Dieta pudełkowa w ostatnich latach zyskuje na popularności głównie ze względu na wygodę - rano dostajemy gotowe posiłki, które wymagają od nas jedynie ich podgrzania. Właśnie w tym swoje problemy upatruje Anna Mucha.
- Prawdopodobnie to kwestia częstej i naturalnej, oczywistej sytuacji, w której jedzenie jest podgrzewane w plastiku. Albo jest pakowane na ciepło do plastiku, do tego jest przykryte folią, żeby nam się nie rozpadło w czasie podróży. Tego typu sposób, zdecydowanie nie dla mnie, mój organizm protestuje (...) Być może przyjęłam w drobnych dawkach taką ilość plastiku, że mój organizm nie toleruje diet pudełkowych. Nie jest to kwestia kubków smakowych tylko zdecydowanej nietolerancji organizmu. Czym się to objawia? Zaczyna się od zmian na skórze, widocznych, coraz bardziej kłopotliwych, coraz trudniejszych do opanowania. Zmian na twarzy, ciele, których zdecydowanie bym sobie nie życzyła. Kilka razy chciałam wytrwać w diecie pudełkowej. Po kilku miesiącach stosowania diety pudełkowej, krótko mówiąc wysiadała mi wątroba, albo tarczyca zaczęła się buntować. I lądowałam w szpitalu. Nie jest to kwestia jednej firmy cateringowej. Nie jest to kwestia smaku. Nic nie wygra dla mnie ze świeżo przygotowanym posiłkiem z dobrych produktów - wyznała gwiazda na swoim Instagramie.
Aktorka nie korzysta już z diety pudełkowej, teraz woli korzystać z usług restauracji znajdującej się nieopodal planu "M jak miłość".