Marcin Prokop o trudnej sytuacji politycznej w Stanach Zjednoczonych: Dawno ten kraj nie był tak podzielony

Już 1 marca na antenie TVN starruje program Marcina Prokopa (48 l.) "Niezwykłe Stany Prokopa". Dziennikarz w nowym sezonie ponownie wyrusza w głąb USA, by zmierzyć się z największymi amerykańskimi mitami. Z "Super Expressem" porozmawiał o tamtejszej sytuacji politycznej.

Widzę, że w nowej ramówce TVN będzie Cię bardzo dużo.

- Nie aż tak bardzo. Będę tylko w "Dzień Dobry TVN", "Mam talent" i w swoim własnym programie, czyli w "Niezwykłych Stanach Prokopa". Ten ostatni jest mi z oczywistych względów najbliższy, bo to moje dziecko, moje autorskie dzieło i z dużym lękiem też zawsze podchodzę do premiery tego programu, nie wiedząc, czy to, co ja uznaję za ważne i ciekawe, spodoba się też publiczności. Pora emisji 11:30 w niedzielę to nie jest łatwy czas, zwłaszcza na wiosnę, kiedy część osób wychodzi sobie na spacer z pieskiem, z dzieckiem po zakupy, no a ja mam chęć zatrzymać ich przed telewizorami. I bardzo się postarałem, żeby w tym sezonie było dużo tematów, bohaterów, zagadnień, które spowodują, że ludzie jednak odłożą spacer na później.

Czy po ostatnich zmianach politycznych w Stanach Zjednoczonych i powrocie Donalda Trumpa do władzy, miałeś jakieś trudności z nagrywaniem nowych odcinków? Czy ta sytuacja polityczna w jakikolwiek sposób odbiła się na realizacji programu?

- Nie. Szczerze mówiąc nie miałem żadnych problemów. Nie mieliśmy kłopotów z wjazdem do kraju, nikt nie sprawdzał nam telefonu na granicy. Wszystko odbyło się bardzo elegancko i gładko. Mieliśmy wszystkie wizy, w związku z tym nie było żadnych podstaw, żeby gdzieś nas zatrzymywać. Natomiast to, co na pewno widać to zmiana trochę mentalności ludzi. Dawno ten kraj nie był tak podzielony, dawno ludzie nie byli tak agresywni w tematach politycznych i nie tylko politycznych. Czuć po prostu w powietrzu taką skumulowany ładunek energii, złej energii. Ludzie przestali być wobec siebie tak otwarci, tak ufni, tak życzliwi i bardzo często zdarzało się, że jednym z pytań zadawanych na samym początku rozmowy z kimś nowo poznanym była próba oceny na kogo głosowałeś, za kim jesteś, po czyjej stronie stoisz.

Czy uważasz, że tego typu pytania definiują dalszą część rozmowy i czy jest to według Ciebie zauważalne?

- Tak. W dużej mierze tak jest i ciekawym zjawiskiem jest to, że kiedy się zdeklarujesz po którejś ze stron – czego starałem się unikać, bo ja tam nie pojechałem epatować swoim światopoglądem, tylko rozmawiać z bohaterami i słuchać ich historii, a nie opowiadać swoje własne – to jeśli zdarzyła się jakaś sytuacja, gdzie przedstawiałem swoje stanowisko, bardzo często w agresywny sposób próbowano mnie przekonywać, że nie mam racji. Próbowano mnie konwertować na czyjś punkt widzenia. I wydaje mi się, że ta agresywna retoryka, prędzej czy później doprowadzi do jakiegoś wybuchu, do jakiejś społecznej rewolty, do tego, co się dzieje, choćby na ulicach. Czuć, że jesteśmy naprawdę blisko czegoś na kształt wojny domowej w Stanach Zjednoczonych.

Czy w Polsce również zauważasz, że pytanie o preferencje wyborcze definiuje dalszą część rozmowy? I czy jako dziennikarz odnosisz wrażenie, że w Polakach jest dziś więcej agresji niż dawniej?

- Wydaje mi się, że to ostrze debaty w Polsce już się trochę stępiło. Może dlatego, że ludzie poczuli się rozczarowanie jedną i drugą stroną. Mieli swoich faworytów, mieli swoje stronnictwa, w których pokładali jakieś nadzieje. I jedna ekipa i druga, zdążyła już się narządzić i pokazać, że tak naprawdę jedni są warci drugich. I że jedyne co się nie zmienia, to obietnice wyborcze, które łykamy jak pelikany, zapominając bardzo szybko o tym, że jeszcze żaden rząd 90% tych składanych deklaracji nie dowiózł. Myślę, że ludzie widzą, że to jest wszystko szopka, cyrk, że to są postaci, które skupione są przede wszystkim na utrzymaniu władzy, a nie na zmianie czegokolwiek w naszym kraju tak na poważnie. Trochę odpuścili, przestali się tak bardzo napinać. Takie jest moje wrażenie.

Czy jako dziennikarz uważasz, że Ty oraz cała redakcja "Dzień Dobry TVN" macie realny wpływ na wybory polityczne Polaków?

- Myślę, że telewizja próbuje wprowadzić tak zwaną miękką edukację, mówię o telewizji rozrywkowej, bo i TVN, i Polsat, i TVP starają się kształtować, gdzieś postawę ludzi przez filmy, przez seriale, które produkują i często w ten sposób oswajają masową widownię ze zjawiskami nowymi. Pamiętam, jak w latach 90. telewizja oswajała ludzi z AIDS, z różnymi mitami. Na ten temat powstał film, choćby "Polowanie na Czarownice", gdzie Robert Janowski wcielał się w rolę chorego na AIDS chłopaka. Dzisiaj ten suwak zmiany przesuwa się na inne rejony. Dzisiaj ludzie są oswajani z różnego rodzaju innościami, chociażby z neuroróżnorodnością, z płynnością seksualną, z takimi zjawiskami, które są relatywnie nowe.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: 15-minutowa rozprawa Kubickiej i Barona. Dlaczego tak krótko? Jest komentarz prawniczki!

Marcin Prokop miał problemy w USA podczas nagrań swojego programu? Wszystko jasne!
Marcin Prokop - co o nim wiesz?
Pytanie 1 z 9
Jakie studia skończył Marcin Prokop?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki