- Kiedy miałam siedem lat, marzyłam o psie, ale rodzice nie chcieli się zgodzić. U rodziny na wsi oszczeniła się suczka i od razu upatrzyłam sobie czarnego podpalanego szczeniaka z krótkim ogonkiem, którego nazwałam Misiu. Jechaliśmy nad morze i uprzedziłam mamę, że jeśli nie zgodzi się na psa, to jej zatruję wakacje. Każdego popołudnia włączałam powtarzającą się melodię: "Mamo, kup mi psa, mamo, ja chcę psa, mamo, musimy mieć psa". Po paru dniach takiego terroru mama dla świętego spokoju się zgodziła - powiedziała Kożuchowska w wywiadzie dla "Mój pies i kot".
Gdy Misiu zmarł, gwiazda przygarniała nowe psy. Dziś ma dwa czworonogi, które spędzą z nią Wigilię. - Dzielimy życie, a więc i święta psy spędzają z nami. Zgodnie ze staropolską tradycją dostaną opłatek, a pod choinką znajdą jakiś przysmak, może nową obrożę. Zawsze dostają też ekstra coś świątecznego do jedzenia - dodała. Aktorka jest oburzona tym, w jaki sposób ludzie traktują zwierzęta. - Nie rozumiem, jak można wyrzucić psa z samochodu i zostawić na pastwę losu, jak można przywiązać zwierzę do drzewa w lesie albo pozostawić w upale w samochodzie. Przeraża mnie, jak ludzie potrafią być okrutni wobec zwierząt - wyjaśnia. A na stare lata zamierza założyć przytułek dla psów.
ZOBACZ: Kożuchowska szczerze o swojej niepłodności. Jak długo starała się o dziecko?