Janusz Rewiński cierpiał na podstępną chorobę. Nie mówił nikomu, że umiera. Szczegóły porażają

2026-01-17 5:00

Aktor, kabareciarz, polityk i rolnik. Polacy pokochali go jako niezapomnianego Siarę z kultowego filmu "Killer". Wielu do dziś wspomina jego występy w kabarecie Tey, role dyrektora w „Kabarecie Olgi Lipińskiej” i biznesmena w „Tygrysach Europy” czy satyryczny program „Ale plama”. Prywatnie Janusz Rewiński (†74 l.) był cichy i zamknięty w sobie. Mało kto wiedział, że poważnie choruje na cukrzycę. Nie miał przyjaciół. Jego historię poznajemy w książce biograficznej Beaty Biały "Siara. I nic nie jest jasne". 

Janusz Rewiński był zamknięty w sobie i samotny. Nie mówił nikomu, że cierpi

Pierwsza biografia Janusza Rewińskiego trafi do sprzedaży pod koniec stycznia. Dowiadujemy się z niej, jak wyglądało życie skromnego chłopca z Żar - samotnego, małomównego, a jednocześnie obdarzonego niezwykłym darem rozśmieszania. Światu artystycznemu dał się poznać w latach 70., kiedy zaczął występować w programie kabaretowym "Spotkanie z balladą" i krakowskiej Piwnicy pod baranami. W latach 80. grał w kabarecie Tey i występował w duecie z Bohdanem Smoleniem. Rozbawiał też jako Misiek w Kabarecie Olgi Lipińskiej. Jednocześnie grał w teatrze. Największą sławę zyskał jednak dzięki rolom filmowym. Wspominana już rola Siary stała się kultowa. 

Jedni widzieli w nim wyłącznie Siarę – figlarną hybrydę mafiosa i urzędnika, ikonę lat transformacji. Inni – starego satyryka, który „kiedyś to potrafił rozśmieszyć naród”. Jeszcze inni – politycznego błazna, który wszedł do Sejmu z Polską Partią Przyjaciół Piwa i z niego zniknął. Ale byli też tacy – i nie było ich wcale tak mało – którzy mówili: „On był inny”. Tragik, komik, odmieniec. Trudno było go zaszufladkować - czytamy w książce. 

"Nie jestem im potrzebny"

Z żoną Iwoną Biernacką (74 l.), również aktorką, był ponad 30 lat. Doczekali się dwójki synów. Pod koniec życia mówił jednak, że nie jest z nimi blisko.

Na szczęście nie potrzebuję kontaktu z rodziną. Moi synowie mnie nie widzą miesiącami i im to nie jest potrzebne, i ja im nie jestem potrzebny. (...) Żartuję sobie z krowami i baranami, bo one przynajmniej się nie obrażają

- powiedział w wywiadzie dla "Vivy".

Obaj synowie robią medialne kariery. Jonasz Rewiński został dziennikarzem telewizyjnym. Mocno związany z partią PiS najpierw pracował w Telewizji Republika, później TVP Info. Aleksander Rewiński został zaś śpiewakiem operowym. Robi zawrotną karierę m.in. we Włoszech i Austrii.

ZOBACZ TAKŻE: Tak wygląda grób Janusza Rewińskiego. Widać go z daleka, bardzo się wyróżnia [ZDJĘCIA]

Podstępna choroba 

Dzięki biografii poznajemy też historię choroby artysty. "Chorował długo. Po cichu, jakby nie chciał, żeby ktoś zauważył. Jakby uznał, że choroba to sprawa prywatna, intymna, niemal wstydliwa – coś, co lepiej ukryć niż objaśniać. Cukrzyca weszła w jego ciało jak chłodny wiatr w stare drzwi – nie gwałtownie, nie z hukiem, tylko powoli, niepostrzeżenie. Przesączała się przez szczeliny, aż w końcu została, zadomowiona, nieproszona, ale obecna. Właściwie nie walczył z nią – żył z nią" - czytamy. "Mówił o pogodzie, polityce, krzywych chodnikach. Ale nie o ciele, które go zdradzało. Cukrzyca. Nie ta poukładana, z kartką zaleceń i pilnowaniem poziomu glukozy. Tylko wymykająca się spod kontroli nie w dramatycznych aktach, ale w cichych, codziennych zapomnieniach. W zjedzonej nie w porę drożdżówce. W niewypitej szklance wody. W za późno wziętej lub pominiętej tabletce".

Nie mówił o zmęczeniu, choć stawało się większe. Nie mówił o bólu, choć chodził coraz wolniej. Żartował. Że znowu zasnął na siedząco. Że przysnął przy stole. Ale za tym śmiechem była coraz bardziej miękka sylwetka, coraz głębsze cienie pod oczami. Coraz częstsze chwile, kiedy wyglądał, jakby odpływał gdzieś na moment, nieobecny, zapatrzony w coś, co znał tylko on. Nie robił z siebie bohatera. Nie lubił patosu. Więc nikt nie wiedział, jak często czuł się naprawdę źle. Nikt nie wiedział, ile razy mierzył cukier w ciszy, zanim włożył spodnie i wyszedł do sklepu. I ile razy nie wychodził, bo nie miał siły. Ale nigdy nie chciał, żeby się nad nim pochylać. Nie był z tych, którzy proszą. Prędzej z tych, którzy znikają – na chwilę, na dzień, na zawsze

"To tylko słabszy dzień"

- Tata nie lubił być traktowany jak chory – wspomina syn.

Nie znosił tego tonu troski podszytej litością. Wolał, żeby wszystko toczyło się normalnie. Nawet jeśli nie było normalnie od dawna. Nie chciał robić z siebie sprawy. Nie przyznawał się do bólu, nie opowiadał o wynikach badań. Jakby uznał, że dopóki o czymś nie powie głośno, dopóty to nie istnieje. „To tylko słabszy dzień” – mówił, kiedy ledwo wstawał z łóżka. Lubił słodkie. Potem już niemógł. Ale gdy mogłem, przywoziłem mu z Salzburga Mozartkugel – prawdziwe, z jedynej cukierni, która ma te oryginalne, tej od 1890. Duże, z marcepanem

- ujawnia Aleksander Rewiński.

– Już w czasach "Plamy" trafił do szpitala. Myśleli, że to serce, a to była cukrzyca – wspomina z kolei Krzysztof Piasecki (76 l.). – Potem mówił, że bierze leki, ale nie sprawdza cukru. „Po co?” – pytał.

Uparty, wolny, niepokorny

"Jak wielu mężczyzn nie chciał wiedzieć, co go zabija. Zmarł. A wśród tych, którzy mogliby go opłakiwać, nie było zbyt wielu przyjaciół. Bo nie o przyjaźń dbał w życiu. Ale kiedy chciał kogoś pozyskać, potrafił olśnić. Aleksander doskonale pamięta tamtą noc: była cicha, jakby coś w niej wstrzymało oddech. Informacja przyszła właśnie wtedy, nie w formie alarmu, nie w krzyku, nie w dramatycznym telefonie. Przyszła inaczej. Jak uczucie, które nagle rozlewa się po ciele i nie chce wyjść. Jak zimno w klatce piersiowej, które mówi wszystko, zanim jeszcze padną słowa" - czytamy w książce.

Chcę pamiętać go takim, jaki był naprawdę: niezależnym. To była jego wielka wartość i lekcja, którą mi zostawił. Żeby nie być nikomu dłużnym. Żeby nic nie zawdzięczać. Żeby stać na własnych nogach, nawet jeśli drżą. Nie należał do ojców z łatwością wypowiadających uczucia. Nie powtarzał codziennie „kocham cię”. Nie tulił na zawołanie. Ale miał swój język miłości, oszczędny, lecz prawdziwy. Czasem przyszedł krótki SMS. To wystarczało. Jak sygnał z innej częstotliwości – czuły, choć bez słów. Bliskość w wersji, którą umiał. I która była jego - opowiada pięknymi słowami Aleksander Rewiński. – Do końca był sobą. Uparty, wolny, niepokorny. Do końca próbował żyć tak, jak chciał. Nawet jeśli to oznaczało, że odchodzi trochę szybciej - mówi w książce syn Siary.

Zobaczcie w naszej galerii archiwalne zdjęcia Janusza Rewińskiego.

Super Express Google News
Ostatnie pożegnanie Janusza Rewińskiego

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki