Atak 19-letniego Jakuba Z. w Zespole Szkół Zawodowych nr 4 w Ostrołęce był szokiem dla całego kraju. Jednak dla mieszkańców bloku, w którym mieszkał jego ojciec, prawdziwy horror rozpoczął się dopiero kilka godzin później. Osiedle zamieniło się w prawdziwą twierdzę.
„Kazali nam nie wychodzić z domów”
Gdy media informowały o pościgu za nożownikiem, pod jednym z bloków w Ostrołęce rozpoczynała się cicha, ale pełna napięcia operacja. Zaczęło się niepozornie, około godziny 14, gdy na osiedlu pojawili się pierwsi policjanci w cywilu. Z każdą godziną napięcie rosło. Główna faza operacji ruszyła po godzinie 19, kiedy pod budynek zaczęły podjeżdżać kolejne radiowozy.
− Od wieczora policja była już praktycznie cały czas. Później pojawili się antyterroryści. Przez megafon informowali nas, żeby nie wychodzić z domów − opowiadała przerażona Joanna Olkowska.
− Na sam koniec była jeszcze straż pożarna i karetka. Wszyscy wchodzili do tamtej klatki, bo podobno właśnie tam mieszkał ojciec tego chłopaka − dodaje.
Mroczna przeszłość ojca chłopaka
Według ustaleń reportera „Super Expressu”, ojciec Jakuba Z. miał za sobą wyrok więzienia za znęcanie się nad żoną. Po jego powrocie zza krat matka 19-latka, obawiając się o bezpieczeństwo swoje i córki, wyprowadziła się do innego mieszkania.
− Z tego, co wiem, mama Jakuba wyprowadziła się stąd z dziećmi mniej więcej rok temu. Ma jeszcze córkę, młodszą od Jakuba. To była taka biedna, chora dziewczynka − mówiła „SE” pani Lucyna (68 l.).
− Jakub natomiast wydawał mi się zupełnie normalnym chłopcem. Nie zauważyłam, żeby miał jakieś problemy czy żeby działo się z nim coś niepokojącego. Nie rzucał się w oczy − wspominała dalej.
Dodaje, że nawet po wyprowadzce matki 19-latek wciąż miał klucze do mieszkania ojca i przychodził tam z kolegami, ale nikt nie zauważył niczego alarmującego. Ten obraz spokojnego nastolatka drastycznie kontrastuje z krwawą rzezią, jaką rozpętał w szkole, raniąc osiem osób i krzycząc, że chce tego dnia stać się sławny.