Tragiczny wypadek pociągu w Woli Bierwieckiej
Dramat rozegrał się 14 lutego na stacji w Woli Bierwieckiej w gminie Jedlińsk. Dominik podróżował z mamą pociągiem. Gdy skład zatrzymał się na stacji, nastolatek wysiadł, żeby pomóc jednej z pasażerek wyprowadzić z pociągu wózek. Kiedy chciał wrócić do wagonu, wydarzyło się coś strasznego. Drzwi zamknęły się i przytrzasnęły jego rękę. Chłopak znalazł się między peronem a pociągiem, a po chwili wpadł pod ruszający skład. Pociąg zatrzymał się dopiero po przejechaniu kilkudziesięciu metrów, gdy jeden z pasażerów użył hamulca bezpieczeństwa.
Świadkowie tragedii do dziś mają przed oczami dramatyczne sceny.
− Usłyszałem krzyk chłopaka: „Stój, stój!”. I krzyk z bólu − opowiada pan Jan w rozmowie z TVN, świadek wypadku. Świadek mówi też, co się działo tuż po tragedii: − Usłyszałem krzyk rozpaczy kobiety, która na torowisku podtrzymywała głowę syna. Lewa noga była praktycznie całkowicie odcięta. Ręka pokiereszowana, prawa noga również w nienaturalny sposób powykręcana − opisuje dalej.
Dominik doznał bardzo ciężkich obrażeń. Stracił część prawej dłoni, fragment prawej stopy oraz całą lewą nogę. Najpierw trafił do szpitala w Radomiu, a później został przewieziony do specjalistycznej placówki w Warszawie. Lekarze przeprowadzili wielogodzinną operację i wprowadzili go w śpiączkę farmakologiczną. Jeszcze pod koniec lutego jego stan określano jako bardzo ciężki.
Rodzina przeżyła prawdziwy koszmar. − To był zwykły dzień, sobota, syn pojechał z małżonką pociągiem do miasta, by tam spędzić wolny czas. Za jakiś czas małżonka do mnie dzwoni i mówi: „Dominik chyba nie żyje”. Dla mnie to było jak koniec świata − mówi pan Dariusz, ojciec nastolatka.
Teraz pojawiła się nadzieja. Dominik został wybudzony ze śpiączki i rozpoznał bliskich. To pierwszy tak wyraźny przełom od chwili wypadku. Rodzina podkreśla jednak, że na ostateczne rokowania jest jeszcze za wcześnie.
Śledztwo prokuratury po wypadku kolejowym
Sprawą zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Radomiu. Śledczy badają, jak doszło do tragedii. Zabezpieczono monitoring, dokumentację i materiały ze zdarzenia, a także sprawdzany jest stan techniczny pociągu. Na razie nikt nie usłyszał zarzutów.
Tymczasem bliscy 17-latka skupiają się na jednym, by Dominik wrócił do zdrowia. Jak mówią, przed nim długa i trudna walka.
Źródło: TVN