Sebastian miał tylko 14 lat, Anielka i Jaś byli jeszcze młodsi. Maszyniści wprost: „My też chcemy wracać do domu”

Na przejazdach kolejowych często wystarczy kilka sekund, żeby doszło do tragedii. Samochód może zatrzymać się niemal w miejscu, pociąg potrzebuje na to setek metrów. Przy prędkości około 160 km/h jego droga hamowania może wynosić nawet 1500 metrów. Maszynista może zacząć hamować natychmiast, ale jeśli samochód znajdzie się na torach zbyt blisko, na uniknięcie zderzenia może już nie być szans. Maszyniści pokazali reporterowi „Super Expressu”, jak wygląda taka sytuacja z kabiny pociągu i co dzieje się, gdy samochód pojawi się na torach. − Lepiej zatrzymać się, rozejrzeć cztery razy, lepiej spóźnić się 5 minut, ale wrócić do domu. My też chcemy wracać do domu − mówi maszynistka Kinga Antoniak.

W Many została tablica: „Aniołki, pamiętamy o was”

Wczesny poranek. Jest zimno, mgliście i cicho. W Manach (pow. piaseczyński) droga gruntowa przecina tory kolejowe. Nie ma tutaj rogatek ani sygnalizacji świetlnej. Jest znak STOP i krzyż św. Andrzeja. To przejazd kategorii D.

Obok torów stoi tablica. „Aniołki, pamiętamy o was” − napis przypomina o tragedii, która wydarzyła się tutaj kilka lat temu. W grudniu 2021 roku przez ten przejazd przejeżdżała ciężarna Angelika. W samochodzie była także jej dwuletnia córka Anielka. Kobieta była w ciąży, jej nienarodzonemu synkowi nadano imię Jaś. Samochód zderzył się z pociągiem. Angelika, Anielka i nienarodzone dziecko zginęli. Przeżył mąż.

Podobnych miejsc są w Polsce setki. Dane PKP Polskich Linii Kolejowych pokazują jednak, że liczba przejazdów kategorii D w ostatnich latach wyraźnie się zmniejszyła. Jeszcze kilka lat temu było ich prawie 7 tys. Na koniec ubiegłego roku zostało około 4,3 tys. To wciąż jednak tysiące miejsc, w których kierowca musi sam zatrzymać samochód, rozejrzeć się i upewnić, że po torach nie nadjeżdża pociąg.

I właśnie tam najłatwiej o błąd, który może kosztować życie.

30 sierpnia 2026 roku na niestrzeżonym przejeździe przy ul. Kolejowej w Jarzębiej Łące (pow. wołomiński) doszło do kolejnej tragedii. Pociąg relacji Ostrołęka−Tłuszcz zderzył się ze skuterem, którym jechali 14-letni Sebastian i 13-letnia Wiktoria. Chłopiec zginął, a ciężko ranną dziewczynkę zabrał śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Bliscy Sebastiana wskazywali później, że przejazd powinien być lepiej zabezpieczony.

Na kolejny dramat niestety nie trzeba było długo czekać. Zaledwie kilka dni później do tragicznego zdarzenia doszło w Sokolnikach Suchych (pow. przasnyski). Pociąg PKP Intercity zderzył się tam z ciężarówką. Skład wykoleił się, poważnie uszkodzone zostały lokomotywa i pierwsze wagony. Jedna z pasażerek zmarła później w szpitalu. Prokuratura zabezpieczyła nagrania z kamer lokomotywy oraz dane z rejestratorów. Sprawdzane jest również, czy kierowca ciężarówki hamował przed przejazdem. Śledczy badają wszystkie okoliczności zdarzenia.

Maszynista widzi samochód i wie, że może być już za późno

Reporter „Super Expressu” miał okazję zobaczyć, jak do takich sytuacji przygotowują się maszyniści PKP Intercity. Jednym z najważniejszych elementów szkolenia są symulatory. PKP Intercity ma siedem takich urządzeń. Dwa znajdują się w Warszawie na Olszynce Grochowskiej, a kolejne w Gdyni, Poznaniu, Wrocławiu, Katowicach i Krakowie.

Spółka ma ponad 1700 aktywnych maszynistów i osób szkolących się w tym zawodzie. Ponad 300 osób jest obecnie na etapie szkolenia. Cały cykl przygotowania do samodzielnej pracy trwa niemal dwa lata, a praktyka pod nadzorem to blisko tysiąc godzin.

Na symulatorze można przejechać tysiące kilometrów tras odwzorowanych na podstawie prawdziwej infrastruktury. Są perony, sygnały, rozjazdy, przejazdy kolejowe i sytuacje, których maszynista nigdy nie może wykluczyć.

Sebastian Sołański, maszynista
Sebastian Sałański, maszynista

Raz w roku każdy maszynista musi przejść szkolenie na symulatorze − tłumaczy Sebastian Sałański, maszynista i instruktor. Na ekranie może pojawić się samochód stojący na torach, ciężarówka, ciągnik, pieszy, pracownik kolei albo zwierzę. Może pojawić się nawet fortepian. − Nie ma tutaj oceny na zasadzie „zdane” albo „niezdane”. Jeżeli ktoś popełnia dużo błędów, musi ponownie przećwiczyć daną sytuację − wyjaśnia Sałański.

Symulator
Autor: Archiwum prywatne

Jedno z ćwiczeń jest bardzo proste. Pociąg jedzie, a na przejeździe nagle pojawia się samochód. Maszynista nie ma możliwości skręcenia. Może rozpocząć hamowanie awaryjne, użyć sygnału „baczność”, poinformować dyspozytora i zrobić wszystko, co przewidują procedury. Nie może jednak zrobić tego, co zrobiłby kierowca samochodu. Nie odbije nagle w bok. Nie zjedzie na pobocze. Nie ominie przeszkody.

Kinga Antoniak, maszynistka
Kinga Antoniak, maszynistka

Przy prędkości około 160 km/h droga hamowania może wynosić nawet 1500 metrów, w zależności od masy pociągu − mówi Kinga Antoniak, maszynistka z półrocznym stażem.

To oznacza, że kiedy kierowca widzi pociąg znajdujący się jeszcze pozornie daleko, sytuacja z kabiny może wyglądać zupełnie inaczej. Antoniak podczas jazdy zwraca uwagę na wszystko, co dzieje się przy torach. Kiedy zauważy samochód w niebezpiecznym miejscu, pierwszą reakcją jest hamowanie i sygnał ostrzegawczy.

Mamy dużo instrukcji bezpieczeństwa. Dyspozytorzy też nas obserwują, mamy sygnalizację, ale zawsze może wydarzyć się coś nieprzewidzianego − opowiada. Maszynistka nie zgadza się także ze sformułowaniem, że „pociąg wjeżdża w ludzi”. − Pociąg wjeżdża w ludzi? Nie. Ludzi nie powinno być na torach − mówi.

I właśnie ten brak możliwości manewru jest jednym z największych problemów. Pociąg jedzie po wyznaczonym torze. Jeżeli człowiek albo samochód pojawi się przed nim, maszynista może próbować zatrzymać skład, ale fizyki nie da się oszukać.

„Rogatkę wyłamać. To będzie rysa na masce”

Sebastian Sałański podczas szkolenia pokazuje również sytuację, która może uratować życie kierowcy. Samochód wjeżdża na przejazd, a w tym momencie zaczynają opadać rogatki. Co zrobić? Nie próbować czekać. Nie szukać miejsca, w którym można przeczekać przejazd pociągu. − Proszę wrzucić jedynkę, wcisnąć gaz i tę rogatkę wyłamać. Ona nie uszkodzi mocno samochodu. To będzie rysa na masce − mówi maszynista. I dodaje: − To lepiej zapłacić 2000 zł mandatu i żyć, czy nie zapłacić mandatu i zginąć na przejeździe?

To samo dotyczy sytuacji, gdy kierowca widzi czerwone światło albo znak STOP. Na przejeździe kategorii D nie ma rogatek, które fizycznie zatrzymają samochód. O bezpieczeństwie w pierwszej kolejności decyduje więc zachowanie człowieka. I właśnie, władze PLK podkreślają, że około 99 proc. wypadków na przejazdach jest związanych z nieprawidłowym zachowaniem kierowców. Wśród najczęstszych przyczyn spółka wymienia omijanie półrogatek, ignorowanie znaku STOP, czerwonego migającego światła oraz wjazd na przejazd bez możliwości opuszczenia go po drugiej stronie torów.

Nie oznacza to jednak, że zarządca infrastruktury nie sprawdza samego przejazdu.

Anna Znajewska-Pawluk, rzecznik prasowa PKP Polskich Linii Kolejowych, przekazała „Super Expressowi”, że po każdym wypadku na miejscu pracuje komisja kolejowa.

Po każdym zdarzeniu przeprowadzana jest szczegółowa analiza warunków technicznych przejazdu, widoczności oraz organizacji ruchu − przekazała rzeczniczka, jak słyszymy, sprawdzane są również ukształtowanie terenu, stan infrastruktury drogowej i kolejowej oraz inne czynniki, które mogą mieć wpływ na bezpieczeństwo.

O kategorii przejazdu decydują jednak przepisy prawa. Jednym z podstawowych kryteriów jest tzw. iloczyn ruchu, czyli natężenie ruchu kolejowego i drogowego. − Decyzja o zmianie kategorii przejazdu nie zależy wyłącznie od liczby wypadków. Kluczowe znaczenie mają warunki techniczne i możliwość bezpiecznego przekroczenia przejazdu przez kierowców − wyjaśnia Anna Znajewska-Pawluk.

