Stałem 60 minut kilometr od stacji w 38-stopniowym upale. Kiedy ruszyliśmy rozległy się brawa

To miała być niespełna godzinna podróż z Radomia do Warszawy. Zamiast tego spędziłem w pociągu ponad trzy godziny, a ostatni kilometr przed stacją Warszawa Zachodnia okazał się najdłuższym odcinkiem całej trasy. Przez kilkadziesiąt minut pasażerowie nie wiedzieli, dlaczego stoimy ani kiedy ruszymy. Po podróży, którą na długie lata zapamiętam, wysłałem szczegółowe pytania do PKP Intercity. Jaki był powód awarii? Dlaczego mój tabor nie miał pozwolenia wjazdu na stację? O szczegółach piszę poniżej.

To miała być zwykła niedzielna podróż. Wsiadłem do pociągu IC „Kormoran” na stacji Radom Główny z zamiarem dotarcia do Warszawy Zachodniej. Trasa liczy niespełna 100 kilometrów i zazwyczaj zajmuje około 55 minut. Tym razem od początku było jednak wiadomo, że coś poszło nie tak. Pociąg przyjechał do Radomia już z ponad półgodzinnym opóźnieniem, które złapał wcześniej na trasie z Krakowa. Samo opóźnienie pojawiło się na wysokości Skarżyska-Kamiennej.

Mimo tego wydawało się, że najgorsze już za nami. Podróż do Warszawy przebiegała spokojnie, a skład sukcesywnie odrabiał kolejne kilometry. Nic nie zapowiadało, że prawdziwe problemy zaczną się dopiero na samym końcu trasy.

Opóźnienie pociągu IC Kormoran. Początek problemów

Na stacji Warszawa Aleje Jerozolimskie pociąg niespodziewanie się zatrzymał. Minęło kilka minut. Potem kolejne. W sumie postój trwał około dziesięciu minut. Żaden komunikat nie wyjaśniał, dlaczego stoimy. Pasażerowie zaczęli spoglądać na siebie z niepokojem, ale większość była przekonana, że skoro do Warszawy Zachodniej zostało zaledwie kilka minut jazdy, za chwilę wszystko wróci do normy. Tak się jednak nie stało.

Po wyjeździe ze stacji skład przejechał zaledwie krótki odcinek i ponownie się zatrzymał. Tym razem na wysokości przystanku Warszawa Reduta Ordona, zaledwie kilometr przed stacją Warszawa Zachodnia. Widać było zabudowania kolejowe, tory prowadzące do stacji i przejeżdżające obok inne pociągi. My jednak staliśmy w miejscu.

Długie oczekiwanie przed Warszawą Zachodnią

Mijały kolejne minuty. Potem pół godziny. Następnie prawie godzina. W wagonach robiło się coraz bardziej duszno. Ludzie zaczęli dzwonić do rodzin, odwoływać spotkania i zastanawiać się, czy szybciej nie byłoby dojść pieszo. Największą frustrację wywoływał jednak brak informacji. Nikt nie wiedział, co się wydarzyło i dlaczego pociąg nie może wjechać na stację. Wszyscy spodziewaliśmy się, że chodzi o upał, ale… czy to może wszystko wyjaśnić?

Frustracja pasażerów i brak informacji od PKP

Atmosfera w wagonie z każdą minutą stawała się coraz bardziej nerwowa. Obok mnie siedziała kobieta, która co chwilę sprawdzała telefon i próbowała uspokoić resztę rodziny. − Miałam być już dawno w domu. Najgorsze nie jest nawet to opóźnienie, tylko kompletna cisza. Gdyby ktoś powiedział, co się stało i ile jeszcze postój potrwa, człowiek wiedziałby, na czym stoi − mówiła w rozmowie ze mną.

Kilka rzędów dalej młoda kobieta nerwowo przeglądała rozkład kolejnych połączeń. − Uciekła mi już przesiadka i nie mam pojęcia, czy zdążę jeszcze dziś dojechać do celu. Rozumiem, że awarie się zdarzają, ale brak informacji jest po prostu nie do zaakceptowania. Przez godzinę nikt nic konkretnego nam nie powiedział − usłyszałem.

Pierwszy komunikat pojawił się dopiero około godziny 18:30. Była to chwila szczególnie wymowna, bo właśnie wtedy pociąg powinien już od dawna stać przy peronie. Rozkładowy przyjazd do Warszawy Zachodniej zaplanowano na godzinę 17:48. Nadal jednak nie usłyszeliśmy konkretnej przyczyny postoju ani informacji, ile jeszcze potrwa oczekiwanie.

Dopiero około godziny 19:30 skład ruszył. Kiedy po ponad godzinie bezruchu wjechaliśmy wreszcie na Warszawę Zachodnią, w wagonach rozległy się brawa. Nie były one wyrazem radości z dobrze wykonanej pracy kolejarzy, lecz ulgą, że ta wyjątkowo wyczerpująca podróż w końcu dobiegła końca.

Zwróciłem się z oficjalnymi pytaniami do PKP Intercity. Poprosiłem o szczegółowe wyjaśnienie przyczyn zakłóceń, opis działań podejmowanych przez dyżurnych ruchu i dyspozytorów oraz odpowiedź, dlaczego podróżni tak długo pozostawali bez rzetelnych komunikatów. Zapytałem również, czy istniała możliwość wcześniejszego wpuszczenia pociągu do stacji lub podjęcia innych działań, które pozwoliłyby skrócić ponadgodzinny postój tuż przed końcem podróży.

Na odcinku Legionowo − Modlin awarii uległa sieć trakcyjna. Ruch pociągów był wstrzymany od godziny 11:12 do godz. 17:26. Ze względu na wysokie temperatury oraz ograniczenia prędkości z tym związane pociąg Kormoran do aglomeracji Warszawskiej przybył z opóźnieniem 41 minut. Na stacji Warszawa Aleje Jerozolimskie stał 10 minut ze względu na brak wolnych torów na przyjęcie pociągu. Przed stacją Warszawa Zachodnia również nie było wolnych torów na przyjęcie pociągu (jazda w kolejce). Ponieważ pociąg jechał dalej, do stacji Olsztyn Główny, musiał oczekiwać w kolejce na możliwość kontynuowania jazdy. W związku z niedzielną awarią sieci trakcyjnej na Warszawskim Węźle Kolejowym w doszło do opóźnień wielu pociągów, które przejeżdżają przez stolicę. Występujące problemy na liniach kolejowych w pozostałych rejonach kraju, wpływały na ograniczoną przepustowość sieci torowej oraz dworców, a także opóźnienia wtórne kolejnych pociągów. PKP Intercity było w stałym kontakcie z PKP PLK − zarządcą infrastruktury i ruchu pociągów. W takich sytuacjach są podejmowane decyzje i działania, które mają zapewnić bezpieczeństwo pasażerów − odpowiedziało Biuro Prasowe PKP Intercity.

A to nie wszystko. Dostaliśmy też relacje z pociągu IC z Poznania do Warszawy, którym ludzie wracali z Festiwalu Malta. − Bareja wiecznie żywy! Pociąg był rozgrzany jak teflonowy grill. „Warsu” brak. Automat sprzedający wodę przegrzał się i nie działał. Ładowarki do telefonu nie pracowały z powodu temperatury. Monitor wskazywał nam 47 stopni. Pociąg z każdą stacją nabierał coraz więcej opóźnienia − wylicza w rozmowie z „Super Expressem” Piotr, pasażer feralnego kursu z Poznania.

Ale najgorsze jest to, że nikt się nami nie zainteresował, konduktor przemknął tylko, nie sprawdzając nawet biletów, rzucając do pasażerów „Można złożyć reklamację”. Tak oto PKP nauczyło mnie, że w podróż pociągiem PKP IC, jak na plażę, trzeba brać litr wody − dodaje Piotr. 

To najgorsza stacja PKP w Warszawie! Właśnie ruszył remont
Sonda
Czy jechaliście w tym roku pociągiem?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki