Zaginięcie Krzysztofa Dymińskiego w 2023 roku
To miała być zwykła majowa noc. 27 maja 2023 roku 16-letni Krzysztof Dymiński wyszedł z domu pod Warszawą przed godziną 4 rano. Wsiadł do autobusu linii 713 i pojechał do stolicy. Monitoring zarejestrował go później w okolicach Dworca Gdańskiego i Parku Traugutta. Ostatni raz kamery uchwyciły nastolatka w pobliżu Mostu Gdańskiego. I wtedy ślad się urwał.
Rodzina od początku nie zamierzała biernie czekać. Ruszyły poszukiwania policji, publikowano komunikaty, a media społecznościowe zalały apele. Pojawiały się sygnały z całej Polski. Internauci twierdzili, że widzieli Krzyśka nad morzem, w Ustce, Rowach czy Poznaniu. W sieci krążyły nagrania i zdjęcia chłopaków przypominających zaginionego nastolatka. Rodzice chwytali się każdej nadziei.
− Nie szukam zwłok, szukam syna, żeby go nie znaleźć. Wydaje mi się, że całe życie będę go szukał, jeśli nie wróci − mówił tata chłopaka w programie „Uwaga”.
Od początku wiele wskazywało na Wisłę. Ostatnie logowanie telefonu, monitoring i trasa nastolatka prowadziły właśnie tam. Ale Wisła jest bezlitosna i potrafi ukrywać tajemnice przez lata. Ze względu na opieszałość służb w poszukiwaniach, rodzina zaczęła działać na własną rękę.
Najpierw pojawili się wolontariusze. Później specjalistyczny sprzęt. Sonary, kamery podwodne, drony z termowizją oraz łodzie. Z czasem akcje zaczęły przypominać profesjonalne operacje poszukiwawcze.
Miesiąc po zniknięciu 16-latka policja i straż pożarna przeprowadziły kolejne działania przy moście Północnym. Użyto łodzi, nurków i kamer podwodnych. Efekt? Znów nic.
Makabryczne odkrycia. Ojciec Krzyśka znajduje innych
Ale Wisła zaczęła oddawać inne historie... 17 marca 2024 roku Grupa Specjalna Płetwonurków RP podczas działań prowadzonych dla rodzin Krzysztofa Dymińskiego i Klaudii Cz. odnalazła ciało młodego mężczyzny. Kilka dni później nastąpił kolejny dramatyczny moment. 23 marca odnaleziono również ciało 34-letniego Damiana G., który zaginął po wyjściu z pracy. Mężczyzny szukano od dwóch miesięcy. A to był dopiero początek.
W sierpniu 2024 roku podczas przeczesywania terenów Kępy Tarchomińskiej ojciec Krzyśka natrafił na fragment ludzkiej czaszki i kości. Odkrycie było wstrząsające. − Był całkowicie przysypany piachem tuż przy tafli wody. Po odsłonięciu i oczyszczeniu okazało się, że jest to ludzka czaszka − relacjonował. Później okazało się, że szczątki mogły znajdować się w Wiśle nawet od kilkudziesięciu lat.
W marcu 2025 roku tata chłopaka został poproszony o pomoc przy poszukiwaniach zaginionej osoby nad Sanem w woj. podkarpackim. Wystarczyło mu zaledwie 40 minut. − Odnaleźliśmy ciało osoby poszukiwanej przez służby od paru miesięcy − pisał później w mediach społecznościowych.
Miesiąc później, w Wielką Sobotę znów wypłynął. − Miałem jakieś przeczucie, potrzebę wypłynięcia − opisywał później. Po chwili znalazł ciało około 40-letniego mężczyzny. − Ale to nie Krzysztof. Niech jego rodzina zazna spokoju − mówił.
Aż w końcu w kwietniu 2026 roku odnaleziono kolejne dwa ciała. − To był dzień pełen trudnych emocji. W trakcie naszych działań odnaleźliśmy jedną osobę zaginioną (pierwszy na miejscu był WOPR BRZEG). Niezwłocznie poinformowaliśmy o tym odpowiednie służby. Rodzinie zmarłej osoby składamy najszczersze kondolencje. W trakcie przekazywania informacji policji o szczegółach tego odnalezienia, dotarła do nas wiadomość o kolejnym ciele znalezionym (przez osobę postronną) dalej w górze rzeki. Aby wyjaśnić sprawę, jedna z naszych ekip natychmiast udała się na miejsce − pisał później.
Rodzina Dymińskich zaczęła pomagać także innym. Na stronie poświęconej Krzyśkowi publikowano zdjęcia przedmiotów znalezionych w Wiśle: ubrań, rzeczy osobistych, elementów mogących należeć do zaginionych osób.
W czasie poszukiwań odnaleziono też zwłoki psa w worku. Uratowano parę, która wpadła do rzeki po wywróceniu łodzi. Każda wyprawa była nadzieją. I każda mogła skończyć się dramatem.
Zbiórka zakończona. Zaskakujący powód
Aż przyszedł maj 2026 roku. Rodzina poinformowała o zamknięciu internetowej zbiórki na poszukiwania. Udało się zebrać ponad 144 tysiące złotych. Za te pieniądze kupiono łódź, ponton, silniki, sonary, drony, kamery podwodne i sprzęt ratunkowy.
− To właśnie dzięki tym narzędziom udało nam się już odnaleźć kilka innych osób zaginionych, niosąc ukojenie ich bliskim − pisała mama Krzyśka Dymińskiego.
Powód zamknięcia zbiórki był nietypowy. Rodzina chciała uniknąć jakichkolwiek wątpliwości przed premierą filmu dokumentalnego „Closure / Bez końca”, opowiadającego o ich historii. Podkreślali, że nie pobrali za niego żadnego wynagrodzenia.
Dziś, po latach od zaginięcia, odpowiedzi nadal nie ma. Nie wiadomo, co wydarzyło się tamtego poranka nad Wisłą. Jest za to ojciec, który od lat przeczesuje rzekę i znajduje cudze tragedie, choć szuka tylko jednej osoby. I ciągle wierzy, że pewnego dnia odnajdzie syna.