- Zdjęcie na planie „The Voice Kids” musiałaś pogodzić z trasą koncertową. Jak ci się udało pogodzić te dwie rzeczy?
- Dla mnie decyzja o udziale w „The Voice Kids” była całkowicie spontaniczna. Zostałam tak naprawdę obudzona w środku nocy z zapytaniem, czy mogę się tego podjąć. Na drugi dzień już byłam na fotelu trenerskim. To było bardzo szybkie tempo, a jeszcze byłam w trakcie koncertów, więc to był dość mocny sezon. Pogodzenie tego wszystkiego było naprawdę dużym logistycznym wyzwaniem, ale że mam świetną ekipę, więc podołaliśmy, chociaż naprawdę nie było łatwo. Może tego nie będzie widać w telewizji, ale na tym fotelu już czasami czułam, że siły mnie opuszczają. Mimo wszystko nie żałuję, że wzięłam w tym udział, bo to wspaniała przygoda.
- Dlaczego podjęłaś się takiego wyzwania?
- Z kilku względów. Przede wszystkim lubię wyzwania. To jest dla mnie coś zupełnie nowego i potraktowałam to jak kolejną lekcję, okazję, żeby móc się czegoś nauczyć. Po drugie ja też kiedyś byłam po drugiej stronie. Też byłam tym dzieciakiem, który marzył o kierze, wiele razy próbowałam i wiele razy mi się nie udawało. Pomyślałam sobie, że jestem bardzo odpowiednią osobą, która może skrócić tą drogę dzieciakom i pokazać, jak można sobie poradzić z różnymi przeciwnościami.
- Niewiele osób pamięta, że kiedyś wzięłaś udział w „X-Factor”.
- Tak, ale nie tylko!
- Dość wcześnie wtedy odpadłaś i Kuba Wojewódzki pewnie do dziś żałuje, że nie poznał się wtedy na tobie.
- Ale myślę, że na tamten czas byłam jeszcze bardzo zamknięta w sobie. Na tę lwicę sceny, która się dopiero po wielu latach we mnie obudziła, było jeszcze za wcześnie. To nie był ten czas i wcale nie mam tego za złe Kubie. Ale na pewno było mi ciężko, kiedy odpadłam z tego programu, przez tydzień nie włączałam muzyki i byłam strasznie zdołowana. Z drugiej strony pomyślałam sobie, że przecież ja to kocham najbardziej na świecie, i że po każdej takiej małej porażce trzeba po prostu się otrzepać i iść do przodu.
- Teraz siedzisz po drugiej stronie i to ty musisz czasem powiedzieć uczestnikom „nie”.
- Tak. I to jest właśnie chyba najtrudniejsza rzecz w tym wszystkim dlatego, że ja mam w sobie bardzo dużo empatii. Ja kocham dzieci. Ile ja tam łez uroniłam!
- Z jakiego powodu?
- Dlatego, że było mi ciężko powiedzieć „nie”, bo wiem, że te dzieci chcą usłyszeć: „Tak, przechodzisz dalej”, „Tak, pomożemy ci, osiągniesz sukces”. My oczywiście staramy się jak najbardziej ciepło mówić to „nie”, ale z drugiej strony myślę, że każde z tych dzieci musi się zmierzyć z takimi rzeczami, bo nie zawsze w życiu wychodzi.
- Na pewno słyszałaś o wielkim talencie odkrytym w pierwszej edycji – Roksanie Węgiel, która była w tym programie podopieczną Edyty Górniak, a kilka tygodni temu wygrała 16. Konkursu Piosenki Eurowizji dla Dzieci. Poprzeczka postawiona jest bardzo wysoko.
- Nie wychodzę z takiego nastawienia, że chcę z kimkolwiek rywalizować. Jestem bardzo otwarta i chciałabym z całego serca wyłonić jakiś talent, ale nie traktuję tego jako jakiś wyścig. Jeżeli się uda - a mam bardzo zdolne dzieciaki - to świetnie! Ja mam o tyle trudniej, że jestem tam zupełną „świeżynką”, jeżeli chodzi o trenerów i na etapie „przesłuchań w ciemno” miałam takie wrażenie, że dzieciaki bezpieczniej czują się z chłopakami, że chcieliby jednak iść Barona i Tomsona, albo Dawida Kwiatkowskiego. Ja byłam nową postacią i nie dziwię się, że te dzieci na początku z taką niepewnością do mnie podchodziły. Natomiast już później się to trochę rozkręciło i chyba zdobyłam ich zaufanie.
- Może były po prostu onieśmielone spotkaniem z wielką gwiazdą, swoją idolką?
- Było onieśmielenie, ale staram się wysyłać bardzo ciepłą energię i dzieci bardziej lgną do mnie, niż się mnie boją. Trener to bardzo duże słowo, takie poważne. Ja zostałam tam ochrzczona Ciocią Cleo, która zawsze pocieszy, coś podpowie. Dzieci absolutnie nie powinny się mnie bać.
- Jaka byłaś, jak byłaś w wieku uczestników? Też byłaś taka przebojowa?
- Nie, właśnie nie i tego im strasznie zazdroszczę. Oczywiście jest stres, ale oni bez problemu wychodzą na scenę i śpiewają, do tego przepięknie. Ja w ich wieku byłam tak skrytym dzieckiem, tak nieśmiałym, że ciężko mnie było wygonić na scenę. Chciałam, tylko bardzo się bałam, a moi rodzice i w ogóle moja rodzina nie bardzo była związana z muzyką, więc bardziej asekuracyjnie mówili: „Dziecko, po co tam się pchasz? Po co będziesz się stresować? Odpuść sobie”. Nie miałam takiego bodźca, który by mnie zachęcił, żebym spróbowała, bo na pewno sobie poradzę. Uważam, że potrzebowałam takiego bodźca, a nie miałam. Absolutnie nie mam tego nikomu za złe, po prostu taka była atmosfera u mnie w rodzinie, raczej chowano mnie w jakiś sposób asekuracyjnie, żebym nie przeżywała ewentualnych porażek.
- Jak się czujesz w fotelu jurorskim?
- Jest trochę ciężko, bo często było tak, że budziło się we mnie takie poczucie, że muszę mówić same dobre rzeczy, żeby uczestnikom nie było przykro, bo patrzyłam na to przez pryzmat siebie, że też chciałam same dobre rzeczy usłyszeć. Natomiast trzeba konstruktywnie zwrócić uwagę i skrytykować w momencie, kiedy to jest potrzebne. Staraliśmy się delikatnie mówić, nad czym jeszcze trzeba popracować itd. Było mi trudno, ale chciałam, żeby każde dziecko wyszło z jakąś informacją, nawet jeżeli odpadnie, to żeby wyszło z jakimś planem działania. Żeby wyszły i mogły spróbować za rok, albo w przyszłości wystartować w „The Voice of Poland”. To jest wszystko kwestia do wypracowania. To nie jest tylko i wyłącznie talent, bo jest takie przekonanie, że talent wystarczy. To nie prawda, tu trzeba bardzo ciężko pracować, ćwiczyć, udoskonalać ten głos.
- Myślisz, że wśród twoich podopiecznych są jakieś przyszłe gwiazdy estrady?
- Myślę, że tak! Mam kilka perełek, które powalą o kolana i na pewno jeszcze o nich usłyszymy.
Emisja w TV:
The Voice Kids
Wtorek 20.05 TVP 2