Mamy kolejną falę mrozów w Polsce, więc jestem przekonany, że dziś w każdym zakamarku kraju padnie ten tekst. Ale nie każdy się zastanawia, skąd on się wziął i kto go powiedział. A powiedział go mój dziadek
– opowiada Robert Stockinger w nagraniu opublikowanym na Instagramie. W ten spsób zaczyna opowieść o niezwykłym człowieku, aktorze, kabareciarzu, który mimo wielu tragedii wciąż bawił ludzi.
Kultowy tekst z „Misia”, który cytuje cała Polska
Chodzi o niezapomnianą scenę z filmu Stanisława Barei, w której facet z kotłowni tłumaczy kierowniczce, że zimna nie da się oszukać.
Ja rozumiem, że wam jest zimno, ale jak jest zima, to musi być zimno. Pani kierowniczko – to jest odwieczne prawo natury
– pada w kultowej scenie. Postać epizodyczna, ale absolutnie ikoniczna. Zagrał ją Andrzej Stockinger. Choć pojawia się na ekranie tylko na chwilę, jego kwestia na stałe weszła do języka potocznego i do dziś funkcjonuje jako ironiczny komentarz do rzeczywistości.
Andrzej Stockinger – aktor, śpiewak, radiowy głos dzieciństwa
Robert Stockinger podkreśla, że jego dziadek nie był tylko „facetem z kotłowni”. Andrzej Stockinger był aktorem dramatycznym i komediowym, występował na scenie, estradzie i w radiu. Miał charakterystyczny, bardzo niski głos – bas – który wykorzystywał w licznych słuchowiskach, także tych dla dzieci. – Bardzo dużo śpiewał. Był aktorem teatralnym, radiowym, estradowym – wspomina wnuk. To właśnie dzięki temu głosowi i scenicznemu wyczuciu potrafił zarówno rozbawić publiczność, jak i nadać swoim rolom wyrazistość, nawet jeśli były epizodyczne.
Wojna, obóz i trauma, o której nie chciał mówić
Za scenicznym talentem kryła się jednak niezwykle trudna biografia. Robert Stockinger wprost mówi o wojennych doświadczeniach dziadka, które odcisnęły na nim trwałe piętno. Podczas II wojny światowej matka Andrzeja Stockingera zginęła tragicznie na Moście Poniatowskiego w Warszawie. Gdy wybuchło Powstanie Warszawskie, miał zaledwie 16 lat. Jako harcerz Szarych Szeregów został pojmany przez Niemców razem z ojcem i wywieziony do obozu koncentracyjnego Stutthof.
To go pokaleczyło na całe życie. Dużo pił i nie chciał wracać do tamtych wspomnień
– przyznaje młody Stockinger i dodaje, że choć w 1970 roku aktor został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi, wojna pozostała tematem, którego unikał. Paradoksalnie człowiek, który przeszedł przez obozowe piekło, przez lata bawił publiczność humorem, piosenką i kabaretem. A dziś, gdy temperatura spada poniżej zera, jego słowa z „Misia” znów wracają – razem z historią człowieka, który je wypowiedział.