Inicjatorzy protestu namawiali uczestników, aby pojawili się z transparentami i symbolicznymi czerwonymi kartkami. Zapowiadając demonstrację, prosili zebranych, by „przypomnieć sobie swoje wkurzenie sprzed 6 lat” i tłumnie wziąć udział w zgromadzeniu. Podkreślali przy tym, że dotychczasowe obietnice złagodzenia prawa antyaborcyjnego wciąż nie doczekały się realizacji.
To właśnie 22 października 2020 roku Trybunał Konstytucyjny uznał za niezgodne z ustawą zasadniczą przepisy umożliwiające aborcję w sytuacji, gdy płód jest ciężko i nieodwracalnie upośledzony lub cierpi na nieuleczalną chorobę, która zagraża jego życiu. Wyrok ten doczekał się oficjalnej publikacji w styczniu 2021 roku. Od 1993 roku przesłanka ta była jednym z trzech wyjątków pozwalających na legalne usunięcie ciąży w naszym kraju. Pozostałe dwie, wciąż obowiązujące, to zagrożenie dla życia lub zdrowia matki oraz ciąża będąca wynikiem przestępstwa.
Czytaj też: Nożownik zaatakował mężczyznę w centrum Warszawy. Policja zatrzymała podejrzanego
Spór o aborcję powraca. Postulaty KO i Trzeciej Drogi
Decyzja podjęta przez TK zapoczątkowała falę gigantycznych demonstracji w wielu polskich miastach. Temat aborcji błyskawicznie powrócił na szczyt politycznej agendy, a obecna koalicja rządząca podczas kampanii mocno akcentowała potrzebę zmiany przepisów. Ugrupowania takie jak Lewica i Koalicja Obywatelska proponowały legalizację przerywania ciąży do 12. tygodnia jej trwania, podczas gdy politycy Trzeciej Drogi opowiadali się za powrotem do tzw. kompromisu aborcyjnego, jaki istniał przed wyrokiem TK.
Czwartkowy protest miał miejsce zaledwie kilkadziesiąt godzin po ważnych rozstrzygnięciach w parlamencie. We wtorek posłowie zagłosowali za przyjęciem ustawy przywracającej prawo do aborcji ze względu na wady letalne płodu oraz znowelizowali Kodeks karny w kwestii częściowej dekryminalizacji pomocnictwa. Teraz dokumenty trafią na biurko prezydenta Karola Nawrockiego. To, czy głowa państwa zdecyduje się złożyć na nich swój podpis, wciąż pozostaje wielką zagadką.