„Wyląduję pod mostem”. Mieszkańcy boją się o swoje mieszkania
Blok przy ul. Hirszfelda 2 od miesięcy jest zabezpieczony metalowymi podporami i ogrodzeniem. Najpoważniejsze uszkodzenia widoczne są w rejonie jednej z klatek schodowych, gdzie na ścianach pojawiły się rozległe szczeliny. W konsekwencji budynek został odgrodzony płotem, na którym wywieszono kartkę z informacją o "wyłączeniu obiektu z użytkowania". Część mieszkańców musiała już się przenieść do lokali zastępczych albo zamieszkać u rodzin.
78-letnia pani Danuta zdecydowała się zostać w swoim mieszkaniu, o którym tak długo marzyła. W rozmowie z reporterem „Super Expressu” przyznaje, że nie czuje się bezpiecznie. Każda kolejna wiadomość dotycząca inspekcji może oznaczać dla niej konieczność natychmiastowego opuszczenia domu.
- Jeśli każą mi się wyprowadzić jak sąsiadom, skończę pod mostem. Nie mam dokąd pójść. U córki i tak jest tłoczno. Jestem starszą osobą, potrzebuję swoich lekarstw, własnej kuchni i miejsc, które znam. Nie stać mnie na restauracje ani na wynajęcie mieszkania – mówi załamana seniorka.
– Muszę sama ugotować sobie obiad. Mam swoich lekarzy i swoje przyzwyczajenia. Dla młodej osoby może jest to do przeżycia, ale dla starszych ludzi taka przeprowadzka jest ogromnym wstrząsem – podkreśla. Na jej twarzy widać strach oraz gromadzące się łzy.
Przeczytaj także: Rozbity policyjny Mustang trafił do Niemiec. Tyle zapłacono za wrak 450-konnej bestii
Pani Danuta należy do zamkniętej grupy whatsuppowej, zrzeszającej lokatorów nadal zamieszkujących blok. Każde nowe powiadomienie o komentarzu powoduje u niej niepokój. Obawia się, że za sprawą nieudolności urzędników wyląduje na ulicy. Jej obawy podzielają inni lokatorzy. Większość z nich to seniorzy, którzy nie mają dokąd pójść.
Sprawą losu lokatorów Hirszfelda 2 zainteresowały się media oraz prokuratura. Jednak chaos informacyjny jaki nastąpił potem przytłoczył starszych lokatorów. „Super Express” zdecydował się zagłębić w tę sprawę i wyjaśnić niepokojące doniesienia.
Kiedyś było to dobre miejsce do życia
Przy ruchliwej ul. Hierszfelda 2, niemal w sercu Ursynowa, wznosi się sporych rozmiarów blok mieszkalny. Wybudowany jeszcze w latach 80. ubiegłego wieku, do niedawna był domem dla 44 rodzin. Okolica, choć niezbyt spokojna, jest bardzo dobrze skomunikowana z resztą Warszawy. Poza licznymi przystankami autobusowymi, w zasięgu dłuższego spaceru znajduje się także stacja metra M1 Imielin.
Spokojne życie lokatorów, wśród których zdecydowaną większość stanowią już seniorzy, zostało jednak zaburzone 26 czerwca br. Wtedy to po raz pierwszy Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego wydał przeraźliwą dla nich decyzję - obiekt nie nadaje się do dalszego zamieszkania, a rodziny należy ewakuować i wykwaterować. Z dnia na dzień wiele osób znalazło się bez dachu nad głową, niektórzy opuścili lokale będąc w samym szlafroku i klapkach.
- Ja jestem tylko w klapkach, bo tak szybko kazaliście mi opuścić lokal. Przecież idzie zima, a ja nic nie mam, nawet ubrań. Pozwólcie mi wejść i chociaż zabrać najważniejsze rzeczy, w tym leki - grzmiał mieszkaniec Hierszfelda 2 podczas spotkania mieszkańców z władzami spółdzielni mieszkaniowo-budowlanej „Imielin”, administrującej blok.
W odpowiedzi usłyszał słowo „nie”. Argumentowano to zagrożeniem zawalenia się części bloku, a dokładniej klatki schodowej nr II. To tylko jeden z wielu dramatów, które rozegrały się na początku wakacji.
Fatalny stan techniczny jeden klatki poskutkował wyłączeniem z użytkowania całego bloku.
„Jako organ nadzoru budowlanego nie mogłam podjąć innej decyzji niż natychmiastowe wyłączenie budynku z użytkowania. Nadzór budowlany nie działał z zaskoczenia. Problem ze stanem technicznym klatki schodowej nr II był znany Spółdzielni Mieszkaniowo-Budowlanej „Imielin” co najmniej od sierpnia 2025 roku, kiedy powstała pierwsza ocena techniczna” - czytamy w oświadczeniu Oksany Krak, powiatowego inspektora nadzoru budowlanego w Warszawie.
Przeczytaj także: Ukrainiec zaczepiał 13-latkę. „Łapał ją za ręce i nogi. Prosiła, żeby ją zostawił”
Mieszkańcy wstrzymali decyzję PINB-u. Na razie
Dzięki tytanicznej pracy mieszkańców, którzy sami zorganizowali się w komitet domowy, decyzja PINB-u z 26 czerwca została zaskarżona do Mazowieckiego Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego, który ją uchylił.
