Misiek Koterski świetnie bawi się na planie programu "Kocham Cię, Polsko!", ale gdy w grę wchodzi rywalizacja, nie ma żartów. Aktor wprost przyznaje, że nie odpuszcza nawet swojemu synowi Fryderykowi.
Michał Koterski został kapitanem w "Kocham Cię, Polsko"
Michał Koterski nie kryje, że udział w show sprawia mu ogromną frajdę.
To niesamowita zabawa. Tu trudno mówić o tym, żeby to w ogóle była praca. To jest po prostu ciągła, ciągła zabawa
- mówi nam Michał Koterski.
Jednocześnie aktor podkreśla, że traktuje rywalizację bardzo poważnie.
To rywalizacja, która kosztuje mnie duże emocji, bo ja nienawidzę przegrywać. I nawet jak gram z moim synem w gry, mimo że on ma 8 lat, to nigdy nie daję mu wygrywać.
Misiek Koterski przed naszą kamerą opowiedział, jak z porażkami radzi sobie jego syn i czy będzie oglądać tatę w "Kocham Cię, Polsko!".
Ostatnio byłem u Kuby Błaszczykowskiego na turnieju charytatywnym i przegraliśmy. I Frysio podszedł i mówi, tata przegrałeś, więcej tu nie przyjedziemy. (...) No więc nie wiem, jak będzie z oglądaniem. Ma to po mnie, nie lubi przegrywać.
Michał Koterski wspomina też sytuację z meczu siatkarskiego, gdzie ważne słowa padły z ust reprezentanta Polski, Piotra Gacka.
Byliśmy na Lidze Narodów zaproszeni przez Gacka, jednego z naszych siatkarzy, libero, który święcił wielkie triumfy z reprezentacją Polski. Poszliśmy tam, niestety Polska przegrała i Frysio wszedł taki zdenerwowany. Gacek mówi: "Słuchaj, ale ty musisz zrozumieć, że czasami, żeby zostać mistrzem, trzeba przegrać 100 razy". I ja mu ciągle to powtarzałem, on nie chciał tego słuchać, a ostatnio pani napisała mi, że w szkole była taka sytuacja, że zrobił pierwszy zadanie, kolega się zmartwił, a on powiedział: "Słuchaj, spokojnie, żeby wygrać, to najpierw trzeba przegrać 100 razy".
Na planie "Kocham Cię, Polsko!" nie będzie sentymentów. Koterski zmierzy się z Gurłaczem
Misiek Koterski zmierzy się w programie z Filipem Gurłaczem, którego bardzo ceni, ale nie zamierza odpuszczać.
Filipa bardzo lubię, poznaliśmy się już na innym planie. Ucieszyłem się, że to właśnie on będzie kapitanem przeciwnej drużyny, bo się znamy. Odwiedził też moją klinikę leczenia uzależnień, wsparł naszych pacjentów i wykonał świetną pracę. Ma również niesamowitą, bardzo inspirującą historię. Jednak kiedy doszło do rywalizacji, sentymenty i sympatia się skończyły. To, co było fajne, jest już za nami - teraz zaczyna się prawdziwa walka.