Najszczęśliwsi byli przed ślubem. Potem opowiadał żonie o swoich kobietach

3 listopada Zbigniew Cybulski (+39 l.) skończyłby 99 lat. Dla milionów pozostał Maćkiem Chełmickim – niepokornym chłopakiem w ciemnych okularach. Jego żona znała jednak zupełnie innego człowieka. Po latach powiedziała o nim słowa, które brutalnie burzą legendę: „Uważam, że był to człowiek, który absolutnie nie powinien zakładać rodziny i mieć dzieci”.

Najszczęśliwsi byli przed ślubem

Kiedy Zbigniew Cybulski poznał Elżbietę Chwalibóg, nie był jeszcze pomnikiem polskiego kina. Oboje należeli do artystycznego środowiska Wybrzeża, żyli teatrem Bim-Bom, przyjaciółmi, próbami i nocnymi rozmowami. Mieszkali razem z Bogumiłem Kobielą, a Elżbieta wspominała po latach, że początkowo byli po prostu przyjaciółmi. Uczucie przyszło bez wielkiego planu. Zamieszkali razem jako para i długo nie potrzebowali ślubu. Właśnie ten okres Elżbieta uważała później za najlepszy w ich wspólnym życiu. Byli młodzi, zakochani i wolni. Nikt nie pytał, o której Zbyszek wróci, gdzie zniknął ani kiedy wreszcie zajmie się rachunkami.

Wszystko zmieniła ciąża. Rodzice aktora byli tradycyjni, więc ślub przestał być sprawą dwojga zakochanych. 30 sierpnia 1960 roku Cybulski i Chwalibóg stanęli przed urzędnikiem.

Mało brakowało, a ceremonia odbyłaby się bez pana młodego

Dzień wcześniej koledzy zabrali Cybulskiego na wieczór kawalerski. Zabawa przeciągnęła się do rana, a aktor zjawił się w urzędzie dosłownie w ostatniej chwili. Dziesięć dni później para wzięła również ślub kościelny. Tym razem Cybulski także nadjechał spóźniony – na motorze, obładowany rzeczami. Jakby już wtedy ćwiczył rolę, którą będzie grał przez resztę życia: człowieka, który ciągle dokądś pędzi i zawsze pojawia się odrobinę za późno.

Naprawdę chciał mieć dom

Nie był jednak człowiekiem pozbawionym uczuć. To byłoby zbyt proste. 30 stycznia 1961 roku urodził się jego jedyny syn Maciej. Cybulski był z niego dumny. W listach do żony pisał o samotności i potrzebie stworzenia prawdziwego domu. Kiedy rodzina nie miała jeszcze własnego mieszkania, Elżbieta z maleńkim synem musiała czasowo przenieść się do jego rodziców. Aktor zapewniał ją wtedy, że nigdy wcześniej tak bardzo nie potrzebował domu. W końcu wspólny dom dostał. I wtedy okazało się, że nie potrafi w nim zostać.

Warszawska kariera rozpędzała się błyskawicznie. Były teatr, filmy, telewizja, wyjazdy, spotkania i dziesiątki ludzi, którzy chcieli mieć Cybulskiego dla siebie. Po „Popiele i diamencie” nie był już po prostu aktorem. Stał się zjawiskiem. Elżbieta została więc z mieszkaniem, dzieckiem i codziennością. On wpadał późno w nocy i znów znikał. Po latach mówiła bez złudzeń: –  W Warszawie zaczął się prawdziwy koszmar.

Ojciec, który ciągle gdzieś gonił

Maciej Cybulski zapamiętał ojca podobnie. – Wpadał i wypadał. Wiecznie gdzieś gonił – wspominał. Kiedy Zbyszek pojawiał się w domu, telefon niemal nie przestawał dzwonić. Elżbieta była żoną, przyjaciółką, sekretarką, opiekunką i nieformalną agentką. Zapisywała wiadomości, pilnowała terminów, pamiętała za niego o rzeczach, które jemu wiecznie wypadały z głowy.

Cybulski potrafił wyjechać i przepaść. Jego szwagierka Maria Chwalibóg opowiadała, że kiedyś przyjechała do siostry i zapytała, gdzie jest Zbyszek. Elżbieta nie wiedziała. Okazało się, że od trzech dni siedzi w Łomży i rozmawia z dziećmi. - Zbyszek należał do wszystkich – podsumowała Maria. Kiedy w styczniu 1965 roku zmarł ojciec aktora, rodzina nie mogła znaleźć Zbyszka. Szukano go nawet przez radio. Nikt nie wiedział, gdzie akurat jest.

Żonie mówił o innych kobietach

Sława przyniosła także tłumy wielbicielek. Fascynowały się nim zwyczajne dziewczyny i wielkie gwiazdy. Z jego nazwiskiem łączono m.in. Édith Piaf, Marlenę Dietrich, Marie Laforêt czy Krystynę Konarską. Nie każda taka znajomość była romansem. Czasami to kobiety były zafascynowane nim, czasami on nimi. Elżbieta wiedziała jednak, że inne kobiety pojawiają się w życiu jej męża. Sama wspominała, że czasami opowiadał jej o swoich fascynacjach.

Ich związek funkcjonował więc według zasad, które z boku trudno było zrozumieć. Cybulski nie odchodził od żony. Łożył na rodzinę, pisał czułe listy, wracał. Jednocześnie zachowywał się tak, jakby każde zamknięcie drzwi na stałe było dla niego nie do zniesienia. Dorota Karaś, autorka biografii „Cybulski. Podwójne salto”, zwracała uwagę właśnie na tę sprzeczność. Aktor pragnął stabilizacji, ale kiedy ją osiągał, ciągnęło go dalej.

Ostatnia kobieta chciała decyzji

Pod koniec życia szczególnie ważna stała się dla niego Ewa Warwas, związana z wrocławskim środowiskiem artystycznym. Oficjalnie byli przyjaciółmi. Syn aktora po latach mówił jednak, że ojciec rozważał rozwód.

I właśnie z Ewą Cybulski spędził ostatnią noc życia. Był we Wrocławiu. Miał wracać do Warszawy. Kolejne pociągi odjeżdżały, a oni siedzieli i rozmawiali. Alfred Andrys, przyjaciel aktora i świadek wydarzeń, wspominał później, że nie była to awantura. Ewa chciała wiedzieć, co dalej. Potrzebowała stabilizacji i konkretnej deklaracji. Cybulski nie umiał jej dać. To niemal bolesne podsumowanie jego życia prywatnego. Kochał, tęsknił, wracał, obiecywał. Ale kiedy należało zostać w jednym miejscu i podjąć ostateczną decyzję, coś pchało go dalej.

Został ostatni pociąg

8 stycznia 1967 roku nad ranem na wrocławskim Dworcu Głównym został już ostatni pociąg do Warszawy. Ekspres „Odra” ruszał o 4.20. Cybulski nieraz wskakiwał do odjeżdżających pociągów. Tym razem również pobiegł za wagonem. Nie udało się. 39-letni aktor wpadł między stopień a krawędź peronu. Został przewieziony do szpitala, ale lekarze nie byli w stanie go uratować. O 5.25 stwierdzono zgon. Tragedia niemal natychmiast stała się częścią mitu Cybulskiego. Młody aktor, pociąg, pośpiech – wszystko wyglądało jak zakończenie filmu napisane zbyt dosłownie. A przecież za legendą został siedmioletni syn i kobieta, która przez lata próbowała stworzyć z nim zwyczajne życie.

Chciał opowiedzieć o trzech kobietach

Cybulski chciał wyreżyserować własny film. Miał to być projekt autobiograficzny – historia trzech kobiet jego życia. Nie zdążył go zrealizować. Nie wiadomo też z całkowitą pewnością, które kobiety zamierzał opisać. Dzień przed śmiercią dotarła do niego również wiadomość o amerykańskiej propozycji zawodowej. Miał zagrać Kowalskiego w telewizyjnej realizacji „Tramwaju zwanego pożądaniem”. Przed nim mogło być jeszcze wszystko.

Zamiast kolejnego filmu pozostał mit człowieka w ciemnych okularach. I wspomnienia najbliższych, które pokazują kogoś znacznie ciekawszego od pomnikowej legendy: mężczyznę pełnego czułości i egoizmu, ogromnej potrzeby bliskości i równie wielkiego lęku przed zatrzymaniem się. Pragnął domu. Tyle że przez całe życie był już w drodze do następnego miejsca.

Grób Zbigniewa Cybulskiego. Aktor zginął tragicznie pod kołami pociągu | Niezapomniani

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI