Po politycznych emocjach związanych z referendum w Krakowie i dyskusjach wokół władz miasta, temat lokalnych referendów zaczął odbijać się echem także w innych dużych miastach. W Warszawie pytanie o ewentualne odwołanie prezydenta szybko wywołuje skrajne reakcje: od entuzjazmu po całkowitą obojętność.
„Nie, jestem zadowolona” kontra „Tak, poszedłbym”
Część mieszkańców nie widzi żadnego powodu, by organizować referendum. Jedna z naszych rozmówczyń mówi krótko, że „nie, nie wzięłaby w tym udziału”.
Z kolei inny rozmówca podchodzi do sprawy zupełnie inaczej. Jak tłumaczy, poszedłby do urn, bo „to są istotne sprawy i skoro angażują dużą część mieszkańców, to on też chciałby uczestniczyć”. W jego ocenie Warszawa jest jednym z najlepszych miast do życia w Europie, a nawet na świecie. Mężczyzna dodaje też, że nie kieruje się emocjami ani „wpadkami tej czy innej ekipy”, tylko ogólną oceną warunków życia w mieście.
„To bez sensu”
Nie brakuje też głosów sceptycznych. Jeden z rozmówców ocenia, że referendum „jest bez sensu”, bo wybory odbyły się niedawno, a kolejne są planowane. W jego opinii problemem są także wysokie progi frekwencyjne i wymogi formalne, które sprawiają, że takie inicjatywy rzadko kończą się sukcesem. Jak podkreśla, referenda mają sens tylko wtedy, gdy istnieje realny kryzys i silna mobilizacja społeczna, inaczej są politycznie niewykonalne.
Wśród wypowiedzi nie brakuje też deklaracji czysto politycznych. Jedna z kobiet mówi wprost, że „poszłaby i zagłosowała za odwołaniem prezydenta, bo jest za Prawem i Sprawiedliwością”. Z kolei inny rozmówca przyznaje, że „jest za Trzaskowskim i wydaje mu się, że jest lepszy i można się z nim dogadać”.
Są też głosy bardziej emocjonalne, jak ten, w którym mieszkaniec stwierdza, że „nie podoba mu się, jak on rządzi”, choć jednocześnie dodaje, że w gruncie rzeczy „ma obojętny stosunek i potrafi się dostosować do każdych warunków”.
„Nie widzę powodu do odwołania”
Część warszawiaków podkreśla jednak stabilność sytuacji w mieście. Jedna z osób mówi wprost, że „nie widzi powodu, żeby odwoływać obecnego prezydenta”, a decyzja o ewentualnym referendum zależałaby od tego, kto i w jakim celu miałby je organizować.
W wypowiedziach pojawiają się też konkretne zarzuty wobec polityki miejskiej, m.in. dotyczące zmian w Śródmieściu, zwężania ulic czy inwestycji w tereny zielone, które część mieszkańców ocenia jako niepotrzebne. Jednocześnie nie brakuje osób, które wprost przyznają, że polityka ich nie interesuje, a najważniejsze jest dla nich codzienne funkcjonowanie, niezależnie od tego, kto rządzi miastem.
Uliczne rozmowy pokazują wyraźnie: stolica jest politycznie i społecznie podzielona. Od pełnego poparcia dla władz, przez krytykę konkretnych decyzji, aż po całkowitą obojętność wobec samorządu.