Któż nie pamięta jej roli Marioli Wafelek z "Pociągu do Hollywood"? Prosta dziewczyna zwana Merlin marzy o karierze gwiazdy. Do niej w końcu dzwoni Billy Wilder. A do Kasi...? To były lata 80., początek kariery Figury. Była rozchwytywana, zagrała w kultowych już filmach. Jej role i wdzięki zaczęły być sławne poza granicami Polski. Amerykański "Playboy" chciał pokazać naturalne piękno polskiej aktorki, obfite piersi i burzę blond włosów. Plotkowano, że miała za to dostać 34 tys. dol., co na początku lat 90. ubiegłego wieku było fortuną!
Nic z tego nie wyszło.
Kasia walczyła o role w amerykańskich superprodukcjach. Miała zagrać główną rolę w "Graczu" Roberta Altmana, ale producenci woleli postawić na znane nazwisko Grety Scacchi (53 l.). Dostała jedynie epizod. Miała być też rola u boku Harveya Keitela (74 l.) w "Złym poruczniku". Nie było.
Winą za nieudaną hollywoodzką karierę Katarzyna obarczyła męża Kaia Schoenhalsa (47 l.). Że przez niego nie dotarła na ważne spotkanie z reżyserem.
- Tuż przed wyjściem, zupełnie bez powodu, doszło do potwornej awantury. Zaczęłam płakać, byłam roztrzęsiona, rozpłynęłam się jak kałuża. Zadzwoniłam do Altmana i powiedziałam, że zepsuł mi się samochód, próbując przełożyć spotkanie. Ale następnego dnia w produkcji filmu już nikt nie chciał ze mną rozmawiać. Stałam się wtedy ofiarą mojego przyszłego męża - wspominała w wywiadzie.
Ale Figura wciąż ma nadzieję: - Nie wyparłam się marzeń o światowym kinie... Mimo upływającego czasu nie zmniejszył się mój apetyt na pracę i nowe interesujące role.