- Pół wieku temu z ulic Warszawy zniknęły "trajlussie", czyli żartobliwie nazywane trolejbusy.
- Początkowo radzieckie, potem szwajcarskie i francuskie, woziły pasażerów po Śródmieściu, Mokotowie i Ochocie.
- Pasażerowie je uwielbiali, choć zdarzało się, że potrafiły... kopnąć prądem!
- Dlaczego "trajlussie" zniknęły z ulic i co je zastąpiło? Przeczytaj, by poznać całą historię!
Trajluś, czyli warszawski trolejbus
Trolejbus, czyli pojazd komunikacji miejskiej napędzany energią elektryczną, podobnie jak tramwaj, zyskał w Warszawie swoją unikalną nazwę – "trajluś". To potoczne określenie szybko przylgnęło do tych maszyn, być może z powodu ich często rozklekotanego wyglądu, zwłaszcza pierwszych egzemplarzy. Pierwsze 30 używanych trolejbusów, które dotarły do stolicy jako dar ze Związku Radzieckiego, wymagało gruntownego remontu – tylko połowę z nich udało się dopuścić do ruchu 5 stycznia 1946 roku.
Początkowo linie trolejbusowe oznaczano literami A (z Placu Unii Lubelskiej) i B (z ulicy Łazienkowskiej). W 1948 roku wprowadzono numerację od 51 do 99. Na słynnej fotografii Zbyszka Siemaszki z 1958 roku, wykonanej na Krakowskim Przedmieściu, widać trolejbus marki Lowa na linii 54, co jest świadectwem ich obecności w samym sercu miasta. Warszawski felietonista Stefan Wiechecki „Wiech” posunął się nawet do stworzenia żartobliwego pojęcia "wieku trolejbusowego" dla osób po pięćdziesiątce, co pokazuje, jak mocno "trajlussie" wryły się w świadomość mieszkańców.
Polecany artykuł:
Ukochane przez pasażerów, ale z wadami
W 1962 roku po warszawskich drogach kursowało aż 127 trolejbusów – szwajcarskich, francuskich i radzieckich – obsługujących 10 tras. Jeździły po Śródmieściu, Mokotowie i Ochocie. Pasażerowie uwielbiali je za częstotliwość kursowania – co 2-3 minuty, co było wówczas luksusem. "Trajlussie" były proste w obsłudze: miały tylko hamulec i pedał gazu, który po naciśnięciu przez motorniczego rozpędzał pojazd z taką siłą, że pasażerowie byli wciskani w fotele.
Nie brakowało jednak i problemów. W radzieckich maszynach zdarzały się przebicia, co skutkowało tym, że pasażerów potrafił... kopnąć prąd. Mimo tych niedogodności, "trajlussie" były ważnym elementem krajobrazu Warszawy przez wiele lat.
Koniec ery "trajlusia"
Od lat 70. XX wieku trolejbusy zaczęły mieć coraz większe problemy. Częste awarie trakcji i rosnąca konkurencja ze strony tramwajów sprawiły, że podjęto decyzję o ich likwidacji. Ostatnią linię trolejbusową w Warszawie, numer 51, zlikwidowano we wrześniu 1995 roku.
Choć "trajlussie" odeszły do historii, ich duch powraca na warszawskie ulice. Aktualnie wzdłuż części dawnych tras trolejbusowych, na przykład na linii 222, kursują nowoczesne, elektryczne Solarisy. To swoisty hołd dla ekologicznego transportu, który ponad pół wieku temu reprezentowały właśnie "trajlussie". Ich historia to przypomnienie o dynamicznym rozwoju miejskiej komunikacji i o tym, jak szybko zmienia się krajobraz stolicy.