Chwyciła Gabrysię za rączkę i skoczyła do Narwi? Wstrząsające słowa po makabrze w Pułtusku

2021-10-06 18:35

We wsi pod Pułtuskiem mija kolejny dzień od tragedii, która wstrząsnęła lokalną społecznością. Matka - Magdalena K (+39 l.) popełniła w weekend samobójstwo skacząc z mostu do Narwi razem ze swoją 6-letnią córeczką Gabrysią. - Nie mogę zrozumieć, dlaczego to zrobiła. Kiedyś uczyłam Magdę, teraz jej starsze dziewczynki. Była bardzo dobrą, opiekuńczą matką. Nic nie zapowiadało takiej tragedii – mówi nam Hanna Chojnowska, dyrektorka szkoły podstawowej w Płocochowie.

Śmierć kobiety i jej najmłodszej córeczki, które utopiły się w Narwi w Pułtusku, wstrząsnęła nauczycielami ze szkoły, do której chodzą siostry nieżyjącej Gabrysi. To one teraz przeżywają prawdziwy dramat. Straciły mamę i siostrzyczkę. Zostały z tatą.

- Staramy się zaopiekować dziewczynkami. Ktoś cały czas nad nimi czuwa - mówi dyrektorka podstawówki. Hanna Chojnowska wspomina Magdalenę: - Uczestniczyła w każdej wywiadówce. Była bardzo opiekuńcza. Dobrze sobie z mężem radzili. Mieli tartak, piękny dom, dzieci były pogodne, dobrze się uczyły. Nic nie wskazywało, że w domu dzieje się coś nie tak. Nie wiem w jaki sposób tłumaczyć to, co się wydarzyło. To było jak grom z jasnego nieba. Nikt chyba się tego nie spodziewał i nigdy nie zapomni - mówi szczerze „Super Expressowi” Hanna Chojnowska.

Wszyscy, z którymi rozmawiali reporterzy „Super Expresu”, przyznają, że to będzie chyba najbardziej przejmujący i trudny pogrzeb, na jakim byli. „Boję się tego pogrzebu” - przyznawał też mediom ksiądz z pobliskiej parafii.

- Była bardzo dla wszystkich pomocna. Wszyscy rolnicy i przedsiębiorcy ją znali z banku. Dobra, kochająca się rodzina - mówi ks. Roman Mosakowski. Wkrótce w jego kościele ojciec dziewczynek i dwie starsze będą żegnać mamę i siostrzyczkę.

- Była bardzo dla wszystkich pomocna. Wszyscy rolnicy i przedsiębiorcy ją znali z banku. Dobra, kochająca się rodzina - mówił nam ks. Roman Mosakowski. Wkrótce w jego kościele ojciec dziewczynek i dwie starsze będą żegnać mamę i siostrzyczkę.

Wstrząsająca tragedia w Pułtusku. Matka z córką wyłowione z Narwi

Piszemy o tym od trzech dni. Magdalena K. - dobra matka, serdeczna sąsiadka i pomocna, znana w okolicy pracownica banku, w nocy z piątku na sobotę zabrała najmłodszą córkę w ostatnią podróż. Nie dała szansy rodzinie, ojcu i siostrom, by się z nią pożegnali. Wyjechała wieczorem, o godz. 4 rano zaprowadziła sześcioletnią Gabrysię na most Świętojański w Pułtusku i razem z córką rzuciła się w nurt Narwi. Ich ciała parę godzin później wyłowili wędkarze. Ojciec Gabrysi nie podejrzewał tragedii. Był w domu z dwiema starszymi dziewczynkami (piąto- i ósmoklasistką).

Jak udało się ustalić reporterom „Super Expressu”, dzień przed tragedią rodzina była z dziećmi w kinie na uwielbianym przez maluchy „Psim Patrolu”, później wspólnie w domu oglądali telewizję. Kobieta wyjechała z Gabrysią późnym wieczorem. Gdy rano nie dały znaku życia, mężczyzna nie zgłaszał zaginięcia. Myślał, że pojechały do rodziny. 

- Nie wzbudziło to u ojca większych podejrzeń, ponieważ zdarzało się żonie, że jak wstawała rano, wyjeżdżała z najmłodszą córką np. na wczesne zakupy - tłumaczyła prokurator Monika Kosińska-Kaim. Tym razem jednak finał tego wyjazdu okazał się tragiczny. Prokuratura oficjalnie poinformowała o rozszerzonym samobójstwie. Sekcja zwłok wykazała utonięcie i brak obrażeń na ciałach. Daty pogrzebu jeszcze nie ma.

Uczyłam Magdę a teraz jej dziewczynki. Nic nie zapowiadało tragedii. Nauczycielka o podwójnym samobójstwie w Pułtusku
Sonda
Czy znałeś osoby, które popełniły samobójstwo?
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE
Nasi Partnerzy polecają

Materiał Partnerski

Materiał sponsorowany