Sprawa rozpadającej się klatki schodowej wróciła do warszawskiego PINB-u, który ponownie, 22 lipca, wydał nakaz o „opróżnieniu budynku”. Zamontowano również wokół bloku płot, który miał uniemożliwić komukolwiek wchodzenie i wychodzenie. Ogrodzenie zostało zabezpieczone łańcuchem i kłódką jedynie przed wejściem na klatkę nr II. W pozostałych miejscach mieszkańcy po prostu odsunęli płot. Dzięki temu pozostałych klatek można nadal wejść. Nikt nie egzekwował nakazu.
Również i tym razem mazowiecki inspektor uchylił decyzję warszawskiego urzędu 2 września. W przyszłym tygodniu odbyć ma się trzecia już inspekcja PINB-u, dot. feralnego bloku. Lokatorzy obawiają się, że i tym razem wydany zostanie nakaz wyprowadzki. Ten urzędniczy ping-pong skutecznie uniemożliwia jakiekolwiek prace remontowe. Budynek niszczeje.
W naprawie przeszkodziły media?
O komentarz w tej sprawie skontaktowaliśmy się również z SMB „Imielin”. Okazuje się, że oficjalnie nie ma w niej nikogo, kto mógłby ustosunkować się do problemu mieszkańców. W nieoficjalnych rozmowach usłyszeliśmy, że jest to wina poprzedniej rady nadzorczej, która zagłosowała za rozwiązaniem zarządu.
- 880 członków spółdzielni złożyło już wniosek do Krajowej Rady Spółdzielni o walne zgromadzenie celem odwołania obecnych członków rady nadzorczej i powołania nowej. Wtedy dopiero będzie można wybrać zarząd, dzięki czemu spółdzielnia otrzyma oficjalną reprezentację. Wstępnie planujemy zgromadzenie na 24 października - mówi nam jeden z pracowników spółdzielni.
Słyszymy ponadto, że to zainteresowanie mediów sprawiło, że Hirszfelda 2 ma teraz tak wielkie problemy.
- Kiedy media, telewizje, gazety zainteresowały się sprawą rozpadającej się klatki w czerwcu, warszawski PINB ze strachu przed nagonką wyłączył cały budynek z użytkowania, dla świętego spokoju. Co więcej, firmy, które miały nam przeprowadzić remont tej klatki, wycofały się, nie chcąc być medialnie kojarzone z tą sprawą. Gdyby sprawa była cicha, już dawno wszystko byśmy załatwili - dodaje pracownik, chcący pozostać anonimowym.
Spółdzielnia w rozmowie z reporterem „Super Expressu” zapewniła, że do czasu najbliższej inspekcji przygotuje dokumentację techniczną, która pozwoli wyłączyć z użytkowania tylko uszkodzoną klatkę schodową nr II. Reszta mieszkańców nie zostanie wykwaterowana, a ogrodzenie zostanie zdjęte - o ile zgodzi się na to PINB.
Jeśli wierzyć pracownikom „Imielina”, sprawa powinna mieć swój szczęśliwy finał jeszcze w tym roku. Ewentualne prace remontowe mogłyby ruszyć w 2027 r., a nad pozostałymi lokatorami przestałoby ciążyć widmo wyrzucenia na bruk.
Przeczytaj także: „Nie wiem, czy jeszcze kiedyś wsiądę do pociągu”. Beata była w środku podczas katastrofy
W sprawę włączył się prokurator
Zupełnie osobnym wątkiem w tej zagmatwanej historii jest udział Prokuratury Warszawa - Ursynów. W środę, 9 września wszczęto śledztwo ws. „zaniechania podjęcia w okresie od 26 marca 2026 roku do dnia 22 lipca 2026 roku koniecznych prac naprawczych oraz ewakuacji wszystkich mieszkańców budynku wielorodzinnego przy ul. Hirszfelda 2 w Warszawie”.
Dokładniej chodzi o przestępstwo m.in. z art. 164, czyli sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa zaistnienia zdarzenia, zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach, za co grozi kara nawet do ośmiu lat pozbawienia wolności.
Sytuacja złego stanu technicznego klatki schodowej, od której zaczął się cały chaos, znana miała być od 2009 r.
Przeczytaj także: Zabił pięć kobiet, ale atakował więcej. "Łomiarz" siał postrach na ulicach Warszawy. Dziś żyje między ludźmi
Mieszkańcy zasługują na spokój
Na papierze to skomplikowane postępowanie administracyjne i prokuratorskie. W rzeczywistości to dramat pani Danuty i dziesiątek innych mieszkańców, którzy każdego wieczoru zasypiają z pytaniem, czy następnego dnia nadal będą mieli dokąd wrócić.
Seniorzy nie chcą mieszkać w hotelach, halach ani kątem u krewnych. Chcą odzyskać poczucie bezpieczeństwa we własnych czterech ścianach. Dla nich Hirszfelda 2 nie jest numerem sprawy ani pozycją w dokumentacji. To ich dom.