Zostawiła 3-letnią Emilkę w domu i poszła imprezować. Dziecko nie przeżyło. "Ropne zapalenie płuc"

3-letnia Emilka, dziecko z niepełnosprawnością, sama w mieszkaniu bez opieki. Jej matka, Klaudia G., bawiła się w tym czasie z ukochanym nad morzem. Młoda kobieta nie ukrywała, że nie zajmowała się córeczką należycie. Zamiast otoczyć ją opieką i miłością, niejednokrotnie znikała z domu na wiele godzin, często nie wracała na noc, bawiąc się ze znajomymi w klubach. W tym czasie 3-letnia Emilka siedziała sama w czterech ścianach, bez żadnej opieki. W wyniku licznych zaniedbań, któregoś razu dziewczynka ostatecznie zmarła.

Posiadanie dziecka to wielka odpowiedzialność i poświęcenie, ale jako poświęcenie nie powinno być przez rodziców traktowane. Wielka troska, miłość i opieka to absolutne minimum, którym trzeba otoczyć maleństwo. Nie każdy posiada w sobie te odruchy, nie każdy chce mieć dzieci - jest to oczywiście normalne i zrozumiałe. Mało tego, jak pokazuje nam wiele spraw kryminalnych w Polsce, nie każdy te dzieci w ogóle powinien mieć. Klaudia G., 26-letnia mieszkanka Siedlec, była matką małej Emilki, która urodziła się z niepełnosprawnością, więc wymagała szczególnej opieki i jeszcze większej uwagi, tak bardzo koniecznej przy każdym maluchu. 3-latka miała wiele schorzeń, nie potrafiła chodzić, ani komunikować się. Mimo tego jej mama zdawała się nie czuć powagi sytuacji i roli, którą musiała na siebie przyjąć. W nocy z 1 na 2 sierpnia 2024 roku jej drastyczne zaniedbania względem 3-letniej wówczas córki wyszły na światło dzienne. Niestety, w najgorszy możliwy sposób, bo w krytycznym momencie życia dziecka.

"Dziecko nie żyje". O sprawie policję poinformowała nie matka Emilki, tylko jej koleżanka

Dyżurny policji odebrał telefon od roztrzęsionej kobiety, która poinformowała go, że w mieszkaniu przy ulicy Wyszyńskiego w Siedlcach znajduje się dziecko, które nie oddycha. - Dziecko nie żyje - miała powiedzieć osoba, która wykonała telefon na numer alarmowy. Nie była to Klaudia G., matka Emilki, tylko jej koleżanka. To ona postanowiła zawiadomić służby, gdy zobaczyła stan dziewczynki. Na miejsce natychmiast przyjechali mundurowi, a chwilę później załoga pogotowia ratunkowego. Lekarz natychmiast przystąpił do reanimacji Emilki, ale było już za późno. Dziewczynki nie udało się uratować.

Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni

Funkcjonariusze od początku nie wierzyli w teorię, jakoby zgon dziecka nastąpił niespodziewanie, bez udziału osób trzecich. Sam wygląd 3-latki sprawiał, że nabrali podejrzeń, co do przyczyn jej śmierci. Podczas prowadzonych czynności policjanci zapisali w notatkach, że dziewczynka była skrajnie zaniedbana i wychudzona. Zdaniem prokuratury, która zaangażowała się później w tę sprawę, do śmierci 3-latki przyczyniła się jej własna matka. 26-letnia Klaudia G. miała niejednokrotnie pozostawiać maleństwo bez żadnej opieki w mieszkaniu, a sama znikała na wiele godzin, często nie wracała na noc, bawiąc się ze znajomymi w klubach.

Kiedy została aresztowana, przyznała podczas przesłuchania, że w niewłaściwy sposób opiekowała się swoim dzieckiem. Potwierdziła, że faktycznie córeczka była niedożywiona, ale nie ujawniono, dlaczego Klaudia G. doprowadziła ją do takiego stanu. W kolejnym etapie śledztwa okazało się, że kobieta po prostu odmówiła składania wyjaśnień, mimo przyznania się do winy.

W marcu 2025 roku, ponad pół roku od tragicznych wydarzeń, upubliczniono wyniki pracy biegłych sądowych, którzy stwierdzili, że bezpośrednią przyczyną śmierci Emilki było nieleczone, ropne zapalenie płuc. - Było ono spowodowane wyniszczeniem organizmu poprzez niedobory pokarmowe, brak opieki matki i jej reakcji na rozwijającą się chorobę dziecka – przekazała „Super Expressowi” Katarzyna Wąsak, szefowa Prokuratury Rejonowej w Siedlcach.

Znęcanie się nad dzieckiem z niepełnosprawnościami. 3-letnia Emilka konała w samotności

Prokuratura postawiła Klaudii G. zarzuty znęcania się nad osobą nieporadną ze względu na stan zdrowia oraz spowodowanie śmierci dziewczynki. Zdaniem mieszkańców bloku, którzy sąsiadowali z kobietą, ta powinna otrzymać najwyższy możliwy wymiar kary, czyli dożywocie, ponieważ doprowadziła do śmierci dziecka w straszliwych męczarniach. Z ustaleń śledczych wynika, że kiedy 3-letnia Emilka konała w samotności, bez jedzenia i picia, a więc głodna, chora i bez opieki, jej matka bawiła się z nowym partnerem nad morzem. Imprezowała z mężczyzną i nie wracała do domu nawet przez kilkadziesiąt godzin.

Czytaj także:  Krystyna zabiła dzieci, poderżnęła im gardła i podcięła swoje żyły. Makabra! "Chciała się zemścić"

Prokuratura Rejonowa w Siedlcach ustaliła, że 26-latka nie tylko nie dbała o swoje dziecko, ale też celowo je izolowała, nie zapewniała jedzenia, picia, leków ani opieki lekarskiej. Emilka miała zdiagnozowaną padaczkę i wymagała stałej rehabilitacji, której również nie otrzymywała.

− Prokurator uzyskał opinię zespołu biegłych lekarzy, w treści której wskazano, że bezpośrednią przyczyną zgonu Emilii było nieleczone ropne zapalenie płuc, przy czym podłożem do rozwinięcia się zapalenia płuc było skrajne wyniszczenie organizmu dziecka. Stan dziewczynki skutkujący jej zgonem, spowodowany był długotrwałym brakiem właściwej opieki, w tym skrajnie nieprawidłowym sposobem żywienia, zarówno pod względem ilościowym, jak i jakościowym − precyzowała prokurator Krystyna Gołąbek z Prokuratury Okręgowej w Siedlcach. Równocześnie biegli wykluczyli, by zgon dziecka nastąpił w wyniku jakiegoś urazu mechanicznego.

Lekarze, zajmujący się Emilką, byli wstrząśnięci jej stanem zdrowia. Dziecko było niedożywione, miało przykurcze mięśni, odleżyny i liczne zmiany skórne na ciele. Ropne zapalenie płuc mogło się u niej rozwijać przez wiele dni, a nawet tygodni, ignorowane przez Klaudię G.

- Zagłodzenie to jest proces, stopniowe umieranie, i myślę, że był to okropny ból i cierpienie. Mamy tutaj małe, niepełnosprawne dziecko, które jest poza systemem szkolnym czy przedszkolnym. Jest właściwie zdane tylko na bliskich: sąsiadów, rodzinę i mamę. Mamę, która jest w sytuacji rozwodowej, czyli kryzysowej. Wówczas nigdy nie wiemy, jaki mechanizm uruchomi się w człowieku i do jakich okrucieństw jest zdolny. Rozwód na pewno jest silnym bodźcem stresowym – komentowała w programie „Uwaga! TVN” Izabela Owczaruk z Fundacji Wspierania Rodzin „Korale”. Zdaniem ekspertów, w tej konkretnej sprawie zabrakło rozwiązań systemowych z lokalnego środowiska. - Myślę, że wtedy byłoby to do wychwycenia, ponieważ zagłodzenie dziecka nie odbywa się w trzy godziny czy nawet tydzień, tylko dłużej – dodawała Izabela Owczaruk. Niestety, mimo licznych apeli o reagowanie, w tej sprawie również zabrakło czynnika ludzkiego.

Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.

Wymiar kary, który wywołał społeczne oburzenie. "To jest śmiech na sali"

17 kwietnia 2025 roku do sądu w Siedlcach trafił akt oskarżenia przeciwko wyrodnej matce. Prokuratura nie mogła jej jednak postawić zarzutu zabójstwa, a przestępstwo znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad osobą nieporadną zagrożone jest karą tylko do 10 lat więzienia. To i tak więcej, niż początkowe zagrożenie karą do pięciu lat więzienia, ale wysokość maksymalnego wyroku oburzyła opinię publiczną. - Dziesięć lat za zagłodzenie małego dziecka na śmierć. To jest śmiech na sali – piszą internauci w mediach społecznościowych. Obwiniają też sąsiadów i bliskich dziecka, którzy nie zauważyli jego dramatu w porę, choć rozgrywał się praktycznie na ich oczach. - Jak można się nie zorientować, że 3-letnie dziecko co chwilę zostaje samo w domu, na wiele godzin? Nie wierzę, że siedziała cichutko w pokoju – pytała jedna z kobiet.

Zobacz również:  Beata rodziła dzieci i czekała, aż umrą. Kilkoro udusiła pępowiną. Pięć malutkich ciał w Hipolitowie

A co z biologicznym ojcem dziewczynki? Wiadomo, że Klaudia G. związała się z nowym partnerem, a z poprzednim się rozstała. Po rozwodzie przeprowadziła się z domu rodzinnego, oddalonego od Siedlec o zaledwie osiem kilometrów, do mieszkania w bloku przy ulicy Wyszyńskiego. W swoich zeznaniach Klaudia G. twierdziła, że ojciec Emilki posiada pełnię praw rodzicielskich, lecz nigdy nie interesował się córką, a jego zaangażowanie w wychowanie kończyło się na płaceniu alimentów. On jednak zeznał, że kobieta utrudniała mu kontakty z dzieckiem.

W mediach głos zabrał także dziadek Emilki, ojciec Klaudii G. - Dla nas to też jest tragedia. Jesteśmy w totalnym szoku, nie wiedzieliśmy, że Emilka była zaniedbywana. Nie chcę więcej komentować, ale proszę mi uwierzyć, że też jest nam teraz bardzo ciężko - podsumował mężczyzna w rozmowie z dziennikarzami Wirtualnej Polski. Niedługo po tragedii, 30 września 2024 roku, w Siedlcach za zgodą taty dziewczynki ojcowie zorganizowali Marsz Pamięci i Marsz Sprzeciwu ku pamięci Emilki. Pojawiło się sporo osób, którym leży na sercu dobro najmłodszych. Wcześniej chcieli udać się na pogrzeb dziecka, ale uroczystości zorganizowano w tajemnicy. „Super Express” podawał, że 3-letnia Emilka umierała samotnie w ciszy, a jej pogrzeb odbył się niemal w ukryciu. 13 sierpnia 2024 roku została pochowana na cmentarzu w Kotuniu w województwie mazowieckim, w rodzinnej parafii biologicznego ojca dziecka. Przyszła tylko rodzina i najbliżsi, bo daty ceremonii nie upubliczniono. Gdy po wszystkim o sprawie dowiedzieli się reporterzy, zastali już tylko białe kwiaty i dwa pluszowe misie, które Emilka uwielbiała za życia.

Pani Barbara, mieszkająca w tym samym bloku, w którym wydarzyła się tragedia, nie ukrywała ogromnego poruszenia tą sprawą. – Naprawdę nic nie wiedzieliśmy o horrorze tej dziewczynki,. Gdybym coś słyszała, od razu zawiadomiłabym policję. Gdy dowiedziałam się o śmierci małej, płakałam kilka godzin – mówiła kobieta w rozmowie z dziennikarzami „Super Expressu”. - Zawsze w tym mieszkaniu było cicho, jakby nikt tu nie mieszkał – dodawała inna sąsiadka Klaudii G. Niektórzy mieszkańcy twierdzą, że nawet nigdy nie widzieli tam dziecka.

Tymczasem sołtys Starego Opola, skąd pochodzi kobieta, dobrze ją wspominał. - Mieszkała tu od dziecka, miała wielu znajomych, zawsze mówiła dzień dobry. Wszystko było dobrze, widywaliśmy ją z dziewczynką na spacerach. To po wyjeździe do miasta musiało stać się coś niedobrego – powiedział Wiesław Kosyl w rozmowie z Wirtualną Polską, zdając się potwierdzać wersję rodziny Klaudii G., która zarzeka się, że nie wiedziała o dramacie wnuczki.

Sąd nie zgodził się na obniżenie wyroku. "Dziecko stało się dla matki balastem"

Jak się okazuje, Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej przeprowadził swego czasu kontrolę u Klaudii G., bo ktoś zgłosił, że dziecko może być przez nią zaniedbywane. Urzędnicy wizytowali jednak w domu tylko raz i stwierdzili, że wszystko jest w porządku. - Pracownicy socjalni udali się do rodziny, gdzie zastali mamę i babcię dziewczynki akurat podczas karmienia dziecka. Mająca wtedy prawie dwa lata Emilia była zadbana, jej wygląd czy zachowanie nie budziło żadnych podejrzeń - zarzekała się placówka. „Fakt” ustalił, że zgłoszenia miał dokonać biologiczny ojciec, który chciał zabrać córeczkę do siebie. Jego zdaniem, Klaudia G. została uprzedzona przez pracowników, którzy poinformowali ją, kiedy przyjdą z wizytacją, więc mogła się do niej przygotować i udawać przykładną mamę. Po tej sytuacji, kiedy 26-latka dowiedziała się, kto złożył zawiadomienie, miała podobno całkowicie utrudniać kontakt córki z ojcem. Zmieniała konta w mediach społecznościowych, na których zresztą dostarczała na siebie dowody, publikując zdjęcia z imprezowych wojaży, kiedy Emilka siedziała sama w domu. Zmieniała też numer telefonu i przekonywała byłego partnera, że mieszka teraz w Warszawie, choć przebywała w Siedlcach.

- Kiedy tata odbierał jej zwłoki, to jej nie poznał. Nie poznał własnej córki, była tak wyniszczona i zagłodzona - powiedziała „Faktowi” znajoma rodziny. Oczywiście niewykluczone, że pracownicy socjalni właściwie wykonali swoją pracę, a do zaniechania opieki nad dziewczynką doszło w późniejszym okresie. Ale równie dobrze mogło dojść do nieprawidłowości także od strony systemowej, co niestety często się w tego typu historiach zdarza. 

Ostatecznie Sąd Rejonowy w Siedlcach skazał wyrodną matkę na 9 lat więzienia. Obrońca oskarżonej odwołał się jednak od wyroku sądu pierwszej instancji. Twierdził, że jest on niewspółmierny do zarzucanych kobiecie czynów, wskazywał m.in. na jej niski iloraz inteligencji i ograniczone zdolności do podejmowania racjonalnych decyzji. Zawnioskował o obniżenie kary do 3 lat więzienia. W Sadzie Okręgowym w Siedlcach odbyła się sprawa apelacyjna. Trzyosobowy skład sędziowski nie miał wątpliwości co do winy i prawidłowego toku sprawy sądu pierwszej instancji. Podtrzymał wyrok dziewięciu lat więzienia dla Klaudii G. Orzeczenie jest już prawomocne i ostateczne.

- W pewnym momencie dziecko stało się po prostu balastem dla oskarżonej w realizacji jej planów - podkreśliła sędzia Agnieszka Karłowicz, cytowana przez PAP. - Należy mieć na uwadze, że doszło do śmierci dziecka poprzez długofalowe zaniedbanie i postawienie siebie na pierwszym miejscu, a dziecka w dalszej kolejności - powiedziała sędzia.

Sędzia przyznała, że kara jest surowa, ale odpowiada stopniowi winy oraz społecznej szkodliwości czynu, którego dopuściła się Klaudia G. Kobieta była oskarżona o znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad 3-letnią córką i nieumyślne spowodowanie śmierci dziecka. Groziło jej za to nawet 10 lat pozbawienia wolności. I właśnie o taki wymiar kary wnioskowała prokuratura. Sąd jednak uznał za okoliczność łagodzącą młody wiek kobiety i fakt, że wcześniej nie była karana.

Sonda
Czy kary za dzieciobójstwo w Polsce są odpowiednie?
Pokój Zbrodni - Łukasz Litewka

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki