Warszawa wstrząśnięta śmiertelnym wypadkiem na Grochowskiej. W miejscu tragedii zapłonęły znicze
Okoliczni mieszkańcy są wstrząśnięci tragedią, jaka rozegrała się w poniedziałkowe popołudnie. Na skrzyżowaniu ulicy Zamienieckiej i Grochowskiej na Pradze-Południe nagle rozległ się głośny huk. Sekundę później rozpędzone auto dachowało, miażdżąc ludzi na chodniku. Po chwili w okolicy placu Szembeka zaroiło się od służb. Straż pożarna, karetki pogotowia, policja, strażnicy miejscy - ich samochody mknęły na sygnale jeden po drugim. Na placu wylądował nawet śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Mimo sprawnej akcji ratunkowej życia ciężko rannego chłopca nie udało się ocalić. – To straszne, że zginęło takie małe dziecko. Współczujemy rodzinie – mówią nam spotkani na miejscu przechodnie. Wszyscy są poruszeni. Wieczorem w miejscu wypadku ludzie zapalili pierwsze znicze.
Polecany artykuł:
Emocji nie kryje też prezydent miasta. - Jestem wstrząśnięty tragicznym zdarzeniem, do którego doszło na Pradze-Południe. Nie ma odpowiednich słów by wyrazić współczucie dla rodziny 5-latka, który w wyniku odniesionych obrażeń zmarł w szpitalu. Łączę się w bólu z najbliższymi chłopca. Liczę na sprawne ustalenie dokładnych przyczyn tragicznego wypadku i ukaranie sprawców. A jako prezydent miasta zobowiązuję się do dalszego konsekwentnego działania na rzecz zwiększania bezpieczeństwa wszystkich uczestników ruchu na ulicach Warszawy - napisał Rafał Trzaskowski na platformie X
Śmiertelny wypadek na Grochowskiej. Jak do niego doszło?
Funkcjonariusze Komendy Stołecznej Policji przekazali w dniu wypadku swoje ustalenia. Policja twierdzi, że do tragedii doszło, bo kierująca Fordem 28-latka, wykonując manewr skrętu w lewo, nie ustąpiła pierwszeństwa nadjeżdżającej ulicą Grochowską Toyocie. Kierowcy obu samochodów byli badani przez załogi karetek pogotowia. Byli trzeźwi, jednak prokurator podjął decyzję o ich zatrzymaniu. Teraz śledczy zajmą się ustaleniem szczegółów zdarzenia.
W wyniku wypadku poszkodowane zostały cztery osoby, w tym 5-letni chłopiec. Na miejsce natychmiast wezwano służby ratunkowe, jednak mimo wysiłków lekarzy i półgodzinnej reanimacji życia dziecka nie udało się uratować. Trzy kobiety, które również zostały ranne w zdarzeniu, otrzymały pomoc w szpitalu.