82 wypadki na przejazdach kat. D w osiem miesięcy

Liczby pokazują, że problem nie dotyczy pojedynczych miejsc.

  • W 2020 roku na przejazdach kategorii D doszło do 96 wypadków z udziałem pieszych i pojazdów. Zginęło 21 osób, a 9 zostało ciężko rannych.
  • W 2021 roku odnotowano 124 wypadki. Zginęły 24 osoby, a 10 zostało ciężko rannych.
  • W 2022 roku doszło do 90 wypadków. Zginęło 15 osób, a 15 zostało ciężko rannych.
  • W 2023 roku było 108 wypadków, 13 osób zginęło, a 17 zostało ciężko rannych.
  • W 2024 roku odnotowano 94 wypadki. Zginęło 18 osób, a 8 zostało ciężko rannych.
  • W 2025 roku doszło do 100 wypadków. Zginęło 15 osób, a 15 zostało ciężko rannych.
  • A od początku 2026 roku do 31 sierpnia wydarzyły się już 82 wypadki. Zginęło 14 osób, a 13 zostało ciężko rannych.

PLK wskazują też konkretne miejsca, w których w ostatnich latach dochodziło do powtarzających się zdarzeń. W Nowej Wsi Ełckiej (pow. ełcki) na linii kolejowej nr 219 Pisz−Ełk Towarowy odnotowano sześć wypadków. W Borkowicach (pow. koszaliński) na linii nr 402 Mścice−Ustronie Morskie doszło do pięciu zdarzeń.

Spółka nie ogranicza się jednak tylko do miejsc, w których już wydarzyła się tragedia. Analizowane są również przejazdy wskazywane przez maszynistów. − Ich obserwacje są szczególnie cenne, ponieważ na co dzień prowadzą pociągi i dobrze znają warunki panujące na poszczególnych liniach − mówi rzeczniczka PLK. Przykładem są przejazdy na linii kolejowej nr 27 na odcinku Nasielsk−Sierpc, które zostały objęte analizą m.in. po zgłoszeniach maszynistów Kolei Mazowieckich.

Tysiące przejazdów mają dostać nowe zabezpieczenia

Jak już wspominaliśmy, liczba przejazdów kategorii D z roku na rok się zmniejsza. Kilka tysięcy przejazdów zostało przekwalifikowanych do wyższych kategorii, przede wszystkim B i C. Planowane są kolejne zmiany. − Według obecnych szacunków w ciągu najbliższych pięciu lat około 1300 przejazdów może otrzymać wyższą kategorię zabezpieczenia − przekazała Anna Znajewska-Pawluk. To jednak nie wszystko. Około 3 tys. przejazdów kategorii D ma zostać wyposażonych w aktywne znaki drogowe lub inne elementy poprawiające bezpieczeństwo, takie jak progi zwalniające.

PLK prowadzą już pilotaż aktywnych, podświetlanych znaków B-20 „STOP”. Do programu wytypowano 85 przejazdów w województwach pomorskim i warmińsko-mazurskim. Spółka chce sprawdzić, czy takie rozwiązanie poprawi zachowanie kierowców. Ale nawet najlepiej wyposażony przejazd nie daje kierowcy prawa do przejechania na czerwonym świetle czy ominięcia zamkniętej rogatki.

Robert Jędrzejczak, maszynista
Robert Jędrzejczak, maszynista

Robert Jędrzejczak, który pracuje na kolei od 2008 roku, wie o tym również z własnego doświadczenia. Miał w swojej pracy zdarzenie z udziałem człowieka. Po takich sytuacjach maszynista może skorzystać z pomocy psychologicznej, a spotkania z psychologiem są także elementem okresowych szkoleń. Bo dla człowieka siedzącego w kabinie takie zdarzenie nie kończy się w momencie zatrzymania pociągu. Maszynista musi potem wrócić do kabiny i znów prowadzić skład.

Kinga Antoniak, pomimo tego, że jest maszynistką od niedawna, to też już zdążyła przekonać się, jak szybko na torach może dojść do sytuacji, której nie da się cofnąć. Dlatego kiedy mówi o przejazdach kolejowych, nie zaczyna od mandatu ani od przepisów.

Lepiej zatrzymać się, rozejrzeć cztery razy, lepiej spóźnić się 5 minut, ale wrócić do domu. My też chcemy wracać do domu − podsumowuje.

Sonda
Czy jechaliście w tym roku pociągiem?
Sebastian miał tylko 14 lat, Anielka i Jaś byli jeszcze młodsi. Zginęli w potwornych wypadkach na torach

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki