Anna Szymańczyk nie potrzebowała czerwonego dywanu, żeby przyciągnąć uwagę. W Sopocie postawiła na luz, słońce, plażę i festiwalowy rytm, który dobrze pasował do jej urodzinowego momentu. Aktorka świętowała 39. urodziny podczas 25. edycji Festiwalu Teatru Polskiego Radia i Teatru Telewizji Polskiej "Dwa Teatry".
Na zdjęciach z wydarzenia widać ją w lekkiej, naturalnej wersji – z morzem w tle, wśród zieleni i festiwalowych plakatów. Był czas na spotkania z publicznością, oglądanie konkursowych spektakli i spacer w sopockim klimacie. Trudno o bardziej filmowy zbieg okoliczności: prywatne święto spotkało się tu z ważnym zawodowym momentem.
Urodziny nad morzem i dwa spektakle w konkursie
Szymańczyk miała w Sopocie podwójny powód do radości. W konkursie znalazły się aż dwa spektakle z jej udziałem. Pierwszy z nich to "Matka Joanna od Aniołów" w reżyserii Weroniki Szczawińskiej, współczesne odczytanie klasycznego tekstu Jarosława Iwaszkiewicza. Aktorka wcieliła się w Awdosię.
Jak wspominała, praca nad spektaklem miała dla niej szczególny charakter.
Kręciliśmy ten spektakl w zeszłym roku, podczas wakacji, w pięknych okolicznościach przyrody – w budynku opuszczonego, zdesakralizowanego kościoła na Dolnym Śląsku. Spędziłam tydzień z fantastycznymi aktorami: Beatą Bandurską, Rafałem Cieluchem, Mileną Gauer, Piotrem Wawerem oraz dwoma absolwentkami szkoły teatralnej, Weroniką Kozłowską i Zosia Filipkowską
– mówiła. Drugim konkursowym tytułem były "Punkty tkliwe" Karo Szczypek w reżyserii Marka Leszczewskiego. To współczesny dramat dotykający tematu seksualności osób z niepełnosprawnościami oraz prawa do realizowania własnych potrzeb. W tym spektaklu Szymańczyk zagrała dziennikarkę.
Anna Szymańczyk: "Teatr Telewizji zajmuje w moim życiu szczególne miejsce"
Choć wielu widzów kojarzy Annę Szymańczyk przede wszystkim z produkcji ekranowych, w Sopocie mocno wybrzmiał jej teatralny rozdział. Aktorka nie ukrywa, że Teatr Telewizji jest dla niej czymś więcej niż kolejną zawodową formą.
Uwielbiam Teatr Telewizji, dlatego zawsze, gdy mam taką możliwość, z radością przyjmuję kolejne role na tej 'największej scenie świata'. Uważam, że to niezwykła forma, która łączy warsztat teatralny z filmowym i wymaga ogromnej sprawności. Często sięga po klasyczne teksty kultury, nadając im nowe interpretacje
– przyznała. W jej słowach jest też osobisty ton. Szymańczyk pochodzi z Olsztyna i wspomina, że w mniejszym mieście kontakt ze sceną wyglądał inaczej niż w największych ośrodkach teatralnych. Aktorka zdradziła również, że marzy jej się rola w słuchowisku, bo lubi pracować głosem. To naturalny kierunek dla artystki, która swobodnie porusza się między planem filmowym, teatrem i telewizyjną sceną.
Gwiazda "Znachora", "Podlasia" i "Lady Love" nie zwalnia tempa
Sopocki wyjazd miał więc w sobie coś z odpoczynku, ale trudno mówić o zawodowej pauzie. Anna Szymańczyk, którą widzowie pokochali za role m.in. w "Znachorze", "Nic na siłę" i "Lady Love", ma przed sobą pracowite lato. Wkrótce rozpocznie zdjęcia do nowej produkcji, a w lipcu będzie występować w macierzystym Teatrze Dramatycznym. Na afiszu są "Muszenie" w reżyserii Jagody Szelc, "Anioły w Warszawie" w reżyserii Wojtka Farugi oraz "Kinky Boots" – energetyczny broadwayowski musical, który od lat uchodzi za jeden z tych tytułów, w których scena naprawdę musi oddychać pełną parą.
W Sopocie liczby ułożyły się zgrabnie: 25. edycja festiwalu i 39. urodziny aktorki. Ale najciekawsze w tej historii nie są metryki ani jubileusze. Najbardziej przyciąga obraz artystki, która w naturalnej, słonecznej odsłonie świętuje nad morzem, a jednocześnie ma za sobą dwa konkursowe spektakle i przed sobą kolejne zawodowe wyzwania. Bez pompy – po prostu w dobrym momencie.