Zagroził zamachem, jeżeli żona nie wróci do domu. Zgłosił fałszywy alarm bombowy

2026-11-02 10:51

Zadzwonił pod numer alarmowy i zagroził użyciem materiałów wybuchowych w bloku mieszkalnym. Postawił przy tym jeden warunek: jego żona miała wrócić do domu. Ostrołęccy policjanci potraktowali zgłoszenie śmiertelnie poważnie. W niespełna godzinę ustalili tożsamość i adres 36-letniego autora telefonu. Tłumaczenie, że „to tylko żarty” nie uratuje mężczyzny przed surową karą.

Niebieski kogut policyjny na dachu radiowozu na tle bloków. O fałszywym alarmie bombowym w Ostrołęce przeczytasz na SE.
Autor: Roix/ Shutterstock

Albo przywiozą mu żonę, albo wysadzi blok

Do tego dziwnego zdarzenia doszło w środę, 28 października, na terenie Ostrołęki. Mężczyzna skontaktował się z numerem alarmowym i przekazał, że może posiadać materiały wybuchowe. Zapowiedział, że doprowadzi do ich detonacji w jednym z budynków wielorodzinnych.

Niedoszły zamachowiec postawił przy tym policji jeden warunek, i wcale nie chodziło o milion dolarów i samolot podstawiony pod klatkę schodową. Służby miały bowiem... skłonić żonę do powrotu do domu. Mundurowi nie zlekceważyli zgłoszenia i bardzo szybko namierzyli autora tych gróźb.

Przeczytaj także: "Tylko trzy piwka". Auto wylądowało na drzewie. Zdjęcia mówią wszystko

- Policjanci natychmiast rozpoczęli działania, aby ustalić, tożsamość mężczyzny oraz miejsce jego zamieszkania. W niespełna godzinę ustalono jego miejsce zamieszkania. Okazało się, że autorem telefonu był 36-latek - komentuje w rozmowie z reporterem „Super Expressu” nadkom. Tomasz Żerański, oficer prasowy KMP w Ostrołęce.

Jak udało się nieoficjalne ustalić w rozmowie z policjantami, mężczyzna oczekiwał, że patrol przywiezie żonę ze spotkania z rodziną.

Morderca wrócił na miejsce zbrodni

Pirotechnicy przeszukali mieszkanie

Specjaliści dokładnie sprawdzili lokal pod kątem obecności materiałów wybuchowych i innych niebezpiecznych substancji. Niczego takiego nie znaleźli. Nie było zatem rzeczywistego zagrożenia eksplozją.

Podczas interwencji 36-latek przyznał, że przekazana przez niego informacja była nieprawdziwa.

- Mężczyzna tłumaczył, że był to głupi żart - dodaje nadkom. Żerański.

Przeczytaj także: Czy katolik może kontaktować się ze zmarłymi? Kościół nie tylko nie zabrania, ale wręcz zachęca

„Dowcip” zakończył się w policyjnej celi

Wyjaśnienie o żarcie nie uchroniło mężczyzny przed zatrzymaniem. Policjanci przewieźli 36-latka do pomieszczenia dla osób zatrzymanych. Następnie przedstawiono mu zarzut wywołania fałszywego alarmu.

Chodzi o przekazanie fałszywej informacji o zagrożeniu dla życia lub zdrowia wielu osób albo mienia w znacznych rozmiarach, która spowodowała działania służb. Za taki czyn grozi od sześciu miesięcy do ośmiu lat pozbawienia wolności.

Wobec mężczyzny zastosowano środek zapobiegawczy w postaci dozoru policji. O jego dalszym losie zadecyduje sąd.

Przeczytaj także: Ktoś podpalił dom sołtysa. Z dziećmi uciekali przez okno w środku nocy

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI