliwe. Ta kara zabezpieczy drogi przed takimi ludźmi jak pan.

Sonda
Czy sprawcy wypadków ze skutkiem śmiertelnym powinni podlegać surowszym karom?

Maciej Mitera uzasadnia wymiar kary dla Łukasza Żaka

Przewodniczący składu sędziowskiego zaznaczył, że wydany wyrok to efekt analizy potwierdzonych okoliczności zdarzenia.

− Oczywiście, co było w pana głowie, nikt do tego nie dojdzie. Nikt nie dojdzie do pana umysłu. Ja opierałem się wyłącznie na faktach. Kara uwzględniła motywację, pobudki i społeczną szkodliwość. To jest wypadkowa. Muszę chronić pojedyncze jednostki i tym wyrokiem chronię mieszkańców Warszawy przez takimi osobami jak pan.

Brak pomocy dla ofiar wypadku na Trasie Łazienkowskiej

Prowadzący sprawę odniósł się również do twierdzeń adwokatów oraz zachowania osób towarzyszących skazanemu bezpośrednio po tragedii.

− Nie zgodzę się również ze słowami obrońców, że: no przecież byli pod wpływem alkoholu. Nie, to jest antyteza pomocy ludzkiej. Te kary są surowe, ale może dzięki temu, ktoś dwa razy zastanowi się przed. Co do pomocy poszkodowanym, nikt nie wymagał przecież bohaterstwa, wymagano przyzwoitości, jednego telefonu. Nikt się jednak niczym nie zainteresował, a to jest już poniżej jakiejkolwiek krytyki.

Sąd zdecydował ponadto o pozostawieniu sprawcy w tymczasowym areszcie do połowy września.

Warto wspomnieć, że tragiczne zdarzenie miało miejsce we wrześniu 2024 roku w stolicy. Według sądu Łukasz Żak kierował pojazdem w stanie nietrzeźwości, pędząc ponad 220 km/h w strefie, gdzie dopuszczalna prędkość to 80 km/h. W wyniku uderzenia w forda focusa śmierć na miejscu poniósł 37-letni mężczyzna. Jego żona oraz dwójka dzieci odnieśli obrażenia ciała.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki