Adrian Nychnerewicz: - "Wrocław przyszłości" to koncert, który łączy operę i pop, historię i nowoczesność. Czy interesowała cię kiedyś opera, czy od zawsze byłaś pop dziewczyną?
Edyta Górniak: - Cudne pytanie! Pierwszy raz spotkałam się z klasyką i operą podczas współpracy z maestro Jose Carrerasem. Jednak dopiero w ostatnich latach zapragnęłam pójść do Opery. Muzyka, choć ma swoje gatunki i kierunki, potrafi być przejmująca i "rasowa" w każdym z nich. Doceniam więc wszystkie - od country przez reggaeton po klasykę.
- Co szykujesz na tę okazję?
- Gdyby był to koncert solowy, miałabym dużo większe spektrum możliwości i dynamiki. W tym wypadku jako jeden z kilku wspaniałych gości muzycznych, będę wykonywała dwa utwory. Jeden z nich śpiewam od wielu lat. Lecz nigdy dotąd nie miał on poprawy symfonicznej. Będzie to utwór "Kasztany".
Zobacz także: Górniak balowała do 3. rano! Rozkręcała afterek w Sopocie dla Allana, syna Jusi i Miszczaka. Fajnie się bawią?
- A propos opery - masz na swoim koncie duet z Jose Carrerasem. Jak do niego doszło?
- Za pierwszym razem spotkaliśmy się w Nowym Jorku, w jego domu przy Central Park. Zostaliśmy zaproszeni na spotkanie wspólnie z moim ówczesnym managerem. Poczęstował mnie gruszkami, co było urocze. Przeczytał gdzieś ze lubię, jak wspomniał wtedy. Było mi bardzo miło. Choć byłam skrępowana. Kilka dni później nagraliśmy wspólnie duet w studio w NYC, a także wystąpiliśmy razem. Maestro ponowił swoje zaproszenie potem jeszcze dwukrotnie. Nasza współpraca to jedno z moich najpiękniejszych wspomnień zawodowych
- Do niedawna brakowało w Twoim karierze tylko rapu. No to już mamy rapującą Edytę.
- Tak jakby (śmiech).
- Każde Twoje wystąpienie zaprowadza magię na scenie, na publiczności, przed telewizorami. Wyobrażam sobie to tak, że gdy para się kłóci, ale ty akurat wchodzisz na scenę, to mówią do siebie: "Dobra, cicho, bo Górniaczka śpiewa!". Kiedy zdałaś sobie sprawę z tego, że tak jest? Że władasz sercami ludzi?
- O mój Boże! Kocham to! "Cicho bo Górniaczka śpiewa" (śmiech!!!). Jeśli moje wyjścia na scenę miałoby wyciszać kłótnie i konflikty to wspaniała myśl. Muzyka ma zdolność przybliżać sobie ludzi i łagodzić obyczaje.
- Przez tobą i twoim synem wspólna trasa koncertowa. Jeszcze nigdy nie współpracowaliście na taką skalę?
- To prawda, na tym etapie jestem w równym stopniu szczęśliwa i niespokojna. I chyba po równo za nas oboje. Allan dotąd występował tylko w krótkich formach producenckich, teraz mamy godzinny koncert, więc jest to dla niego debiut. Ja z kolei ostatnie lata skupiłam się głównie na pracy z telewizjami i na koncertach prywatnych. Wracam na koncerty otwarte pierwszy raz od 6 lat.
Rozmawiał Adrian Nychnerewicz