Spis treści
Polska produkcja zatytułowana "Proud" zdążyła już zyskać ogromne uznanie poza granicami naszego kraju, zanim w ogóle zaprezentowano ją rodzimej publiczności. Podczas francuskiego festiwalu Series Mania tytuł ten zgarnął aż dwa prestiżowe wyróżnienia - dla najlepszego serialu oraz dla najlepszego aktora, którym okrzyknięto Ignacego Lissa. Młody artysta wciela się tam w postać homoseksualisty czerpiącego z życia pełnymi garściami, dopóki dramatyczne wydarzenia w rodzinie nie wywracają jego świata do góry nogami.
Producent Bogumił Lipski o serialu "Proud". Czy twórcy obawiali się krytyki ze strony lewicy?
Scenariusz tej nowości odważnie podejmuje wątek praw mniejszości seksualnych, stawiając przy tym na brutalny autentyzm i odrzucając zbędne ugrzecznienia. Bohater nie jest sztucznie idealizowany wyłącznie z uwagi na swoją orientację, co rodzi pytanie, czy twórcy nie bali się oskarżeń ze strony środowisk lewicowych o rzekome szkodzenie wizerunkowi społeczności LGBTQ+ poprzez ukazywanie jej przedstawicieli w niekorzystnym świetle.
Przede wszystkim zależało nam na tym, żeby - tak jak powiedziałaś - serial był autentyczny, a ta autentyczność bierze się z autentycznych postaw. I oczywiście to nie jest portret społeczności LGBTQ+, natomiast dobra dramaturgia wymaga pewnych kontrastów, pewnej wyrazistości i odwagi również w zajmowaniu jakiegoś stanowiska. I to jest to, na co myśmy się bardzo świadomie od samego początku zdecydowali. Nie ukrywam, to był dość kontrowersyjny punkt tej opowieści, bo był po prostu bardzo odważny, a wiadomo, że z tą odwagą no różnie bywa. Ale myślę, że od tego jest HBO, żeby tego typu historie serwować i przede wszystkim się nie bać. A HBO nigdy się nie bało i tutaj udowodniło po raz kolejny, że tak, to jest miejsce dla tego serialu i chcemy się nie bać i opowiadać na koniec dnia bardzo ładną historię o bardzo normalnym chłopaku, który jest akurat w takim momencie swojego życia - powiedział producent "Proud" w rozmowie z Natalią Nowecką z Radia Eska.
SPRAWDŹ TEŻ: Polski serial "Proud" podbija serca widzów na całym świecie. Ile ma odcinków i kiedy wielki finał?
Maja Ostaszewska o pracy na planie "Proud". Gwiazda porusza problem dyskryminacji osób LGBTQ+
W wywiadzie dla Radia Eska wypowiedziała się również Maja Ostaszewska, odgrywająca tu postać Beaty, sąsiadki głównego bohatera. Artystka przyznała wprost, że lektura scenariusza utwierdziła ją w przekonaniu, że musi zagrać w tym serialu.
Mimo, że mówimy o bardzo ważnych, subtelnych sprawach związanych z kwestiami społecznymi - prawem do adopcji osób nieheteronormatywnych, to on jest i wzruszający, ale jest też zabawny. Przepięknie opowiada o relacjach także przyjacielskich i na przykład sąsiedzkich. I moja bohaterka to jest sąsiadka głównego bohatera [...]. Potrafi być wspaniała, wspierająca, dzieląca się swoim doświadczeniem, ale ponieważ sama wiele przeszła, często swoje smutki topi w alkoholu. Tłumi [je] alkoholem. Więc widzimy ją też sytuacjach no... tragicznych, takich, gdzie jest kompletnie nieobliczalna, bezradna. I ta zbitka wydawała mi się interesująca. Co więcej, bardzo cenię to, że w tym scenariuszu postaci, które spodziewalibyśmy się, że zareagują stereotypowo, nagle okazują jakąś otwartość, dystans do spraw i akceptację - powiedziała.
Dla wielu osób zaangażowanie się w tak bezkompromisowy tytuł mogłoby wydawać się ryzykownym posunięciem, zwłaszcza w obliczu wciąż żywych kontrowersji wokół podejmowanej tu tematyki w naszym kraju. Mimo to Maja Ostaszewska nie miała absolutnie żadnych wątpliwości, a możliwość poruszenia wątku praw osób nieheteronormatywnych stanowiła dla niej wręcz jeden z głównych powodów przyjęcia roli w "Proud".
Dla mnie to nie jest kontrowersyjny temat i właśnie uważam, że my musimy normalnie o tym mówić. W naszym kraju żyje bardzo wiele osób nieheteronormatywnych. Żyją tęczowe rodziny i o tym się rzadziej mówi, a tak naprawdę to jest pewien rodzaj okrucieństwa, że te dzieci rodzin tęczowych nie są otoczone prawną opieką i na wypadek, nie wiem, choroby czy śmierci jednego z rodziców, one właściwie trochę wypadają poza system. Mówię na przykład o śmierci rodzica biologicznego. Jeśli dwie partnerki wychowują dziecko, to gdyby na przykład umarła ta, która je urodziła, czyli biologiczna matka, to ta druga może stracić prawa do opieki nad ukochanym dzieckiem, które wychowuje z troską i uważnością. I o tym też warto powiedzieć. Więc dla mnie ten temat nie jest kontrowersyjny. Uważam, że tak naprawdę to jest wstyd, że ciągle wydaje się, że może taki być. Że dla niektórych wciąż jest, a to są po prostu prawa człowieka i jeśli mówimy, że w naszym demokratycznym kraju przestrzegamy praw człowieka, to trzeba przestrzegać praw wszystkich, a nie traktować to wybiórczo. Więc ja ze względu na ten temat jeszcze bardziej chciałam wziąć udział w tym projekcie - podsumowała.
Aktorzy w serialu "Proud". Joanna Kulig i Ignacy Liss w obsadzie
Maja Ostaszewska nie jest jedyną uznaną gwiazdą, jaką zaangażowano w ten głośny tytuł. Na ekranie pojawią się bowiem równie utytułowane postaci, takie jak Joanna Kulig, Dorota Kolak czy Tamara Arciuch. Jak zaznaczyła w rozmowie aktorka: „Naprawdę mocne nazwiska aktorskie i każda z nas wiedziała, że chce wziąć udział w tym projekcie, mimo że nie gramy tu głównych ról”.
Pierwsze skrzypce w serialu gra wcześniej przywołany Ignacy Liss, którego widzowie świetnie kojarzą z występów w "Znachorze" oraz "Światłoczułej". Obok niego na ekranie zaprezentuje się plejada innych polskich talentów, wśród których znaleźli się między innymi Maria Sobocińska, Kamil Studnicki, Marcin Miodek, Piotr Pacek, Sylwia Boroń, Mateusz Więcławek, Amelia Fijałkowska, Paweł Tomaszewski oraz Paulina Holtz.
PRZECZYTAJ TEŻ: Tylko u nas. Wiemy, co z Pawłem Królikowskim w "Ranczu". Jednak nie zastąpi go sztuczna inteligencja
