Mimo odwołanego marszu przed pomnikiem Polegli Niepokonani zebrała się niemała grupa ludzi. W tym miejscu tradycyjnie przemawiała Wanda Traczyk-Stawska ps. Pączek. Teraz też powiedziała kilka wzruszających słów, zostały odtworzone z nagrania.
Najważniejsza jest wolność. I to jest to, co jest podstawą do organizacji, do samoorganizacji społeczeństwa, żeby to nie był przymus, tylko potrzeba serc, żebyśmy razem coś zrobili dobrego. To jest tak ważne, jak potem człowiek już dorosły patrzy i myśli: "Zrobiliśmy to razem" – mówiła - Jest ta więź, która jest potrzebna, żeby był naród. Więź, że robimy coś razem, że tworzymy, że wychowujemy dzieci. To jest najważniejsze, co mamy za zadanie wychować tak, żeby kochały ten kraj i żeby się nawzajem szanowały.
Zwróciła uwagę, jak ważne jest pielęgnowanie pamięci o tych, którzy zginęli.
Bardzo ważne jest, żebyśmy pamiętali o tych, co walczyli o to, żebyśmy byli w wojnie, bo oni nie dostają nic, tylko naszą pamięć. Ta nasza wdzięczność jest dla nich jedyną zapłatą, bo żołnierzowi nic nie zostaje poza tym, żeby o nim pamiętać.
Na koniec przypomniała, że ta ofiara, to oddanie najcenniejszego, co ma człowiek:
Oni oddali wszystko, co najcenniejsze ma człowiek. Ma życie jedno, jedyne – można było usłyszeć.
Przejmująca relacja. "Mamusiu, żyjesz?"
Odtworzono również relację Danieli Stefańskiej, która przeżyła rzeź. Opowiedziała o swoich wspomnieniach z 5 sierpnia, kiedy Niemcy wpadli na podwórko, przy którym mieszkała – wyprowadzili mieszkańców z domów. W pewnym momencie rozdzielono mężczyzn od kobiet z dziećmi do 14 lat.
Zanim żeśmy się zorientowali, to poszła salwa strzałów z tych karabinów maszynowych. Poszła jedna salwa, poszła druga salwa i cisza. Wszyscy padli i trupy tych zabitych. Ja ukucnęłam (...). Za mną była moja mamusia. I po pierwszej salwie słyszałam, jak mówiła, bo już się zaczęły jęki, już ludzie zabici byli. A podobno karabin maszynowy ma to do siebie, że jeden dostanie trzy kule, a drugi obok nic, więc tam było różnie wtedy. Mamusia: „Żyjesz? Żyjesz?” Ja mówię: „Żyję, mamuś”. I byłyśmy w takim kontakcie, żeśmy się nie widziały, bo też ludzie upadli, jak oni zaczęli strzelać, no i te trupy też. Ja mówię, żyję, żyję. Jak przyszła druga ta salwa, to już po drugiej salwie mamusia mnie nie pyta, jest cisza i ja pytam: "Mamusiu, żyjesz?". Nic, cisza, cisza, już wiedziałam, że nie żyje.
Na koniec uroczystości zgromadzeni ze zniczami w dłoniach stawiali światełka w alei, w której upamiętnionych jest 47 tys. nazwisk zamordowanych mieszkańców Warszawy w pierwszych dniach Powstania. Znajdują się tam nazwiska zweryfikowane przez Muzeum Powstania Warszawskiego, wciąż ich jednak przybywa, gdy Muzeum otrzyma jakieś ślady i sygnały od rodzin osób zaginionych.