Matka Bartosza G. o zamordowanej Mai: "Śmieć jest tam, gdzie jego miejsce". Nęka rodzinę ofiary

Syn Katarzyny G. jest podejrzany o brutalne morderstwo 16-letniej Mai z Mławy, ale nie tylko on mierzy się z wymiarem sprawiedliwości. Matka chłopaka uporczywie nęka bowiem rodzinę zabitej nastolatki. Sąd wydał pierwszy wyrok względem niej, nakazując zapłacenie zadośćuczynienia i opublikowanie przeprosin za nienawistne i kłamliwe wpisy, publikowane w mediach społecznościowych, ale to nie powstrzymuje kobiety. Teraz wisi nad nią widmo zarzutów o stalking oraz żądania sięgające nawet 30 milionów złotych.

Zanim przejdziemy do wątku Katarzyny G., matki podejrzanego Bartosza, musimy cofnąć się do wydarzeń, które zapoczątkowały to wszystko. 16-letnia Maja wyszła z domu w Mławie, mieszczącej się w województwie mazowieckim, dokładnie w środę, 23 kwietnia 2025 roku, około godziny 20:00. Powiedziała, że wróci za jakiś czas, że idzie tylko odwiedzić kolegę. Ale kontakt z nią nagle się urwał, więc matka nastolatki postanowiła zawiadomić policję o zaginięciu córki. Funkcjonariusze jakiś czas później opublikowali na swojej stronie internetowej apel o pomoc w poszukiwaniach, do którego potem przyłączyły się media w całej Polsce. Praktycznie w każdym serwisie internetowym można było znaleźć wzmiankę o prowadzonej akcji. Wtedy jeszcze nikt zupełnie nie spodziewał się tego, że sprawa nabierze tak poważnej rangi.

- Jak się pokłócę, to za pięć minut wrócę do domu - to miało być ostatnie zdanie, które bliscy od niej usłyszeli. Niewykluczone, że Maja przeczuwała nadchodzącą konfrontację ze swoim oprawcą. Do domu jednak nigdy nie wróciła, a wieści w jej sprawie długo nie nadchodziły. Tydzień później, zupełnie niespodziewanie, prokuratura poinformowała o znalezieniu ciała nastoletniej dziewczyny.

Maja została brutalnie zamordowana. Sprawca ją przypalał, uderzał młotkiem i szpadlem, oblewał żrącą substancją. "Potworne"

1 maja 2025 roku, w zaroślach pod Mławą, policyjny pies tropiący odnalazł zwłoki Mai. Niedługo potem okazało się, że 16-latka została zamordowana z wyjątkowym okrucieństwem i brutalnością. Opis jej obrażeń, ujawniony przez media, nie mieści się w głowie normalnego człowieka. Maja miała zostać związana, a następnie torturowana przez sprawcę. Była przypalana, uderzana młotkiem i szpadlem, oblewana żrącą substancją. Agresor powybijał jej też zęby i odciął palec u jednej ręki, a ciało zostało częściowo spalone. Ofiara miała ponadto liczne, rozległe obrażenia głowy, które zostały zadane narzędziem tępym lub tępokrawędzistym. - Te rany były potworne. Płakałam, gdy wujek Mai, który przed kremacją był na oględzinach ciała, opowiadał o tych strasznych obrażeniach. Musiała bardzo cierpieć. Bardzo – ujawniła pani Wioletta, ciocia ofiary. Ciało nastolatki było tak potwornie okaleczone, że pożegnać się z nią miał odwagę tylko tata. - Mama nie była w stanie zobaczyć Mai. Ona była tak zmasakrowana – dodawała kobieta.

Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni

Długo nie trzeba było zastanawiać się nad tym, kto może być oprawcą dziewczyny, ponieważ prokuratura prędko poinformowała o zatrzymaniu niejakiego Bartosza G., 17-latka, który został złapany w Grecji podczas wyjazdu ze szkoły. Śledczy zapewniali, że mają twarde dowody na jego winę, co pozwoliło postawić mu zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem.

Z ustaleń służb wynika, że podejrzany po dokonaniu zbrodni wyjechał za granicę, ale nie spodziewał się, że policjanci tak szybko ustalą jego tożsamość. Dzięki współpracy polskich służb z grecką policją wydano za nim list gończy i Europejski Nakaz Aresztowania, co skończyło się zatrzymaniem jeszcze tego samego dnia, w którym odnaleziono ciało 16-latki. Bartosz G. miał dokonać zbrodni w innym miejscu, niż wspomniane zarośla pod Mławą. Tam, w pobliżu torów kolejowych, jedynie ukrył ciało dziewczyny. Sam akt morderstwa miał według ustaleń rozegrać się na terenie dawnego zakładu drzewnego, należącego do rodziny domniemanego sprawcy. Prokuratura podawała, że Bartek zwabił Maję do jednej z hal, a później ją zaatakował, nie dając żadnych szans na obronę. Po wszystkim ciało zawinął prawdopodobnie w dywan, zapakował do kontenera na śmieci na kółkach i wywiózł poza teren zakładu.

- Uczeń technikum budowlanego z Mławy po zbrodni pojechał z klasą na praktyki zawodowe do Grecji. Według śledczych wszystko było wcześniej zaplanowane. Umówił się z Mają „na rozmowę”, zwabił ją w wybrane przez siebie miejsce i tam, młotkiem lub szpadlem przyniesionym z wyprzedzeniem, ogłuszył. Związał, torturował, a potem zabił. Spokojnie spakował się na wyjazd, jakby nic się nie stało. Chciał zyskać alibi. Ale nie ma zbrodni doskonałej – relacjonował wówczas „Super Express”. Przełomowe w jego zatrzymaniu okazały się nagrania z monitoringu. Ujawniono też, że Bartek i Maja nie byli sobie obcy. Znali się od lat, co potwierdzają bliscy poszkodowanej.

Czytaj także:  Znany prokurator i jego syn nie żyją! Ich ciała znaleziono w domu. Makabryczne sceny na Śląsku

Tym samym rozpoczęła się długa batalia o zagraniczną ekstradycję chłopaka, która udała się dopiero po wielu miesiącach. Kiedy podejrzany wreszcie wrócił do Polski, trafił w ręce specjalistów. W lutym 2026 roku biegli uznali, że potrzebna jest dłuższa obserwacja w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym, która pozwoli ocenić, czy nastolatek jest osobą poczytalną. Od tej decyzji zależy, czy trafi na leczenie, czy przed sąd. Jeśli wydarzy się to drugie, będzie mu grozić kara od 15 do 30 lat więzienia. Ewentualne skazanie go na dożywocie jest niemożliwe z uwagi na młodociany wiek. Jeżeli jednak eksperci stwierdzą, że Bartosz jest osobą niepoczytalną, to trafi do zamkniętego zakładu psychiatrycznego. 

Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.

Katarzyna G., matka Bartosza, nęka rodzinę zamordowanej Mai. Drugi akt dramatu

 Katarzyna G., matka Bartosza, odgrywa własną rolę w dramacie rodziny zamordowanej Mai. Kobieta od samego początku broni syna, zamieszczając liczne wpisy w serwisach społecznościowych. To ona zasłynęła w mediach wypowiedziami na temat złych warunków, panujących w areszcie, bo w Grecji chłopak miał telewizor i konsolę, więc mógł sobie chociaż pograć w gry, a w Polsce nie może. Z czasem absurdalne wiadomości kobiety publikowane w sieci zaczęły stawać się coraz bardziej brutalne i agresywne. Katarzyna G. raz twierdzi, że chłopak zawsze był nadwrażliwy, nierozumiany przez rówieśników i przeciążony emocjonalnie, a innym razem atakuje Maję oraz jej bliskich. - Bartka zniszczyło traktowanie rówieśnicze, widocznie był przebodźcowany. Poza tym wiem, że się pobili, ale czy ją zabił, to tego nie wiem. Podejrzany, to nie znaczy winny. Dla mnie on będzie zawsze moim najukochańszym synkiem – pisała kobieta, której syn nie przyznaje się do popełnienia zbrodni.

Ale to, co jego matka zaczęła robić w sieci, przekroczyło pewną granicę. Wyzwiska, insynuacje i prześladowania bliskich zabitej Mai doprowadziły do tego, że kobieta została przez nich oskarżona o zniesławienie. Katarzyna G. stanęła w końcu przed sądem. Jak podkreślał radca Wojciech Kasprzyk, reprezentujący rodzinę 16-latki, sprawa ta nigdy by się nie odbyła, gdyby nie skandaliczne zachowanie kobiety. Matka Bartosza od samego początku obrała sobie za cel pana Jarosława, ojca zamordowanej dziewczynki, nie zważając na to, że jej własny syn jest podejrzany o dokonanie straszliwej zbrodni.

Zobacz również:  Magdalena Majtyka sama wyszła z auta po wypadku?! Nowe fakty po śmierci aktorki. Policjanci pod lupą

5 stycznia 2026 roku Sąd Okręgowy w Mławie wydał wyrok, zgodnie z którym Katarzyna G. została uznana za winną zniesławienia i uporczywego nękania. Sąd orzekł, że musi zapłacić rodzinie Mai zadośćuczynienie w wysokości 150 tysięcy złotych oraz przeprosić ich publicznie za swoje haniebne zachowanie, w tym w papierowym wydaniu „Super Expressu”. Jak opisywał dziennikarz Tomasz Nowociński, została też obciążona kosztami sądowymi.

- Jesteśmy zadowoleni z wyroku. Wystąpimy o uzasadnienie, po którym rozważymy podjęcie dalszych kroków - przekazał w rozmowie z nim dr Wojciech Kasprzyk. Sędzia, uzasadniając wyrok, nie zostawiła suchej nitki na oskarżonej. - Jesteśmy wdzięczni za profesjonalizm sędzi. Wyraźnie stwierdziła, że działania Katarzyny G. miały na celu odwrócenie uwagi od sprawy zabójstwa Mai – dodawał radca, reprezentujący rodzinę zmarłej.

Adwokat Aleksandra Bogielska dodawała, że wypowiedzi kobiety miały na celu zdyskredytowanie bliskich Mai, poniżenie ich oraz naruszenie opinii w sferze publicznej. Zarówno ona, jak i Wojciech Kasprzyk, nie ukrywali, że sprawa jest szczególnie wstrząsająca, gdyż toczy się w cieniu zabójstwa dziecka, nastoletniej dziewczyny, która miała przed sobą całe życie. To nie powstrzymało Katarzyny G. od nienawistnych wpisów. Zresztą nie powstrzymał jej też wspomniany wyrok, bo mimo zakazu publikowania kolejnych wiadomości o rodzinie Mai, ona nadal to robi.

Granice wciąż są przesuwane. Katarzyna G. nie wystraszyła się wyroku. "Nagonka na nas trwa nieustannie"

Miesiąc po wyroku pan Jarosław w rozmowie z Kanałem Kryminalnym Extra powiedział wprost, że granice wciąż są przesuwane. - Byłem przekonany, że decyzja sądu powstrzyma te działania, jednak tak się nie stało - przyznał mężczyzna.- Nagonka na nas trwa nieustannie, mimo wydanego wyroku i kary nałożonej przez sąd. Nie przyniosło to żadnej poprawy: sytuacja nadal jest bardzo trudna, nie ma ani chwili wytchnienia. Czuję realne zagrożenie i obawę o siebie oraz bezpieczeństwo swojej rodziny, ponieważ docierają do mnie różne niepokojące informacje – dodawał. Jak ujawniał dziennik „Fakt”, może chodzić o groźby karalne, które według obrony Katarzyna G. miała kierować wobec pana Jarosława. Jego mecenas opisywał, że miała grozić pokrzywdzonemu śmiercią, co zostało nagrane podczas rozmowy internetowej.

Z uwagi na brak poprawy w zachowaniu Katarzyny G., adwokaci reprezentujący bliskich Mai postanowili pójść o krok dalej. Złożyli wniosek o możliwość nałożenia kary finansowej za każdą nienawistną wypowiedź publikowaną przez kobietę pod adresem Mai oraz jej rodziny. I choć Sąd Okręgowy w Płocku początkowo nie uwzględnił tego żądania, to w apelacji stwierdzono, że jednak jest taka możliwość. Trzy tysiące za każdy wpis przesiąknięty jadem i agresją.

- Oznacza to, że każda kolejna publikacja będzie skutkować możliwością wystąpienia na drogę prawną i nałożenia na Katarzynę G. dodatkowej sankcji finansowej, niezależnie od tego, co zostało wcześniej zasądzone – podsumował Wojciech Kasprzyk. - Nie mamy innej możliwości, by powstrzymać jej działania. Postanowienie jest prawomocne i nie przysługuje od niego żaden środek zaskarżenia – dodawał.

Z wyliczeń mecenasa wynika, że kobieta mogłaby zostać obciążona karą w wysokości nawet 30 milionów złotych, ponieważ dokonała ponad dziesięć tysięcy wpisów na temat sprawy. To, czy zostaną one zakwalifikowane jako kłamliwe, oczywiście musiałby jeszcze ocenić sąd. Obrona zamierza złożyć wniosek o egzekucję pieniędzy. Zabezpieczono już nieruchomości Katarzyny G., co uniemożliwia jej sprzedaż lub upłynnienie majątku w celu uniknięcia płatności. Zabezpieczenie obowiązuje do lipca 2026 roku, z możliwością przedłużenia.

"Groźby i nękanie". Ojciec Mai z Mławy zawiadamia prokuraturę

To jednak nie koniec, ponieważ po uprawomocnieniu wyroku w sprawie naruszenia dóbr osobistych, pełnomocnik rodziny zamordowanej 16-latki zapowiadał założenie jeszcze sprawy o stalking, co otworzy drogę do działań na płaszczyźnie karnej. Pan Jarosław, ojciec zamordowanej Mai, w środę (4 marca) wraz z pełnomocnikami stawił się w Prokuraturze Okręgowej w Płocku. - Złożyliśmy zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa stalkingu oraz kierowania gróźb karalnych - potwierdził „Super Expressowi” dr Wojciech Marek Kasprzyk. 

- Najbardziej uderzył mnie wpis w dniu, w którym odnaleziono ciało Mai. Pani G. napisała, że śmieć znalazł się tam, gdzie jego miejsce. To dla mnie, jako ojca, jest niezrozumiałe - mówił podczas rozprawy pan Jarosław.

Teraz toczą się więc tak naprawdę dwa postępowania – jedno dotyczy morderstwa Mai, o którego popełnienie jest podejrzewany Bartosz G., a drugie nękania rodziny nastolatki, którego dopuszcza się matka oskarżonego, Katarzyna G. W sprawach co chwilę pojawiają się nowe informacje i wszystko wskazuje na to, że jeszcze nie raz o nich usłyszymy.

Sonda
Śledzisz sprawę zabójstwa Mai z Mławy?
Pokój Zbrodni - Wojtuś miał tylko 7 miesięcy. Zmarł od ciosów w głowę. Sąd nie miał litości dla ojca

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki