Wiesiek przyszedł prosić o rękę. Urządził krwawą jatkę

Tragedia na Mazowszu. Przez chorą fascynację jedna osoba zginęła, a dwie zostały ranne. Pijany wiejski zalotnik podźgał nożem rodziców swojej wybranki i zabił ich znajomego, który przyszedł z wizytą. Wszystko zaczęło się w momencie, gdy niedoszły teść kazał Wiesławowi wynosić się z domu.

Szokująca zbrodnia pod Garwolinem

Spokojna, niewielka miejscowość Rębków pod Garwolinem (województwo mazowieckie). Wszyscy się znali, żyli, jak w rodzinie, rzadko coś tam działo, a jeżeli już to wesela, chrzciny lub komunie. Aż nadszedł koniec lata 2005 roku.

Mieczysław K. (68 l,), jego żona Wiesława (59 l.) i ich córka Monika (23 l.) nie przypuszczali, że dotychczasowe życie wywróci się do góry nogami. Wszystko to za sprawą Wiesława S. (39 l.), któremu bardzo podobała się 23-latka. Robił wszystko, żeby zwrócić jej uwagę i przypodobać się rodzicom dziewczyny. Oni jednak wymarzyli sobie innego zięcia, a nie lubiącego zaglądać do kieliszka miejscowego rzezimieszka. Monice też nie był on w smak. Unikała, jak mogła spotkań z Wiesławem, ale uparty zalotnik nic sobie nie robił, że go ignoruje. Nachodził ją i w bezczelny, chamski sposób wyznawał swoją chorą miłość.

W końcu przyszedł nieproszony i pijany do domu rodziny K., żeby porozmawiać z Moniką. Ubzdurał sobie, że jak zaproponuje zaręczyny, to może przekona wybrankę. W kuchni w tym czasie byli ojciec dziewczyny z niepełnosprawnym przyjacielem, Edwardem C. (+63 l)., którym się opiekował. Gdy pan Mieczysław zobaczył go w progu, kazał mu się wynosić i dać spokój córce. Intruz ani myślał tego robić. Ubzdurał sobie, że zamiast za niego, rodzice chcą wydać za mąż za siedzącego w kuchni 63-latka. Jego krzyki usłyszała gospodyni, weszła i też chciała wyrzucić z domu nachalnego zalotnika. To rozwścieczyło Wiesława S. Chwycił ze stołu kuchenny nóż. Zrobił krok w kierunku gospodyni i ugodził w ją brzuch. Polała się krew, doszło do szarpaniny.

Napastnik zamachnął się drugi raz na mdlejącą kobietę, ale w jej obronie stanął Edward C. - Chociaż był bardzo chory na nogi, zrobił wszystko, by odciągnąć napastnika – relacjonował "Super Expressowi" mąż kobiety. - Zaraz i ja rzuciłem się na łobuza. W całym tym rozgardiaszu pchnął nożem w szyję kolegę. Ten padł, uciskał ranę, a między jego palcami tryskała krew. Mnie też dosięgnął nóż, ale ostrze o milimetry ominęło tętnicę. Pobiegłem po pomoc, a Wiesław S. zwiał – dodawał. Jego ranna żona i kolega trafili do szpitala. Kobieta przeszła operację ratującą życie. 63-latek niestety zmarł.

"Ubzdurał sobie, że zaleca się do córki"

- Ten bandzior zabił mojego najlepszego przyjaciela, bo ubzdurał sobie, że zaleca się do mojej córki. Przecież Edek C. był za stary dla Moniki, która ma dopiero 23 lata – ocierał łzy Mieczysław K.

Zanim policja zatrzymała krwawego zalotnika, chodził po wsi i wykrzykiwał, że teraz rozprawi się z niewdzięczna Moniką. - Bałam się wychodzić z domu - opowiadała 23-latka. - Ja nie chciałam go znać, nigdy nawet nie pomyślałam żeby się z nim związać. Przez jego szaleństwo mama straciła zdrowie, a Bogu ducha winny człowiek, życie - mówiła wstrząśnięta.

Wiesław S. stanął przed sądem i został skazany na 15 lat więzienia. Dostał też zakaz zbliżania się do domu rodziny niedoszłej wybranki.

Galeria ze zdjęciami: Tragedia na Mazowszu. Przez chorą fascynację jedna osoba zginęła, a dwie zostały ranne

Pokój Zbrodni - Zabił ekspedientkę

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki