„Liczyła się ilość, nie jakość”
Nasz rozmówca, który chce zachować anonimowość, przez około trzy lata pracował przy naprawie hulajnóg Dott w Warszawie. Jak wspomina, na początku system miał działać sprawnie. Obowiązywały konkretne procedury, a jakość napraw była kontrolowana. Z czasem - jak twierdzi były pracownik - sytuacja zaczęła się jednak zmieniać.
– Na początku mieliśmy cały system napraw i naprawdę pilnowano jakości. Później zmieniło się kierownictwo i zaczęła się liczyć przede wszystkim ilość. Hulajnoga miała być szybko zrobiona i wyjechać – opowiada były pracownik Dott.
Według jego relacji pośpiech miał wpływać na jakość wykonywanych napraw. Niektóre hulajnogi, które trafiały z powrotem na ulice, miały szybko wracać do serwisu z tymi samymi problemami.
– Robiłeś dużo hulajnóg, wypuszczałeś je, a jeśli naprawa była słaba, zaraz wracały. Jednego dnia magazyn był prawie pusty, a następnego znowu stały tam praktycznie te same hulajnogi – wspomina.
Jedną z sytuacji, które najmocniej zapamiętał, były problemy z hamulcami. Były pracownik twierdzi, że w przypadku blokującego się bębenka prawidłowa naprawa wymagała rozebrania mocowania koła i wymiany odpowiedniego elementu. Według niego zdarzało się jednak, że stosowano znacznie szybsze rozwiązanie.
– Zamiast to wymieniać, odkręcało się hamulec, podgrzewało bębenek palnikiem, dawało WD-40 i go rozruszało. Potem hulajnoga mogła wrócić na miasto – mówi.
Zdaniem naszego rozmówcy problem polegał na tym, że taka usterka mogła powrócić i doprowadzić do poważnego wypadku.
– Hamulec mógł zablokować się ponownie w każdej chwili. Jeżeli stałoby się to podczas jazdy, zwłaszcza przy przednim kole, człowiek może po prostu polecieć przez kierownicę – tłumaczy.
Jeszcze poważniejsze są relacje dotyczące hulajnóg, które wcześniej brały udział w wypadkach.
Jak opowiada były pracownik Dott, takie pojazdy miały trafiać do specjalnej strefy. Po wykonaniu naprawy mechanik musiał udokumentować, że konkretny egzemplarz jest sprawny. W tym celu należało nagrać hulajnogę, zaczynając od jej kodu QR, a następnie pokazać, że pojazd jeździ i prawidłowo hamuje.
Według naszego rozmówcy również tę procedurę można było obejść.
– Zamiast naprawiać powypadkową hulajnogę, przekładało się jej kod QR na sprawną. Nagrywało się sprawny pojazd i na filmie wszystko wyglądało OK. Potem kod wracał na swoją hulajnogę, ją się myło i mogła znowu pojechać na miasto – opowiada.
To jedna z najpoważniejszych relacji, jakie przedstawia były pracownik. Jego słowa stoją jednak w sprzeczności z zapewnieniami firmy dotyczącymi obowiązujących procedur i kontroli technicznej.
Nasz rozmówca przekonuje, że wie, jak inaczej może wyglądać serwis hulajnóg. Po odejściu z Dott przez pewien czas pracował również przy pojazdach konkurencyjnej firmy.
– Naprawiałeś hulajnogę, wypuszczałeś ją i nie wracała za chwilę z tym samym problemem. Nie bałeś się później na niej jechać – mówi.
Jak twierdzi, różnicę miał zauważyć nawet w obrębie samego Dott. Pracował także w innym miejscu w Warszawie, gdzie serwisowano hulajnogi przeznaczone na zagraniczne rynki.
– Tam wyglądało to znacznie lepiej. Robiliśmy pojazdy dla innych krajów i standard był po prostu inny. Było widać różnicę między tym, co trafiało na polski rynek, a tym, co przygotowywaliśmy za granicę – opowiada.
Jest jeszcze coś, co użytkownik może zauważyć bez zaglądania do serwisu. Chodzi o kierunkowskazy znajdujące się na końcach kierownicy. Jak tłumaczy były pracownik, podczas transportu i użytkowania często się obijały i uszkadzały. Jego zdaniem powinny być wtedy zdejmowane, a w ich miejsce zakładane zwykłe gumowe zakończenia. Jak twierdzi, tak się jednak nie działo, a połamane elementy potrafiły zostać na hulajnodze, zostawiając ostre krawędzie.
Można było przejechać po tym ręką i zwyczajnie się pociąć. Te końcówki potrafiły być naprawdę ostre – mówi.
Dott odpowiada: każdy pojazd jest sprawdzany
Zapytaliśmy Dott o relację byłego pracownika i opisane przez niego praktyki. Firma przedstawia zupełnie inny obraz funkcjonowania serwisu i zapewnia, że bezpieczeństwo użytkowników jest dla niej priorytetem.
– Bezpieczeństwo użytkowników jest dla Dott priorytetem. Wszystkie prace serwisowe wykonywane są zgodnie z obowiązującymi wewnętrznymi procedurami operacyjnymi, stosowanymi zarówno w Polsce, jak i na pozostałych rynkach, na których działamy – przekazał nam zespół prasowy firmy.
Według Dott każda naprawiona hulajnoga, zanim znowu pojawi się na ulicy, musi zostać sprawdzona.
– Po zakończeniu prac każdy pojazd przechodzi obowiązkową weryfikację przed ponownym udostępnieniem użytkownikom. Zakres kontroli jest uzależniony od rodzaju wykonanej naprawy i obejmuje w szczególności elementy mające wpływ na bezpieczeństwo jazdy oraz zgodność wykonanych prac z obowiązującymi procedurami. Każde zgłoszenie dotyczące stanu technicznego naszych pojazdów traktujemy z należytą powagą i poddajemy je weryfikacji zgodnie z naszymi standardami – podsumowuje Dott.