Spis treści
- Incydent na ulicy, który uruchomił lawinę działań
- Robocze spotkanie, nie „narada decyzyjna”
- Policja: decyzja nie zapadła na podstawie jednego incydentu
- Dlaczego wydano nakaz opuszczenia mieszkania?
- Policja: to sąd decyduje o umieszczeniu dzieci w placówce
- Wątek psa służbowego i ograniczenia informacyjne
- Sprawa wciąż budzi ogromne emocje
Incydent na ulicy, który uruchomił lawinę działań
Według ustaleń Zero.pl cała historia zaczęła się 14 sierpnia na jednej z ulic warszawskiej Białołęki. Rzeczniczka Praw Dziecka Monika Horna‑Cieślak miała być świadkiem sytuacji, która – jak opisuje portal – wyglądała na gwałtowną i pełną emocji. Matka szarpnęła jedno z dzieci, krzyczała, a gdy RPD zwróciła jej uwagę, kobieta miała odpowiedzieć wulgarnie. To właśnie ten moment uruchomił lawinę działań wielu instytucji.
Zero.pl relacjonuje, że policjanci sprawdzili rodzinę, ale na tym etapie nie zdecydowali o natychmiastowym odebraniu dzieci. Sprawa trafiła do sądu rodzinnego, który również nie widział podstaw do tak drastycznego kroku i zlecił pilny wywiad środowiskowy. Kurator, który odwiedził rodzinę następnego dnia, także – według portalu – nie stwierdził zagrożenia wymagającego izolacji dzieci od rodziców.
Mimo to sytuacja nabrała tempa. Według Zero.pl odbyło się spotkanie z udziałem przedstawicieli policji i Rzeczniczki Praw Dziecka. Po nim policjantka miała wydać rodzicom nakaz natychmiastowego opuszczenia mieszkania oraz zakaz zbliżania się do dzieci. W konsekwencji trzy- i czteroletnie dzieci zostały zabrane z domu i umieszczone w placówce opiekuńczo‑wychowawczej. Portal podaje, że funkcjonariuszka, która podjęła decyzję, zeznała później przed sądem, iż w chwili jej wydawania nie widziała ani dzieci, ani ich rodziców.
Sąd rodzinny ocenił później sprawę i nakazał natychmiastowy powrót dzieci do rodziców, uznając działania instytucji za „rażąco nieproporcjonalne” i mogące nosić „znamiona przemocy instytucjonalnej”. To właśnie ta sekwencja wydarzeń – od ulicznego incydentu po umieszczenie dzieci w placówce – stała się osią sporu między portalem, RPD i teraz także policją.
Robocze spotkanie, nie „narada decyzyjna”
W oświadczeniu policji opublikowanym na platformie X czytamy, że 15 sierpnia w Komendzie Stołecznej Policji odbyło się spotkanie o charakterze roboczym, które dotyczyło sytuacji rodziny i bezpieczeństwa małoletnich. Podkreślono, że nie była to narada, na której zapadały decyzje o zastosowaniu środków wobec rodziców. Policja zaznacza również, że Komendant Stołeczny Policji nie brał udziału w tym spotkaniu.
Policja: decyzja nie zapadła na podstawie jednego incydentu
Policja odpowiada, że ocena sytuacji rodziny nie opierała się wyłącznie na ulicznym zdarzeniu z 13 sierpnia. W oświadczeniu podkreślono, że funkcjonariusze analizowali informacje z różnych źródeł, w tym od kuratora sądowego, pracowników pomocy społecznej i zespołów interdyscyplinarnych. Rodzina miała być wcześniej objęta procedurą Niebieskiej Karty oraz nadzorem sądowym w dwóch dzielnicach, gdzie wcześniej mieszkała.
Dlaczego wydano nakaz opuszczenia mieszkania?
Najbardziej kontrowersyjny element sprawy dotyczył decyzji policjantki, która wydała rodzicom nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do dzieci. Zero.pl podawał, że funkcjonariuszka nie widziała ani dzieci, ani rodziców. Policja odpowiada, że decyzja została podjęta po analizie całokształtu zgromadzonych informacji, a nie na podstawie jednego incydentu. Podkreślono, że środki policyjne mają charakter interwencyjny i są natychmiast wykonalne, ale ich zastosowanie nie oznacza decyzji ostatecznej w sprawie dzieci.
Policja: to sąd decyduje o umieszczeniu dzieci w placówce
W oświadczeniu zaznaczono, że policja nie wydaje decyzji o umieszczeniu małoletnich w pieczy zastępczej. Jeżeli zastosowane środki powodują konieczność zapewnienia dzieciom opieki, policja zabezpiecza je, ale o dalszym miejscu pobytu decyduje sąd. To właśnie sąd – jak ustalił Zero.pl – nakazał później natychmiastowy powrót dzieci do rodziców.
Wątek psa służbowego i ograniczenia informacyjne
Policja odniosła się również do opisywanego przez portal użycia psa służbowego. Podkreślono, że nie miało to związku z samym postępowaniem dotyczącym małoletnich, lecz z innymi okolicznościami podczas czynności w mieszkaniu. Policja zaznacza, że nie może ujawniać wszystkich szczegółów sprawy ze względu na ochronę prywatności rodziny.
Sprawa wciąż budzi ogromne emocje
Po publikacji Zero.pl pojawiły się dwie zupełnie różne narracje: krytyczna ocena działań instytucji oparta na uzasadnieniu sądu oraz stanowisko RPD, według którego rzeczniczka była świadkiem „silnej i gwałtownej przemocy” i miała obowiązek reagować. Teraz do sporu dołącza policja, przedstawiając własne wyjaśnienia i podkreślając, że decyzje były wynikiem analizy szerokiego materiału, a nie jednego ulicznego incydentu.