Zginął mały chłopiec. W miejscu tragedii zapłonęły znicze. Warszawa wstrząśnięta wypadkiem na Grochowskiej

Śmiertelny wypadek przy placu Szembeka na warszawskim Grochowie wstrząsnął mieszkańcami miasta. 19 stycznia na skrzyżowaniu doszło do wypadku, po którym osobowa toyota runęła na ludzi stojących w pobliżu przejścia dla pieszych. Wśród nich był mały chłopiec, którego nie udało się ocalić. W miejscu tragedii zapłonęły znicze.

Warszawa wstrząśnięta śmiertelnym wypadkiem na Grochowskiej. W miejscu tragedii zapłonęły znicze

Okoliczni mieszkańcy są wstrząśnięci tragedią, jaka rozegrała się w poniedziałkowe popołudnie. Na skrzyżowaniu ulicy Zamienieckiej i Grochowskiej na Pradze-Południe nagle rozległ się głośny huk. Sekundę później rozpędzone auto dachowało, miażdżąc ludzi na chodniku. Po chwili w okolicy placu Szembeka zaroiło się od służb. Straż pożarna, karetki pogotowia, policja, strażnicy miejscy - ich samochody mknęły na sygnale jeden po drugim. Na placu wylądował nawet śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Mimo sprawnej akcji ratunkowej życia ciężko rannego chłopca nie udało się ocalić. – To straszne, że zginęło takie małe dziecko. Współczujemy rodzinie – mówią nam spotkani na miejscu przechodnie. Wszyscy są poruszeni. Wieczorem w miejscu wypadku ludzie zapalili pierwsze znicze.

Wypadek na autostradzie A4

Emocji nie kryje też prezydent miasta. - Jestem wstrząśnięty tragicznym zdarzeniem, do którego doszło na Pradze-Południe. Nie ma odpowiednich słów by wyrazić współczucie dla rodziny 5-latka, który w wyniku odniesionych obrażeń zmarł w szpitalu. Łączę się w bólu z najbliższymi chłopca. Liczę na sprawne ustalenie dokładnych przyczyn tragicznego wypadku i ukaranie sprawców. A jako prezydent miasta zobowiązuję się do dalszego konsekwentnego działania na rzecz zwiększania bezpieczeństwa wszystkich uczestników ruchu na ulicach Warszawy - napisał Rafał Trzaskowski na platformie X

Śmiertelny wypadek na Grochowskiej. Jak do niego doszło?

Funkcjonariusze Komendy Stołecznej Policji przekazali w dniu wypadku swoje ustalenia. Policja twierdzi, że do tragedii doszło, bo kierująca Fordem 28-latka, wykonując manewr skrętu w lewo, nie ustąpiła pierwszeństwa nadjeżdżającej ulicą Grochowską Toyocie. Kierowcy obu samochodów byli badani przez załogi karetek pogotowia. Byli trzeźwi, jednak prokurator podjął decyzję o ich zatrzymaniu. Teraz śledczy zajmą się ustaleniem szczegółów zdarzenia.

W wyniku wypadku poszkodowane zostały cztery osoby, w tym 6-letni chłopiec. Na miejsce natychmiast wezwano służby ratunkowe, jednak mimo wysiłków lekarzy i półgodzinnej reanimacji życia dziecka nie udało się uratować. Trzy kobiety, które również zostały ranne w zdarzeniu, otrzymały pomoc w szpitalu.

Najważniejsze numery alarmowe. Czy znasz je na pamięć? Ten QUIZ może kiedyś uratować ci życie
Pytanie 1 z 10
999 – co to za numer?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki