Był supportem Michaela Jacksona w Warszawie! Aleksander Klepacz ujawnił kulisy i opowiedział o okrutnym żarcie

2026-09-18 14:44

To był rok 1996, gdy cała Polska wstrzymała oddech na wieść o koncercie króla muzyki pop. Na lotnisku Bemowo w Warszawie Michael Jackson zagrał show, które na zawsze zapisało się w historii. W roli supportu wystąpiła Formacja Nieżywych Schabuff. Po latach, lider grupy Aleksander Klepacz, zdradził szczegóły tego niezwykłego wydarzenia w reportażu "Michael Jackson w Polsce. Warszawski sen króla muzyki pop". Jak się okazuje, za kulisami padł ofiarą niezbyt przyjemnego żartu.

Koncert Michaela Jacksona w Polsce

Występ Michaela Jacksona w Polsce w 1996 roku to jedno z najważniejszych wydarzeń muzycznych lat 90. w naszym kraju. W tamtym czasie wizyty światowych gwiazd były rzadkością, a widowisko, które 20 września na warszawskim Bemowie zaprezentował król popu, zorganizowano z niespotykanym dotąd w Polsce rozmachem. Koncert w ramach trasy "HIStory World Tour" przyciągnął aż 120 tysięcy widzów. Publiczność rozgrzewali DJ Bobo oraz Formacja Nieżywych Schabuff, promująca swój gigantyczny przebój "Lato".

Informację o tym, że zagramy przed Jacksonem dostałem od Piotra Metza. (...) Piotr wysyłał nasze płyty, reprezentował nas w rozmowach, mieliśmy stosowne wytyczne, ile miejsca na scenie jest nam przeznaczone. Fantazja spowodowała, że wychodziliśmy poza ramy, co wzbudzało sympatyczne, ale zdecydowane reakcje dyscyplinujące - wyjawił Aleksander Klepacz w reportażu Eski "Michael Jackson w Polsce. Warszawski sen króla muzyki pop".

Wokalista nie ukrywał, że rozmach całej produkcji Michaela Jacksona w Warszawie zrobił na nim ogromne wrażenie, zwłaszcza że był przyzwyczajony do zupełnie innych standardów w polskim show-biznesie.

Chcę jednak podkreślić, że zostaliśmy potraktowani wyjątkowo: od garderoby (namiot), która wprawiła nas w zakłopotanie, po dywany, wersalki, fotele, catering na poziomie przekraczającym standardy znane w naszym kraju. Opiekowano się nami z wielkim szacunkiem należnym artystom, choć byliśmy tylko supportem z Polski. Dla nich to był standard, dla nas szok. To była fabryka w pełni autonomiczna i samowystarczalna. Wszystko przyleciało z USA, włącznie z wodą, nie wspominając o całej artystycznej logistyce. Mieliśmy zaszczyt doświadczyć show, którego w tej części Europy nikt jeszcze nie widział i to zarówno od strony technicznej i artystycznej.

Do spotkania na żywo z prawdziwym królem popu jednak nie doszło, mimo że przez moment muzyk wierzył, że tak właśnie się stało. Aleksander Klepacz stał się ofiarą żartu, co uświadomił sobie dopiero po pewnym czasie.

Aleksander Klepacz z Formacji Nieżywych Schabuff przed Jacksonem

Lider Formacji Nieżywych Schabuff był głęboko wzruszony szansą występu przed ponad 100-tysięcznym tłumem na Bemowie.

Dla nas wyjście na scenę i ogarnięcie 120-tysięcznego "morza" ludzi było przeżyciem nie do opisania. Mieliśmy świadomość, że to nie nasza publiczność, ale zostaliśmy w konsekwencji przyjęci z wielkim entuzjazmem. Zagraliśmy koło 30-40 minut i były to same hity. Płakałem jak dziecko, słysząc jak 120 tysięcy gardeł śpiewa nasze piosenki. No, emocje nie do opisania - opowiedział. 

Emocje towarzyszące koncertowi były tak wielkie, że wokalista dał się nabrać i nie dostrzegł, iż spotkał się nie z Michaelem Jacksonem, a z jego sobowtórem.

Nie spotkaliśmy się osobiście z Królem. Jego spotkanie z Olą Kwaśniewską mocno się przedłużyło i skradło nam ten czas. Spotkaliśmy się z sobowtórem, nie wiedząc o tym, co na tamten moment dało nam satysfakcję. Rozczarowanie nastąpiło post factum. Miałem natomiast przyjemność oglądać koncert pod samą sceną i choć od tego czasu widziałem wiele koncertów, to tamte emocje zostaną niepokonane - podsumował.

Więcej anegdot i faktów na temat pobytu gwiazdora w Polsce można przeczytać w specjalnym materiale opublikowanym na portalu Eska.pl. Nosi on tytuł: "Michael Jackson w Polsce. Warszawski sen króla muzyki pop".

Wywiad z Sierockim o Jacksonie

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki