Tadeusz jechał do brata, spowodował wypadek
Miała to być przyjemna nocna podróż do rodziny mieszkającej w Białymstoku. Pan Tadeusz B. (†68 l.) z Siedlec bardzo często wypuszczał się w trasę do brata po zachodzie słońca, bo jak mówił, na drogach nie ma takiego ruchu, jak w dzień i nie tworzą się korki. Feralnego czerwcowego wieczoru mężczyzna, jak często bywało, usadził na siedzeniu obok swojego pudelka Perełkę (5 l.) i wyruszył do oddalonego o 147 km od Siedlec Białegostoku.
Było już ciemno, jezdnia sucha, wymarzona pora do podróży. Po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów doszło do kolizji Lanosa pana Tadeusza z jadącym z naprzeciwka Golfem. Po zderzeniu Volkswagen pozostał na jezdni, a auto 68-latka wpadło do rowu i z ogromną siłą rąbnęło w betonowy przepust wodny.
- Ewidentnie do wypadku doszło winy Tadeusza B., który zjechał na przeciwległy pas ruchu - mówi strażak ratownik będący na miejscu zdarzenia.
Ratował psa, sam stracił życie
Pan Tadeusz z urazami głowy trafił do szpitala. Niestety, po 11 dniach zmarł w wyniku poważnych urazów czaszki. - Kilka kilometrów za Łosicami (woj. mazowieckie) Perełka zaczęła się kręcić na siedzeniu pasażera - mówi pan Janusz B. (67 l.) z Białegostoku (woj. podlaskie) brat zmarłego Tadeusza. - Brat opowiadał mi w szpitalu po wypadku, że przed podróżą odkręcił suczce szybę w aucie, bo lubiła wyglądać podczas jazdy. Perełka usiłowała wyskoczyć, a Tadek chciał ja złapać. Stracił kontrolę nad autem i doszło do zderzenia z innym samochodem, a następnie z betonowym przepustem. Tadek trafił do szpitala po kraksie, był przytomny i rozmawiał z nami. Perełkę syn brata znalazł martwą 100 metrów od miejsca zderzenia. Stan zdrowia Tadeusza pogorszył się raptownie. Pękł mu krwiak, który powstał podczas wypadku - opowiada.